Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Skowronek z miasteczka Jura K-Cz. Mam przejechane 114424.38 kilometrów w tym 31109.04 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.54 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 582241 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Skowronek.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

powyżej 100 km

Dystans całkowity:32711.50 km (w terenie 6391.00 km; 19.54%)
Czas w ruchu:1379:23
Średnia prędkość:20.50 km/h
Maksymalna prędkość:70.00 km/h
Suma podjazdów:168343 m
Suma kalorii:18852 kcal
Liczba aktywności:272
Średnio na aktywność:120.26 km i 5h 52m
Więcej statystyk
  • DST 106.70km
  • Teren 50.00km
  • Czas 05:50
  • VAVG 18.29km/h
  • VMAX 40.00km/h
  • Podjazdy 609m
  • Sprzęt Cube
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bytom Wąskotorowy

Niedziela, 4 sierpnia 2019 · dodano: 10.08.2019 | Komentarze 0

Wycieczkę wymyślił Rafał. Wybrał się z nami Maciej. Dziś wczesna godzina wyjazdu: pociąg mamy 6.26. Kolejka wąskotorowa odjeżdża z Bytomia 9.00, kursuje tylko 2 x dziennie. W necie piszą, że zabiera rowery. Musimy dojechać pociągiem do Katowic, następnie pokonać rowerami 15 km do Bytomia i tam złapać kolejkę. Udało się choć było to nerwowe 15 km...
Włazimy po schodach na wąskotorowy peron a tam... Pełno ludzi. W tym rowerzystów. I cały czas przybywają kolejni... Miny mamy mocno niewyraźne, ciekawe czy się zmieścimy...
Po pewnym czasie dostojnie wjeżdża nasz pociąg. Okazuje się, że nie będzie problemu bo ma duży wagon towarowy tylko dla rowerów. Ładuje je, układa, jedzie z nimi całą drogę i pomaga wypakować osobny pracownik. W razie czego mają drugi wagon towarowy ale do tego jednego weszło ze 20 sztuk i jeszcze miejsce zostało. Skład jest bardzo długi, całe towarzystwo zapakowało się wygodnie i jedziemy.
Podróż do Miasteczka Śląskiego trwa ponad godzinę, można nacieszyć się jazdą i widokami. Dobrze, że wybraliśmy zamknięty wagon bo w otwartym byśmy zmarzli. Większość pasażerów wysiada nad zbiornikiem Nakło-Chechło, tylko my i jeszcze kilka osób jedzie dalej.


Dojechali, wypakowali sprzęt i w drogę. Na początek podążamy wzdłuż brzegów zbiornika Nakło-Chechło. Ludzi już sporo ale jeszcze nie na tyle by denerwować.

Skoro Nakło Śląskie to i pałac. Pałac Donnersmarcków wzniesiono w XIX wieku. Obecnie mieści Centrum Kultury Śląskiej. Otacza go ładny park.

Kolejny etap podróży to Świerklaniec. Podążamy tam rozmaitymi polnymi dróżkami. Po drodze czeka niełatwy podjazd na wzgórze w miejscowości Orzech. W tamtejszym lesie mają być ukryte ruiny romantyczne z XIX wieku, z czterech pozostała jedna baszta lecz szukaliśmy ich już kiedyś i nic, więc tylko podjazd i zjazd do Świerklańca.



Świerklaniec jakoś się nie nudzi, za każdym razem zachwyca. Objazd parku, przerwa w kawiarni i jedziemy dalej. Jest miła droga wzdłuż brzegów zbiornika Kozłowa Góra oraz schron bojowy.


Wkrótce ponownie wjeżdżamy w teren. Pora odnaleźć zatopioną kopalnię Bibiela (pracę rozpoczęła w XIX w.). Właściwie były dwie kopalnie: Szczęście Flory (gdzie wydobywano rudy cynku i ołowiu) oraz Bibiela (dostarczała rudy żelaza) ale był to jeden zakład i załoga, która wymieniała się, górnicy raz pracowali w jednej, raz w drugiej kopalni. Od początku były problemy z wodą, sprowadzono nowoczesne pompy. Obsługiwali je specjalnie przeszkoleni pracownicy. I to oni pracowali niemal do samego końca gdy 17.06.1917 roku nastąpiła katastrofa. W wyniku gwałtownego ataku wody kopalnia przestała istnieć. Woda zniszczyła wszystko w dwie godziny. Jednak nikomu nic się nie stało dzięki temu, że rudy zalegały płytko i nie było tu głębokich szybów oraz dzięki hydrotechnikom, którzy nie porzucili maszyn...
Dziś możemy podziwiać pozostałości budynków oraz malownicze jeziorka.
Miejsce ma niezwykły klimat.




Warto było tu przyjechać... Dość długo krążymy po terenie kopalni jednak trzeba jechać dalej. Lasami podążamy nad zbiornik Zielona. A następnie poszukujemy ruin stacji SAR. Pozostałość po ukrytej stacji naprowadzania rakiet. Niestety znajdujemy tylko schrony pomocnicze a tego głównego nie, mimo, że rozdzielamy się by przeczesać większy teren. Atrakcja do poprawki.



Z ciekawostek był jeszcze uroczy Zamek Na Piasku (w miejscowości Piasek). Ten zabytkiem nie jest ale naprawdę ładniutki.

Koniec zwiedzania, teraz już tylko jazda polami i lasami do Cze-wy. W okolicy Konopisk trochę błądzenia na polach ale w końcu dotarliśmy do domu.







  • DST 101.46km
  • Teren 15.00km
  • Czas 05:07
  • VAVG 19.83km/h
  • VMAX 33.80km/h
  • Podjazdy 278m
  • Sprzęt Cube
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Łowicz

Niedziela, 7 lipca 2019 · dodano: 14.07.2019 | Komentarze 2

Budzę się przed świtem a za oknem... ULEWA!!! No po prostu SKANDAL. No nic, poczekamy, synoptycy przysięgają, że padać nie będzie...
Rankiem już nie pada, poczekaliśmy aż obeschnie (a schnie szybko) i jedziemy. Dziś dojechał do nas Dominik. I tak w ekipie 6-osobowej ruszamy na podbój Łowicza.
Wieje mocno ale na razie nikt się tym nie martwi bo tę stronę wiatr nam bardziej pomaga. Słoneczka także nie brakuje, toteż wycieczka jest bardzo miła.
Na początek troszkę jazdy po Głownie a następnie odwiedzamy kwaterę wojenną na cmentarzu w Bielawach.
Głowno. Dwór Hrabiny Komorowskiej:

Bielawy:

Następnie podążamy do Walewic. Odwiedzamy Miejsce Pamięci poświęcone poległym 17 Pułku Ułanów Wielkopolskich. Spoczywają na odwiedzonym wcześniej cmentarzu w Bielawach.

Następnie jedziemy do pałacu. Jak nazwa wskazuje właśnie w tym pałacu mieszkała słynna  Pani Walewska.
Jeśli o mnie chodzi wycieczka tutaj może się zakończyć. Konie z tutejszej stadniny uwielbiają towarzystwo i przychodzą do ogrodzenia. Gdy byliśmy w Walewicach pierwszy raz przyszła do mnie jedna klacz a za nią pół stada. Wtedy miały pełno jedzenia i to było bardzo miłe, że podeszły. Dziś pastwisko jest wysuszone a jak się taki turysta trafi, co nazbiera świeżej trawy (do której sięgnąć nie mogą) to nawet utytułowane angloaraby ukontentowane wielce. Rzadko mam okazję pobyć w towarzystwie tych pięknych zwierzą a te z Walewic są bardzo przyjacielskie. Ja tu zostaję.
No dobrze, jadę w końcu za ekipą lecz niechętnie...



Jedziemy do pałacyku w miejscowości Sobota. Znajduje się w pięknym, zadbanym parku i jest bardzo ładnym miejscem. Dziś podziwiać możemy neogotycki zameczek jednak jego fundamenty kryją tajemnicę: dokładnie w tym miejscu w XV wieku stał najprawdziwszy zamek.

Teraz troszkę terenu: malownicze dróżki wzdłuż Bzury, które prowadzą nas do Łowicza.



Łowiczanka:

Kierujemy się już z powrotem do Głowna. I tu zaczynają się problemy. Wracamy pod wiatr. Wichurę. Kilkanaście km prostej jak drut drogi pod wiatr i morale leci na łeb. Szczęściem trafił się miły, wycieczkowy szosowiec (można poznać po worku na plecach, w którym wyraźnie przebijają jakieś smakołyki). W przyjemnym tempie 26-27 km/h elegancko doholował nas do samego Głowna. Naturalnie podziękowaliśmy, uśmiał się, choć lekko zdębiał gdy na koniec odwrócił się i zobaczył jaką wycieczkę miał na kole.

Stówka wskoczyła. I weekend zleciał... Zjedliśmy jeszcze pyszny obiadek i cóż... Trzeba się pożegnać i wracać do domu...
Mam nadzieję, że wkrótce znów zobaczymy się w tym składzie. A do Głowna jeszcze w tym roku wpadniemy na tę pyszną kawę a'la Goździk:)








  • DST 118.38km
  • Teren 65.00km
  • Czas 06:45
  • VAVG 17.54km/h
  • VMAX 38.00km/h
  • Podjazdy 740m
  • Sprzęt Cube
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Różaneczniki

Niedziela, 2 czerwca 2019 · dodano: 18.06.2019 | Komentarze 0

Coroczna wycieczka Na Brzozę by podziwiać różaneczniki. W tym roku wersja mocniej terenowa z elementami chaszczingu. Przy okazji odwiedziliśmy nowe miejsca: wieżę widokową w Blachowni, schron na Kochcickiej Górce oraz platformę widokową na wieży obserwacyjnej w Koszęcinie. Zwłaszcza platformę warto odwiedzić.
Straszyło burzą ale w końcu nas ominęła.
Bardzo ładne widoczki i rozmaite, nowe ścieżki. Fajna wycieczka jak za dawnych czasów.
Zdjęcia:
Blachownia. Widok z wieży:

Blachownia: pomost obok wieży:

Leśnym duktem:

Polnym duktem:

Pomnik przyrody różanecznik katawbijski (ma prawie 100 lat). Tydzień później pojawiło się więcej kwiatów:

Staw Brzoza:

Lekkie perturbacje przy wyborze ścieżki:

Odrobina chaszczingu:

Pałac w Kochcicach:

Schron na Kochcickiej Górce:

Widok z Kochcickiej Górki:

I na koniec widoki z wieży w Koszęcinie:







  • DST 104.07km
  • Teren 75.00km
  • Czas 06:13
  • VAVG 16.74km/h
  • VMAX 49.00km/h
  • Podjazdy 1012m
  • Sprzęt Cube
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szlak Zamonitu

Niedziela, 19 maja 2019 · dodano: 24.05.2019 | Komentarze 1

Szlak bardzo ładny, na pewno warto go przebyć. Ale wycieczka średnio udana, jak dla mnie.







Kategoria Jura, powyżej 100 km


  • DST 106.70km
  • Teren 45.00km
  • Czas 06:49
  • VAVG 15.65km/h
  • VMAX 38.00km/h
  • Podjazdy 670m
  • Sprzęt Cube
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Mostek nad Pilicą

Niedziela, 14 października 2018 · dodano: 18.10.2018 | Komentarze 3

Trasę wycieczki opracował Mariusz, następnie przesłał nam do weryfikacji. Rafał posiedział nad mapą, obejrzał i zawyrokował: "Za dużo asfaltu". A następnie poprawił po swojemu. W sumie fajne ścieżki wybrał, dopiero na koniec trzeba było go wygonić z lasu ze względów czasowych.
Ekipa dzisiejszej wycieczki liczy aż 9 osób:) Z Tomaszowa przyjechali Karolina z Darkiem, z Głowna Mariusz, który po drodze zabrał Dominika. A z Cze-wy jednym wozem przybyli Marcin. P i Rafał P. a drugim wozem Marcin W.
My przybylim na miejsce rowerami z kwatery (10 km), po drodze przeżywając potężny wkurw. Nie mam już sił do chamstwa wobec rowerzystów, pokazywanie: ja ważniejszy bo mam auto... K...wa kto teraz nie ma auta??? Coraz trudniej mi wyjść na rower właśnie przez to: po prostu boję się... 
Na szczęście w ekipie zapominam na chwilę o tym i o innych troskach. Sił jakby więcej, chęci do walki z terenowymi trudnościami także a i humor lepszy.
Pierwszy przystanek w bardzo urokliwym miejscu: nieczynny kamieniołom w Kurnędzu. Jest zalany wodą o turkusowym odcieniu i ma strome ściany. Na dnie znajdują się fragmenty instalacji, w jednym miejscu wystają takie jakby słupki. Znalazłam filmik z nurkowania i okazuje się, że to rury: 
Nurkowanie w kamieniołomie.

Następnie podążamy do głównego punktu programu: słynnego mostka (kiedyś była tabliczka "Przeprawa techniczna dla rolników"). Oczywiście po drodze były piachy i zarośla.
Gdy byliśmy tam rok temu most był mocno ekstremalny bo w jednym miejscu przechylony ale obecnie wyraźnie go naprawiono. Choć nadal robi wrażenie. Bardzo fajne miejsce, do tego ładne i na pewno warte odwiedzenia.



Jesteśmy w Przedborskim Parku Krajobrazowym, zatem krajobrazy cudne. Następnym miejscem na trasie są ruiny zamku w Majkowicach. Zamku to zbyt wiele powiedziane. Gród był, owszem, niedaleko ale nie w tym miejscu. Dzisiejsze, malownicze ruiny to XVI-wieczna "tęsknota średniozamożnego szlachcica do posiadania prawdziwego zamku" (ze strony www.zamkipolskie.com)





Teraz trzeba podjąć ważną decyzję: "to gdzie na obiad?". Wybieramy Przedbórz, jedliśmy tam parę razy i było ok i nadal jest smacznie ale wraz z upływem czasu porcje jakby się kurczą...
Po posiłku podążamy do kolejnej atrakcji: Majowej Góry. Ma tam być kamieniołom. Przeczytałam, że góra jest rozcięta. Zagadujemy miejscowego, kieruje nas do celu lecz dodaje: "Ale tam jest zarośnięte, nie przejedziecie..." Owszem przejedziemy, na samą górę wiedzie wyraźna ścieżka, tylko, że biegnie samym skrajem urwiska. Kamieniołom rzeczywiście rozcina górę, wygląda jak ziejąca rana... Część ekipy dzielnie przejeżdża ten odcinek, ja w wielu miejscach przeprowadzam. Gdyby ścieżka była równa to spoko. Jednak ie potrafię pokonać korzeni i dołów, które opadają w stronę urwiska. Na koniec ścieżka znika a my musimy przebić się przez zarośla by wrócić do asfaltu. 

Ów asfalt prędko porzucamy by wrócić w teren, tym razem czeka podjazd szutrową drogą na właściwy wierzchołek Majowej Góry. Potem dyskusja by zjechać do asfaltu i nim podążyć do Bąkowej Góry lecz Rafał uciął dyskusję i zawlókł nas tam czysto terenowo. Lecz narzekać nie można bo wybrał świetne ścieżki. Byliśmy też w Miejscu Pamięci w lesie gdzie zamordowano 12 żołnierzy Konspiracyjnego Wojska Polskiego.


W Bąkowej Górze znajdziemy ruiny zamku. Jest na prywatnym terenie ale wystarczy poprosić i można spokojnie obejrzeć zamkowe mury. Zamek powstał w XV wieku.

W Bąkowej Górze znajdziemy też prześliczną aleję wierzbową. Według wielu najpiękniejszą aleję wierzbową w tym kraju. O tej porze roku mieni się złotem. Rzeczywiście cudna.
Na mapie jest też zaznaczony kamieniołom. Szukaliśmy go lecz niestety zarośnięty i nie było doń żadnej ścieżki.

Pora kierować się z powrotem. Jedziemy jeszcze trochę lasem lecz trzeba wrócić na łatwiejsze drogi bo zmrok nas zastanie.  Dni coraz krótsze... Na czas wracamy na parking. Ekipa pakuje się do aut a my machamy im na pożegnanie i polami wracamy do kwatery, meldujemy się akurat o zachodzie słońca. Nie powiem, nogi bolą. Ale takie trasy lubię: dużo zwiedzania i rozmaite ścieżki. Fajnie było, wesoło, kolorowo. Mam nadzieję, że w przyszłym roku znów pojeździmy w takim składzie.





  • DST 104.90km
  • Czas 04:20
  • VAVG 24.21km/h
  • VMAX 49.00km/h
  • Podjazdy 515m
  • Sprzęt Bastet
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Gidle Cafe

Niedziela, 23 września 2018 · dodano: 15.10.2018 | Komentarze 0

Nie było pomysłu na niedzielę, w końcu wsiedliśmy na szosy by udać się na kawę i gofry do Gidel. W jedną stronę przez Mstów, Skrzydlów, Garnek i Skrzypiec. Powrót dookoła by spalić nieco kalorii. Czyli przez Świętą Annę, Wiercicę, Lipnik, Żuraw, Zagórze i Turów.
Rzeka Wiercica:

Widok z Zagórza:


Kategoria Jura, powyżej 100 km


  • DST 107.07km
  • Teren 50.00km
  • Czas 05:38
  • VAVG 19.01km/h
  • VMAX 40.00km/h
  • Podjazdy 749m
  • Sprzęt Cube
  • Aktywność Jazda na rowerze

Cysterskie Kompozycje

Niedziela, 16 września 2018 · dodano: 22.09.2018 | Komentarze 2

Dziś wraz z Piotrem wybraliśmy się do Parku Krajobrazowego Cysterskie Kompozycje Krajobrazowe Rud Wielkich.
Auto zostaje w miejscowości Kozłów, my zaś podążamy rozmaitymi ścieżkami polnymi i leśnymi do Rud. Lasy tamtejsze są prześliczne.
Największą atrakcją dzisiejszego dnia był bez wątpienia przejazd kolejką wąskotorową. Staliśmy na peronie a przechodzący kierownik pociągu zagadał czy jedziemy z nimi. No to my, że rowery... A na to on, że przecie żaden problem. Rowery zamknęli u dyżurnego i mogliśmy ojechać na super przejażdżkę. Niedługa ale świetna, maszynista gwizdał na potęgę, dzieci mogły przejechać się lokomotywą podczas zmiany kierunku, wszystko zobaczyć, zapytać. Klimat tego miejsca tworzą wspaniali ludzie, warto tam pojechać.






Potem pojechaliśmy do opactwa ale nie zwiedzamy gdyż trwają dożynki. Uroczystość rozpoczyna procesja z udziałem biskupa. Są też panie w regionalnych strojach, sztandary i w ogóle...

Pojechaliśmy też nad Jezioro Rybnickie. Podobno żyją tam 100-kg sumy. Brzegi są zagospodarowane, można jeździć rowerem i spacerować.

Wspaniałą atrakcją jest także Rezerwat Łężczok. Ciekawe tak sobie jechać drogą-groblą, która ma 250 lat... Na zdjęciu 400-letni Dąb Sobieski:

Znajduje się tu 8 stawów, ich wiek sięga XIII stulecia. Oraz lasy, potężne lasy gdzie rosną bardzo stare drzewa. W necie piszą, że lasy rezerwatu mają charakter puszczański. Stawy zamieszkują liczne gatunki ptaków, na brzegach są dwie czatownie, z których można obserwować ptactwo:

A tutaj droga między wiekowymi dębami:

Na koniec odwiedziliśmy XVIII-wieczną kaplicę św. Magdaleny w Goszczycach. Skąd się wzięła nie wiadomo. Co ciekawe, choć jest drewniana nigdy nie spłonęła, mimo licznych pożarów w okolicy. Ogień zawsze ją omijał. Trzeba Wam wiedzieć, że stoi na terenach największego pożaru leśnego w Europie (1992 roku) a mimo to przetrwała. Ludzie licznie tam przybywają.


Lasy Rud są prześliczne, powtórzę: warto tam pojechać. Nawet mniej wprawiony rowerzysta sobie poradzi, gdyż piachu nie ma a dukty są niezmiernie wygodne.


Kategoria powyżej 100 km


  • DST 125.91km
  • Teren 70.00km
  • Czas 06:38
  • VAVG 18.98km/h
  • VMAX 50.00km/h
  • Podjazdy 1018m
  • Sprzęt Cube
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Szlak Jury Wieluńskiej

Niedziela, 9 września 2018 · dodano: 09.09.2018 | Komentarze 3

Wycieczkę wymyślił Rafał. Wymagała nieco kombinacji by dotrzeć rano do Wielunia lecz wszystko się udało. Nas i Piotra zawozi tam szwagier Rafała a Krzyśka, Marcina i Tomka zawozi Arek. Cioran przyjeżdża na kołach, jeśli można się tak wyrazić.
Już na początku okazuje się, że szlak jest mało uczęszczany, jedziemy zarośniętą, ledwo widoczną ścieżką wzdłuż torów. Także potem w wielu miejscach jest zasypany gałęziami lub zarośnięty.
Wydaje mi się też, że omija wiele atrakcji. Właściwie po drodze mamy tylko cmentarz z czasów I w.ś., Rezerwat Węże, kamieniołom, wapiennik, leśne mogiły i bunkier. Za to nie brakuje wspaniałych widoków na Wartę. Sporo jest odcinków asfaltowych ale i piachu nie brakuje.
Na pewno warto było nim jechać, bardzo udana wycieczka.















  • DST 128.73km
  • Teren 90.00km
  • Czas 07:05
  • VAVG 18.17km/h
  • VMAX 31.70km/h
  • Podjazdy 868m
  • Sprzęt Cube
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Turawa

Poniedziałek, 27 sierpnia 2018 · dodano: 27.08.2018 | Komentarze 1

W weekend pogoda nie sprzyjała rowerkowaniu. Trochę połazilim obiecując powetować sobie straty wycieczką w poniedziałek, (urlop).
Ponownie skorzystaliśmy z promocji pkp i rankiem meldujemy się w Lublińcu. Tym razem kierunek Turawa. Jako dziecko, co roku jeździłam tam z rodzicami na kemping z przyczepą (kultowy model N126) i ciekawam czy zostało coś z tamtych czasów.
Mimo ślęczenia nad mapami oraz wertowania internetu zwiedzania niewiele. Odwiedziliśmy jedynie miejsce po XVIII-wiecznej osadzie hutniczej Rogolowiec.
Są też ruiny pałacu w Turawie lecz w końcu tam nie dojechaliśmy ze względów czasowych, woleliśmy objechać Jezioro Duże. Zajrzeliśmy też nad Jezioro Małe i Średnie. Ładnie tam. Na rozlewiskach widzieliśmy sporo czapli. Na obiad wybrano (kierując się internetowymi opiniami) bar "U Grubego", jedzenie naprawdę smaczne.
Trasa to głównie ścieżki polne i leśne, asfaltu minimum. Niestety, nawet na tym minimum trafiło się dwóch debili spychających nas na pobocze. To znaczy musieliśmy tam po prostu uciekać. Myślę, że prędko w tamte okolice nie wrócimy...
Co do śladu to mogę go przesłać. Do Turawy wybrane dróżki były bardzo łatwe. Z powrotem więcej piachu, tłuczeń itp. ale dobrze bo byłoby nudno.
Tutaj link do zdjęć:
TURAWA LASAMI




  • DST 119.93km
  • Teren 80.00km
  • Czas 06:10
  • VAVG 19.45km/h
  • VMAX 34.20km/h
  • Podjazdy 740m
  • Sprzęt Cube
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Karolinki

Niedziela, 19 sierpnia 2018 · dodano: 22.08.2018 | Komentarze 5

"Poszła Karolinka do Gogolina" śląska pieśń ludowa powstała w XIX wieku. Chyba każdy ją kojarzy.
Poszukując ciekawych miejsc natrafiłam na mapie na stary cmentarz husycki i prawdziwą historię Karolinki. Tak naprawdę tekst tej piosenki wcale nie jest beztroski...
"Wróć się, Karolinko, czemu idziesz precz?
Nie odpowiem tobie, po swojemu zrobię
To nie twoja rzecz"
Prawdziwa Karolinka właśnie po swojemu zrobiła, Karliczka przegoniła i za innego wyszła. A to dlatego, że Karliczek był 18 lat starszy i do tego żonaty. A Karolinka niegłupia dziewczyna była. Sami poczytajcie.
Wycieczkę rozpoczynamy w Lublińcu, gdzie dojeżdżamy pociągiem korzystając z promocji "Do Lublińca za 3 zł, rower gratis".
Wraz z nami na wycieczkę wybrali się Arek, Marcin i Rafał.
Lubliniec lasami słynie, tutejszy kompleks leśny jest podobno największy w województwie śląskim. W mieście mamy gęstą sieć ścieżek rowerowych, którymi sprawnie dojeżdżamy do lasu. Tutejsze lasy są mało piaszczyste, mnóstwo w nich duktów i ścieżek odpowiednich dla każdego. Poranek w lesie jest prześliczny.
Jedziemy obok stawów Kokotek, gdzie udaje się wypatrzeć czaple.
Kolejne atrakcje na trasie wycieczki to Most Przyjaźni w Krupskim Młynie, hodowla danieli (daliśmy im jabłka) i Polana Śmierci w miejscowości Barut.
Wreszcie dojeżdżamy do dawnego opactwa cystersów w Jemielnicy. Mieliśmy szczęście bo trafiliśmy na bezpłatne zwiedzanie z przewodnikiem (niedziele 12.00 - 15.30). Pan Przewodnik bardzo ciekawie opowiada, naprawdę warto tam pojechać.
Po zwiedzeniu opactwa podążamy do Bzinicy Nowej. Tam jest ów cmentarz ewangelicki. To znaczy przybyli wtedy czescy osadnicy najpierw wyznawali husytyzm a z czasem zmienili wyznanie na ewangelicko - augsburskie i stąd cmentarz na mapach jest różnie nazywany.
W samej miejscowości mieliśmy szczęście bo od wielu kilometrów nie mamy picia (jest niehandlowa niedziela i wszystko zamknięte, nie pomyślałam żeby zabrać zapas, Arek poratował swoimi zapasami wody) więc poprosiliśmy jedną z gospodyń o wodę z kranu ale dostaliśmy mineralną:)
Dzięki staraniom tutejszych stowarzyszeń do cmentarza oznakowano drogę, ogrodzono, odnowiono nagrobek Karolinki i ustawiono tablice. Przydałoby się jeszcze całość odnowić.
Kierujemy się już z powrotem do Lublińca by spokojnie zdążyć na pociąg. Dojechaliśmy godzinę przed odjazdem, toteż starczyło czasu by pojechać jeszcze na rynek, zakupić picie i posiedzieć nad zalewem.
Zdjęć nie mogę dodać na blog z powodu limitu. Zatem proszę, tutaj, link do zdjęć:
ZDJĘCIA Z WYCIECZKI