Info
Suma podjazdów to 582241 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2025, Maj4 - 0
- 2025, Kwiecień3 - 2
- 2025, Marzec7 - 4
- 2024, Grudzień1 - 0
- 2024, Listopad1 - 0
- 2024, Październik5 - 2
- 2024, Wrzesień9 - 0
- 2024, Sierpień9 - 4
- 2024, Lipiec11 - 2
- 2024, Czerwiec17 - 16
- 2024, Maj16 - 9
- 2024, Kwiecień6 - 4
- 2024, Marzec14 - 14
- 2024, Luty7 - 3
- 2023, Grudzień5 - 0
- 2023, Listopad7 - 0
- 2023, Październik15 - 0
- 2023, Wrzesień23 - 0
- 2023, Sierpień15 - 25
- 2023, Lipiec14 - 4
- 2023, Czerwiec15 - 11
- 2023, Maj16 - 4
- 2023, Kwiecień19 - 0
- 2023, Marzec14 - 0
- 2023, Luty3 - 0
- 2023, Styczeń9 - 8
- 2022, Grudzień2 - 4
- 2022, Listopad14 - 3
- 2022, Październik20 - 2
- 2022, Wrzesień12 - 0
- 2022, Sierpień18 - 4
- 2022, Lipiec17 - 8
- 2022, Czerwiec21 - 0
- 2022, Maj23 - 0
- 2022, Kwiecień19 - 3
- 2022, Marzec16 - 2
- 2022, Luty8 - 0
- 2022, Styczeń7 - 0
- 2021, Grudzień1 - 0
- 2021, Listopad9 - 2
- 2021, Październik14 - 2
- 2021, Wrzesień19 - 25
- 2021, Sierpień14 - 10
- 2021, Lipiec15 - 12
- 2021, Czerwiec19 - 6
- 2021, Maj20 - 2
- 2021, Kwiecień17 - 10
- 2021, Marzec17 - 6
- 2021, Luty5 - 2
- 2021, Styczeń5 - 2
- 2020, Grudzień12 - 6
- 2020, Listopad16 - 8
- 2020, Październik12 - 11
- 2020, Wrzesień19 - 6
- 2020, Sierpień15 - 5
- 2020, Lipiec14 - 18
- 2020, Czerwiec17 - 6
- 2020, Maj18 - 10
- 2020, Kwiecień16 - 18
- 2020, Marzec12 - 33
- 2020, Luty6 - 12
- 2020, Styczeń6 - 5
- 2019, Grudzień4 - 1
- 2019, Listopad5 - 6
- 2019, Październik5 - 7
- 2019, Wrzesień7 - 3
- 2019, Sierpień9 - 2
- 2019, Lipiec11 - 4
- 2019, Czerwiec8 - 4
- 2019, Maj7 - 6
- 2019, Kwiecień3 - 0
- 2019, Marzec4 - 14
- 2019, Styczeń1 - 2
- 2018, Grudzień2 - 6
- 2018, Listopad5 - 16
- 2018, Październik8 - 4
- 2018, Wrzesień13 - 12
- 2018, Sierpień16 - 32
- 2018, Lipiec5 - 12
- 2018, Czerwiec12 - 13
- 2018, Maj13 - 13
- 2018, Kwiecień12 - 28
- 2018, Marzec3 - 7
- 2018, Luty1 - 2
- 2017, Grudzień3 - 2
- 2017, Listopad1 - 0
- 2017, Październik9 - 2
- 2017, Wrzesień12 - 0
- 2017, Sierpień18 - 12
- 2017, Lipiec14 - 5
- 2017, Czerwiec9 - 21
- 2017, Maj16 - 37
- 2017, Kwiecień13 - 18
- 2017, Marzec9 - 19
- 2017, Luty2 - 4
- 2017, Styczeń1 - 4
- 2016, Grudzień1 - 0
- 2016, Listopad1 - 9
- 2016, Październik15 - 8
- 2016, Wrzesień21 - 15
- 2016, Sierpień24 - 26
- 2016, Lipiec15 - 20
- 2016, Czerwiec17 - 17
- 2016, Maj11 - 8
- 2016, Kwiecień15 - 2
- 2016, Marzec5 - 0
- 2016, Luty2 - 2
- 2016, Styczeń3 - 12
- 2015, Grudzień9 - 10
- 2015, Listopad17 - 35
- 2015, Październik6 - 9
- 2015, Wrzesień16 - 18
- 2015, Sierpień23 - 52
- 2015, Lipiec16 - 55
- 2015, Czerwiec17 - 36
- 2015, Maj21 - 50
- 2015, Kwiecień19 - 29
- 2015, Marzec12 - 38
- 2015, Luty4 - 13
- 2015, Styczeń5 - 6
- 2014, Grudzień10 - 29
- 2014, Listopad10 - 33
- 2014, Październik14 - 40
- 2014, Wrzesień19 - 63
- 2014, Sierpień18 - 68
- 2014, Lipiec16 - 51
- 2014, Czerwiec16 - 78
- 2014, Maj21 - 52
- 2014, Kwiecień11 - 24
- 2014, Marzec13 - 43
- 2014, Luty10 - 21
- 2014, Styczeń9 - 31
- 2013, Grudzień15 - 41
- 2013, Listopad14 - 29
- 2013, Październik11 - 28
- 2013, Wrzesień19 - 82
- 2013, Sierpień22 - 55
- 2013, Lipiec15 - 60
- 2013, Czerwiec23 - 81
- 2013, Maj24 - 63
- 2013, Kwiecień24 - 77
- 2013, Marzec5 - 42
- 2013, Luty10 - 41
- 2013, Styczeń7 - 23
- 2012, Grudzień20 - 39
- 2012, Listopad22 - 81
- 2012, Październik21 - 67
- 2012, Wrzesień22 - 37
- 2012, Sierpień24 - 37
- 2012, Lipiec18 - 17
- 2012, Czerwiec19 - 0
- 2012, Maj15 - 11
- 2012, Kwiecień9 - 0
- 2012, Marzec6 - 0
- 2012, Luty1 - 2
- 2012, Styczeń1 - 0
- 2011, Październik1 - 0
- 2011, Wrzesień6 - 2
- 2011, Lipiec2 - 0
- 2011, Czerwiec8 - 9
- 2011, Maj1 - 0
- 2011, Kwiecień1 - 0
- 2010, Sierpień2 - 0
- 2010, Lipiec5 - 0
- 2010, Czerwiec2 - 0
powyżej 100 km
| Dystans całkowity: | 32711.50 km (w terenie 6391.00 km; 19.54%) |
| Czas w ruchu: | 1379:23 |
| Średnia prędkość: | 20.50 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 70.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 168343 m |
| Suma kalorii: | 18852 kcal |
| Liczba aktywności: | 272 |
| Średnio na aktywność: | 120.26 km i 5h 52m |
| Więcej statystyk | |
- DST 130.60km
- Teren 36.00km
- VMAX 44.30km/h
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
Najgrubsza, najstarsza...
Czwartek, 28 sierpnia 2014 · dodano: 28.08.2014 | Komentarze 3
Dzień wolny, przeto można urządzić sobie dłuższą wycieczkę. Padło na Dolinę Środkowej Pilicy. Rzecz jasna, zwiedzimy tylko fragment.
Na początek czerwonym szlakiem rowerowym a potem do Mstowa. Stąd zielonym szlakiem rowerowym do Woli Mokrzeskiej a następnie do Sanktuarium w Świętej Annie. Sanktuarium też jest św. Anny, pochodzi z XVII wieku i od niego miejscowość wzięła swą nazwę.
Mogiła w okolicy Krasic © Skowronek
Na zielonym szlaku rowerowym © Skowronek
Sanktuarium Św Anny © Skowronek
Potem pojechaliśmy zobaczyć XVI-wieczny kościół w Dąbrowie Zielonej ale wnętrze mnie nieco rozczarowało.
Kościół w Dąbrowie Zielonej © Skowronek
Następny kościół jest w Cielętnikach, lecz interesuje nas nie tyle on, co rosnące obok niezwykłe drzewo. Najstarsza lipa i jednocześnie najgrubsze drzewo w Polsce. Obwód ponad 11 metrów, wysokość 31.5 metra, wiek 520 lat.
Według legendy przed wiekami w tym miejscu pewien wojewoda posadził 18
młodych lip. Z czasem drzewka te zrosły się ze sobą, tworząc jedno
drzewo. I rzeczywiście, na pierwszy rzut oka widać, że ten obiekt dendrologiczny ewidentnie powstał ze
zrośnięcia co najmniej kilku drzew. Ponieważ jednak obecnie ich potężne
pnie rozdzielają się dopiero na wysokości kilku metrów od ziemi, w myśl
zasad dendrometrii powinna być traktowana jako pojedynczy okaz.
Warto jeszcze wspomnieć o innej ciekawostce. Tuż obok, na ścianie kościoła
znajduje się obraz przedstawiający św. Apolonię, patronkę od bólu zębów.
Przypuszczalnie z tego powodu wśród pielgrzymów, ciągnących na Jasną Górę zrodziło się
przekonanie, że kora tego drzewa działa uśmierzająco, a nawet
zapobiegawczo na ból zębów. Stąd też nieszczęsne drzewo było przez
nich obgryzane. Działo się to jeszcze w XX wieku.
Kolejni
proboszczowie cielętnickiej parafii, opiekujący się sędziwym drzewem, w
trosce o jego zdrowie uciekali się do różnych sposobów, takich jak
smarowanie pnia smołą (jej pozostałości są widoczne na korze po dziś
dzień) czy wreszcie jego grodzenie. Obecnie, dla bezpieczeństwa, lipa
okolona jest solidnym, metalowym płotem. 
Lipa w Cielętnikach © Skowronek
Drzewo jest naprawdę ogromne © Skowronek
Św. Apolonia - sprawczyni całego zamieszania © Skowronek
Tutaj porównanie proporcji lipy i kościoła w Cielętnikach © Skowronek
Kościół w Cielętnikach © Skowronek
Z Cielętnik pojechaliśmy w terenie do Silniczki. Głównie polami, trochę lasami. Po drodze mijaliśmy liczne kapliczki oraz poszukiwaliśmy pomnika z czasów Powstania Styczniowego. W końcu nie jestem pewna, czy to on:
Mogiła z czasów Powstania Styczniowego w Budzowie © Skowronek
W Silniczce znajduje się zbór ariański z XVII wieku. Ma bardzo ciekawą bryłę, niestety jest nieco zaniedbany.
Silniczka - zbór ariański z XVII w © Skowronek
Kolejny etap to Maluszyn, gdzie obejrzeć można pozostałości XIX-wiecznego zespołu pałacowego Ostrowskich. Budynki bramne zostały niedawno odnowione. Poza tym jest kościół z XVIII wieku i most z ładnym widokiem na Pilicę.
Pałacowe zabudowania w Maluszynie (XIX w.) © Skowronek
Pilica © Skowronek
Na moście nad Pilicą © Skowronek
Czas już zbierać się w drogę powrotną. Przez Grodzisko, Stanisławice, Borowce, polami, lasami i bocznymi asfaltami wracamy do Św. Anny a potem przez Park Krajobrazowy Stawki do Żurawia. Na asfalt, bo czasu mało. Tutaj mijamy szosującego Poisonka, nie poznałam w pierwszej chwili.
W Parku Krajobrazowym Stawki © Skowronek
Następnie Brzyszów, Kusięta i jesteśmy z powrotem w Cze-wie. Pod koniec czułam już zmęczenie. A właściwie bolały mnie ręce i kolano.
Fajnie tam: spokojne wioseczki, polne dróżki i leśne ścieżki.
I tym sposobem mam 1000 km w sierpniu.
- DST 137.23km
- Teren 10.00km
- VMAX 49.70km/h
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
Przedborski Park Krajobrazowy
Niedziela, 17 sierpnia 2014 · dodano: 18.08.2014 | Komentarze 4
Jeśli ktoś lubi zwiedzać, poznawać swój kraj to warto by zawitał do Przedborskiego Parku Krajobrazowego.
Początek wycieczki w Radomsku. Z dworca PKP podążamy do miejscowości Kobiele Wielkie, gdzie 07.05.1867 roku urodził się Władysław Stanisław Reymont a właściwie Stanisław Władysław Rejment. Kolejność imion i pisownię nazwiska zmienił sobie sam. Był jednym z siedmiorga dzieci wiejskiego organisty, stosunkowo zamożnego i mającego ambicje wyprowadzenia potomstwa na ludzi a Staś był podobno najbardziej oporny i uczyć się nie chciał. Warto sobie przypomnieć jego barwny życiorys.
W miejscu, gdzie stał dom Rejmentów obecnie znajduje się tablica pamiątkowa. Poza tym w Kobielach zobaczyć można późnogotycki kościół, kaplicę grobową Tymowskich (fani powieści grozy będą zachwyceni architekturą) oraz ruiny XVIII-wiecznego pałacu, przy których rosną wspaniałe, olbrzymie modrzewie.
Niestety pogoda nie jest najlepsza, chmurzy się, wieje i kropi deszcz. Raz trzeba było chować się na przystanku. Dopiero popołudniu raczyło wyjrzeć obiecane słońce.
Kaplica Tymowskich © Skowronek
Kobiele Wielkie - ruiny pałacu © Skowronek
Przypałacowe modrzewie © Skowronek
Na tym zdjęciu dobrze widać jakie są ogromne (autor: Marcin)
Pałacowy park © Skowronek
Z Władysławem Reymontem © Skowronek
Kolejny etap to Niedośpielin i XVIII-wieczny, drewniany kościół. Jest otwarty i spokojnie możemy zwiedzić wnętrze. Ciekawie wyglądają symboliczne obrazy i herby malowane na ścianach.
Niedośpielin - XVIII-wieczny, drewniany kościół © Skowronek
Niedośpielin - wnętrze kościoła © Skowronek
Potem zaglądamy do Wielgomłynów. W sanktuarium trwa msza i go nie zwiedzamy ale za to oglądamy wspaniały Dąb Wolności. Ma 37.5m wysokości i obwód 790cm. Czyli prawie 8 metrów. Posadzony został w XV wieku i trzyma się dzielnie.
Wielgomłyny - Dąb Wolności © Skowronek
A teraz z miejsca poświęconego udamy się tam, gdzie ludzie mieszkali przed przybyciem chrześcijaństwa na polskie ziemie. Góra Chełmo. Kroniki wspominają o obronnym kościele otoczonym siedmioma fosami. Mówią też o prastarym miejscu kultu a także o zamku na wierzchołku góry,
Według jednej legendy wnętrze góry kryje ogromną jaskinię a w niej skarby, których strzeże czarny pies. Podobno był widywany przez miejscowych. Według innej pod skałami śpi wojsko, które od czasu do czasu urządza sobie manewry na stokach Chełma. A jeszcze inna mówi, że był na górze owej zamek, który jednak rozpadł się ze starości a w ruinach mieszkał stary murgrabia, pochowany potem w miejscowym kościele (i faktycznie znaleziono tam bardzo stary grób).
A co na to archeolodzy? Nie są zgodni. Na podstawie odkrytego materiału jedni ustalili, iż gród istniał już w I połowie X wieku. Potem spłonął i został odbudowany. Opuszczony w XI wieku a później w miejscu tym zbudowano drewniany kościół (jakieś resztki fundamentów znaleziono). Inni prawią, że to nie gród tylko od zawsze miejsce kultu, będące jednocześnie obronnym na wypadek najazdu. A właściwie to sami nie wiedzą a badania były pobieżne.
Potrójny pierścień wałów i fosy są doskonale widoczne. Poza grodziskiem podziwiać tu można mroczny, stary las (niektóre drzewa mają ponad 200 lat).
Atmosferę tego miejsca najlepiej oddaje cytat z opracowania archeologicznego:
"Ten, kto choć raz był na Górze Chełmo i doświadczył obecności założeń, które się tam znajdują wie, że nie można koło nich przejść obojętnie. Wysokość wałów oraz wielkość kompleksu do dziś budzi podziw i zdziwienie."
Kamieniołom na stokach Góry Chełmo © Skowronek
W kamieniołomie © Skowronek
Na stokach Góry Chełmo © Skowronek
Grodzisko na Górze Chełmo (autor: Marcin)
Zdobywanie grodu (autor: Marcin)
Forsowania wałów ciąg dalszy (autor: Marcin)
Wspaniały las i wały na Górze Chełmo (autor: Marcin)
Widoczne w sercu grodziska trójkątne betonowe fundamenty to pozostałości po leśnej wieży obserwacyjnej.
Spędzamy tu dużo czasu, aż szkoda jechać dalej. Nic dziwnego, że dawni mieszkańcy siedzieli tu tyle wieków. I nam nie bardzo chce się odjeżdżać.
Czarnego psa nie widzieliśmy ani wojska ani pustelnika też nie. Jedynie dwóch miejscowych opracowujących plan wywozu piaskowca z tutejszego kamieniołomu.
Widok ze stoków Góry Chełmo © Skowronek
Opuszczamy zatem rezerwat Góra Chełmo by odwiedzić kolejne ciekawe miejsce: zamek w a właściwie fortalicjum na Bąkowej Górze. Gmach obronny powstał w XV wieku a właścicielem był Zbigniew Bąk herbu Zadora. W XVIII wieku został opuszczony (bo za zimno i za ciemno, za grube mury) a właściciele przenieśli się do dworu.
Ruiny znajdują się na terenie prywatnym. Poszłam do właścicieli, pani rzecze mi 3 zł od osoby i wygląda zza winkla na resztę rowerzystów. Popatrzyła i w końcu wzięła 2 złote za cztery osoby. Rowerzyści mają fory:)
Rekonstrukcja wygląda tak ale istnieje możliwość, że była też kilkukondygnacyjna wieża:

Przed zamkiem w Bąkowej Górze © Skowronek
Zamkowe mury © Skowronek
Dąb obok zamku © Skowronek
Dwór obok zamku © Skowronek
Bąkowa Góra © Skowronek
Mury zamku Bąkowa Góra (autor: Marcin)
Zamek z góry (nie pytajcie jak wykonano to zdjęcie) (autor: Marcin)
A teraz zamek w Majkowicach. Niegdyś był tam gotycki zamek obronny ale to, co widzimy dziś to pozostałości renesansowej rezydencji rodziny Majkowskich-Nagodziców. Zamieszkany do XVIII wieku, potem opuszczony. Dziś straszliwie zarośnięty, niknie pośród chaszczy. Trudno doń podejść. Tylko Rafał i Marcin decydują się przedzierać do piwnic przez krzaki, leżące gałęzie, wysokie pokrzywy i podmokły teren. Tomek i ja darujemy sobie to niełatwe zadanie.
Zamek w Majkowicach © Skowronek
Majkowice © Skowronek
Zamkowe piwnice (autor: Marcin)
Potem lasami jedziemy do Przedborza na obiad (w tej samej restauracji, w której jedli orbitowicze, jedzenie mają pyszne, warto tam zajrzeć) a następnie do miejscowości Łapczyna Wola, do ruin zboru ariańskiego. Wieża jest prawdopodobnie starsza niż reszta konstrukcji ale nic o dawnej budowli nie wiadomo.
Ruiny są ogrodzone lecz doskonale widoczne.
Łapczyna Wola - ruiny zboru ariańskiego © Skowronek
Późno już, zwiedzanie zajmuje sporo czasu. Pędzimy z powrotem do Radomska, mamy dwie godziny i ponad 40 km. Spokojnie zdążymy. Dobrze, że gnaliśmy bo w Radomsku wykonaliśmy honorowy objazd miasta, zanim wreszcie udało się trafić na dworzec.
Teren pagórkowaty i wcale nie nudny. Trochę brakowało mi jazdy leśnymi duktami, nie udało się też zobaczyć wszystkiego ale to dopiero pierwsza wycieczka do Przedborskiego Parku Krajobrazowego.
Kraków-Częstochowa z opcją zwiedzania
Piątek, 15 sierpnia 2014 · dodano: 16.08.2014 | Komentarze 11
Jakiś czas temu Rafik wspomniał, że chce jechać z synem trasę Cze-wa - Kraków. Umówiliśmy się na 15 sierpnia, rozsyłając wcześniej informację o wycieczce. I tym sposobem dnia 15 sierpnia Roku Pańskiego 2014, w pociągu Orlik Kolei Regionalnych, odjeżdżającym do Krakowa o godzinie 5.28, znaleźli się: Adrian, Bartek, Marcin, Piotr, Przemek, Rafał, Tomek. Oraz Marek i Bartek z kolegą, jednakowoż jadących swoje trasy. A i my jeszcze, Skowronki znaczy się. Potem dosiadło kolejnych dwóch rowerzystów. Przedział rowerowy wyglądał tak:
Przedział rowerowy w pociągu Orlik 5.28 do Krakowa © Skowronek
Do Krakowa przybywamy punktualnie. A właściwie do stacji Kraków Mydlniki, bo po co przebijać się przez centrum i tracić czas? Lepiej od razu wysiąść na obrzeżach miasta. Na początek jedziemy do Lasu Wolskiego. Naszym celem jest Kopiec Piłsudskiego. Wiedzie doń dość długi i ciekawy podjazd. Na końcu jest zakaz jazdy rowerów ale... Pora wczesna, nikogo nie ma, pieszych którym możemy zagrażać ani na lekarstwo, zatem trudno sobie odmówić przyjemności podjazdu na sam wierzchołek. Widoczność dziś słaba i Tatr niestety nie widać.
Rafał, Marcin, Adrian na Kopcu Piłsudskiego © Skowronek
Skowronki na Kopcu Piłsudskiego © Skowronek
Ekipa w komplecie (autor: Bartek)
Widok z Kopca Piłsudskiego (autor: Tomek)
Jakiś czas spędzamy na Kopcu, podziwiając widoki a potem zjeżdżamy, mijamy Fort Skała (gdzie w XIX wieku w jaskiniach pod fortem w tajemniczy sposób zaginęła cała załoga a dziś siedzą pracownicy UJ i jak dotąd żaden nie zaginął) i jedziemy szlakiem Greenway. Mijamy zbiorniki w Kryspinowie (rekreacyjne) i jedziemy do Dolinki Mnikowskiej. Jest rezerwatem przyrody. Podziwiać można strome, skalne ściany, malowniczy strumyk oraz kapliczkę i obraz Matki Boskiej Skalskiej. Pierwotny obraz został namalowany przez Walerego
Eliasza-Radzikowskiego w 1863 r. Obecnie widoczny jest nieudolną rekonstrukcją.
Amfiteatr w Dolince Mnikowskiej (z obrazem NMP) © Skowronek
Obraz NMP w Dolince Mnikowskiej (autor: Tomek)
Skalna maczuga w Dolinie Mnikowskiej © Skowronek
Przejazd przez Dolinkę © Skowronek
Następnie jedziemy przez Dolinę Sanki i skręcamy na czerwony szlak pieszy, prowadzący przez wąwóz Zimny Dół. Wiedzie nim kamienisty podjazd. Niestety, przegapiliśmy rezerwat, nie było żadnej tablicy ani znaku.
Wąwóz Zimny Dół © Skowronek
Kilka fajnych podjazdów i zjazdów i kierunek na następną atrakcję: ruiny Zamku Tenczyn w Rudnie. Dotarliśmy doń szlakami rowerowymi. Zamek wciąż w remoncie ale widać postęp prac.
Zamek Tenczyn w Rudnie © Skowronek
Przed Zamkiem Tenczyn © Skowronek
Potem jedziemy do Krzeszowic. Postój przy sklepie na uzupełnienie picia. W międzyczasie Piter dzwoni, żeby przyjść na rynek bo jest tam galeria świetnych rzeźb.
Galeria rzeźb w Krzeszowicach © Skowronek
Kolejna rzeźba © Skowronek
I jeszcze jedna rzeźba w galerii © Skowronek
Nowy rower Tomka © Skowronek
Kolejny etap to Dolina Eliaszówki i ruiny Diabelskiego Mostu.
Diabelski Most © Skowronek
Potem mozolny podjazd do Gorenic i zjazd do Olkusza. Pędzimy na rynek, na obiad. Zestaw dnia średni, prawdę mówiąc ale dało się zjeść. Pojechaliśmy jeszcze zobaczyć zrekonstruowaną, XIV-wieczną basztę i ze względów czasowych decydujemy się na jazdę drogą 791 do Ogrodzieńca.
Zrekonstruowana baszta w Olkuszu © Skowronek
Od Ogrodzieńca do Myszkowa swoimi ścieżkami prowadzi nas Siwuch. W międzyczasie nadciąga ciemna chmura i wkrótce jazda zmienia się w ucieczkę przed deszczem. Udało się zwiać i jeszcze na koniec cieszy piękna tęcza.
Tęcza (autor: Bartek)
W Myszkowie żegna nas Tomek i wraca do Zawiercia. Odtąd prowadzi Przemek. Jedziemy do Żarek Letnisko i terenem do Cze-wy. Z krótkim postojem przy stawach na jedzenie.
W pobliżu Częstochowy © Skowronek
Podsumowanie:
Jak widać wszyscy prowadzimy siedzący tryb życia...
...co jednak jest przyczyną doskonałego humoru. Nawet pomimo kilki kapci i dwóch gleb.
Bardzo dziękuję wszystkim, którzy zechcieli się dziś z nami wybrać.
- DST 125.10km
- Teren 55.00km
- VMAX 70.00km/h
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
W gościnę
Niedziela, 3 sierpnia 2014 · dodano: 04.08.2014 | Komentarze 9
Za sprawą niejakiego Normana zostaliśmy zaproszeni w gościnę do Włodowic, do teściów Rafika. A także na wycieczkę rowerową.
Wyruszamy spod skansenu (Dwóch Rafałów, Michał i ja), początkowo podążamy drogą przeciwpożarową, następnie szlakiem czarnym pieszym przez Sokole Góry, potem jedziemy przez Krasawę do Siedlca. Następnie Szlakiem Ku Źródłom do Ostrężnika.
Przed Jaskinią Ostrężnicką © Skowronek
Z Ostrężnika do Przewodziszowic a stąd do Żarek. Po drodze panowie nastraszyli i przegonili kierowcę, który zignorował zakaz i wjechał na ścieżkę rowerową. Może na przyszłość odechce mu się takich zachowań.
Intruz (przegoniony) © Skowronek
W Żarkach odwiedziliśmy cmentarz żydowski i lodziarnię, gdzie spotkaliśmy żonę Rafika, Małgorzatę, i jego dwóch synów (Rafałka i Sylwestra) a także Normana.
Na cmentarzu żydowskim w Żarkach © Skowronek
"DRODZY RODZICE! Za dziecko korzystające z huśtawki odpowiada rodzic." © Skowronek
Na trasie wycieczki © Skowronek
Z Żarek do Mirowa, potem Bobolice, potem podjazd w Zdowie i zjazd, gdzie każdy wyciągnął ponad 70 km/h. Ze Zdowa przez Podlesice do Morska. Tutaj Rafał pokonał podjazd stokiem (na dwa razy ale i tak szacunek) a reszta podjechała szuterkiem by za chwilę wspólnie zjechać szaleńczo stokiem. Fajnie było.
Z Morska przez Rzędkowice do Włodowic. Sporo było terenu, na początku ciężko mi się jechało ale z czasem pokonywanie kolejnych sekcji piaskowo-korzennych cieszyło coraz bardziej. Bardzo udana wycieczka:) Taka prawdziwie jurajska: piaszczyste, sosnowe i bukowe lasy, zielone wzgórza, szlaki wcale nie najłatwiejsze, wiodące do ruin zamków i białych skał rozświetlonych słońcem. Jura, nasza Jura.
Mirów © Skowronek
Na tle Zamku Mirów © Skowronek
Z rowerkiem;) © Skowronek
Zamek Bobolice © Skowronek
Morsko © Skowronek
We Włodowicach odwiedziliśmy zabytkowy, XVI-wieczny kościół.
Wnętrze kościoła we Włodowicach © Skowronek
A potem pojechaliśmy do ruiny pałacu z XIX wieku.
Skreślony z rejestru zabytków, zapewne wkrótce zniknie. I pomyśleć, że właściciel tych dóbr, Michał Poleski, człek obyty i wykształcony, rozsławił Włodowice tak, iż zwano je „Atenami Olkuskimi”. Poleski urządził w pałacu bibliotekę liczącą 10
000 tomów i archiwów zawierających stare i cenne dokumenty oraz
zbiór pamiątek rodzinnych, które potem złożył w krakowskim Muzeum
Narodowym. Założył też prywatną wyższą szkołę ogrodniczą a przy niej laboratorium chemiczne i
fizyczne, które zaopatrzył we wszystkie możliwe do uzyskania przyrządy. W
związku z tym do pałacu przybywali profesorowie z różnych krajów a
także studenci. Włodowice stały się jednym z ważniejszych ośrodków
wiedzy i kultury.
Zanim zniknie ostrożnie wchodzę do środka. Nie wieje zatem może nic na mnie nie spadnie. O dziwo, nie ma śmieci.
Ruina pałacu we Włodowicach © Skowronek
Wnętrze pałacu we Włodowicach © Skowronek
Zrujnowany pałac © Skowronek
Pałacowe komnaty © Skowronek
Jeśli chcecie sobie wyobrazić jak wyglądał za czasów świetności, odwiedźcie pałac w Czarnym Lesie, są bardzo podobne.
Czas na obiad. Był pyszny i jeszcze były ciasta, i słodycze, i kompot mirabelkowy, i pieczonki i najedliśmy się tak, że ciężko było się ruszyć. A wszystko w przemiłym ,wesołym gronie. Dziękujemy:)
Około 18.00 (po burzy) ruszyliśmy w drogę powrotną, Rafik odprowadził nas do Kotowic. Potem udaliśmy się asfaltem. W Żarkach złapał nas deszcz ale potem można było spokojnie jechać. Dobrze, że Rafik i Michał pożyczyli nam swoje kurtki.
Przez Wysoką Lelowską do Masłońskiego, potem Poraj i przez Osiny wracamy do Cze-wy. Wokół czarne chmury i grzmi więc lepiej zmykać najkrótszą drogą.
Bardzo miły dzień:) I stuknęło 5000 km w sezonie.
- DST 116.81km
- Teren 62.00km
- VMAX 33.70km/h
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
I znów lasem (nad Liswartą)
Środa, 11 czerwca 2014 · dodano: 11.06.2014 | Komentarze 3
Mamy wolny dzień a w perspektywie upał stopni 30. Należy więc uciec z miasta i wybrać miejsce chłodniejsze, zacienione, spokojne a dukty mało męczące. Gdzie to wszystko znaleźć? No gdzie?... Właśnie, to wszystko oferują nam Lasy Nad Górną Liswartą.
Zatem przez Łojki, Blachownię, Cisie jedziemy do Herb, korzystając głównie z bocznych dróg i mało uczęszczanych ścieżek.
Kacza mama z kaczątkiem © Skowronek
W Herbach wjeżdżamy w leśne ostępy. Nareszcie cień... Jedziemy obok tajnej bazy (no dobrze, teraz już nie jest tajna) jako, że nie możemy sobie odmówić przyjemności jazdy singielkiem po nasypie kolejowym. Sarenkę tam spotkałam. Przez cały dzień spotykaliśmy sarny. Nie były zachwycone rowerzystami pałętającymi się po ICH lesie.
Mijamy Kacapski Most, Żelazny Most i dojeżdżamy do rezerwatu Cisy Nad Liswartą.
Leśny dukt w Herbach Nowych © Skowronek
Miejsce zwane Żelaznym Mostem © Skowronek
Przez rezerwat prowadzi ścieżka przyrodnicza. Zaś tuż przy szlabanie dostrzegam ścieżkę. Prowadzi do strumyka i małego źródełka, wypływającego spod korzeni drzewa. Miejsce jest magiczne:
Rezerwat Cisy Nad Liswartą © Skowronek
Wgłąb rezerwatu nie wchodzę. Nie wszędzie trzeba się pchać, w końcu to rezerwat. Natomiast można iść swobodnie ścieżką przyrodniczą. Jest trochę zarośnięta. Na ścieżce tej rośnie sobie kukułka:
Pająk kwietnik czai się na kwiatach kukułki Fuchsa © Skowronek
Przez rezerwat płynie bezimienny strumyk. To znaczy nie ma nazwy na mapie ale jakieś swoje imię posiada na pewno.
Strumyk w rezerwacie Cisy Nad Liswartą © Skowronek
Potem zastanawiamy się nad dalszą drogą. Wybór pada na Wędzinę. Jest tam XIX-wieczny pałac.
Jedziemy przez miejscowość Łebki a następnie skręcamy w prawo, by leśnym duktem dotrzeć do tablicy upamiętniającej wielki pożar lasu, jaki szalał tu przez 2 tygodnie w sierpniu 1992 roku. Spłonęło wówczas ponad 450 ha lasu a okoliczne miejscowości cudem ocalały. W dowód wdzięczności ich mieszkańcy ufundowali tę kapliczkę.
Tablica upamiętniająca pożar lasu © Skowronek
Dojeżdżamy do Kamińska. Przy tutejszym sklepie urządzamy postój. Miejsce jest klimatyczne: zadaszenie, drewniane ławy, kanapa, na stołach zabawki, kwiaty, komoda, na komodzie kolekcja zabawek. Akurat nie ma miejscowych ale po butelkach widać, iż jest to ośrodek życia kulturalnego.
Kamińsko © Skowronek
Przy klimatycznym sklepie w Kamińsku © Skowronek
Dekoracja stołu © Skowronek
Zabawki przy sklepie © Skowronek
Po odpoczynku jedziemy dalej. Przez most na Liswarcie i leśnym duktem do miejscowości Panoszów. Jest tu na sprzedaż dwór ale wątpię by ktoś go kupił bo jest obstawiony blokami mieszkalnymi, które odcinają go od resztek dworskiego parku.
Liswarta © Skowronek
Panoszów - dawna zabudowa dworska © Skowronek
Ustalanie trasy © Skowronek
Na jednym z licznych mostków © Skowronek
Wjeżdżamy na niebieski szlak pieszy (Rezerwatów Przyrody), który prowadzi do Wędziny.
Na niebieskim szlaku © Skowronek
Oglądamy miejsce po dawnym kościele. Co się z nim stało? Nie wiadomo. Przy kapliczce jest tylko informacja, że był tu do 2005 roku i nic poza tym. W internecie nie znalazłam żadnych wiadomości na ten temat.
Wędzina - miejsce po dawnym kościele © Skowronek
Wędzina - jeden z domów © Skowronek
Potem jedziemy do pałacu. Należał do rodziny von Studnitz. Otoczony sporym parkiem, w którym rosną wiekowe dęby i kryje się mauzoleum. Obecnie w rękach prywatnych. Zamknięty na cztery spusty, ale w internecie właściciele reklamują się, że organizują imprezy, wesela itp. Z zewnątrz nie wygląda to zachęcająco, pałac jest podniszczony a otoczenie zaniedbane. Na terenie parku słychać psy. Może wewnątrz jest lepiej. Niech was zdjęcie nie zmyli, w słońcu budynek pałacu dobrze wyszedł. No i nie widać bloku obok i budynków firmy zajmującej się przetwórstwem owoców.
Pałac w Wędzinie (XIX w.) © Skowronek
Jeden z dębów przy pałacu w Wędzinie © Skowronek
Obok pałacu biegnie polna droga, wracamy nią do niebieskiego szlaku. Następnie jedziemy terenem do miejscowości Ługi-Radły. Stąd asfaltem do Wilczej Góry, gdzie znowu wjeżdżamy w lasy. A potem już tylko przyjemna jazda leśnymi duktami do miejscowości Jezioro.
W Lasach Nad Liswartą © Skowronek
Leśny krajobraz © Skowronek
Lasy Nad Liswartą © Skowronek
Z Jeziora jedziemy do Blachowni i przez Starą Gorzelnię wracamy do Cze-wy. Jeszcze na chwilę do mojej mamy i do domu.
Na ścieżkach PK Lasy Nad Górną Liswartą w ogóle nie odczuliśmy upału.
- DST 125.90km
- Teren 42.00km
- VMAX 40.70km/h
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
Leszcze nad Dziunią
Niedziela, 1 czerwca 2014 · dodano: 01.06.2014 | Komentarze 5
Gmina Opatów leży pośród licznych wzniesień i pagórów, w dolinach dopływów Liswarty, Opatówki z Dziunią i Iwanówki. Na mapę spoglądając teren ów wydaje się mało ciekawy. Lecz zgłębiwszy nieco temat turysta odkryje ciekawostki liczne.
Tak więc o poranku z Cze-wy wyrusza grupa rowerzystów, by ciekawostki owe osobiście obejrzeć. A są to: Edyta, Emilia, Kasia, Alek, Rafał, Tomek i ja.
Początkowo podążamy do Starej Gorzelni, skręcamy na Kalej a następnie terenem do Grodziska. Czyli trasą przemierzaną wielokrotnie.
Następnie niebieskim szlakiem pieszym na skraj Kłobucka.
Na jednej z posesji dostrzegamy daniele. Biegniemy je obejrzeć, a jakże. Zaraz też przychodzi właściciel. Myślałam, że nas przegoni ale okazał się bardzo miły i sporo nam o tych zwierzętach opowiedział.
Daniel © Skowronek
Daniel z bliska © Skowronek
Daniele i ich właściciel © Skowronek
Następnie odwiedzamy dziki i rzadko odwiedzany Rezerwat Dębowa Góra, chroniący 200-letnie dęby. Ciekawe, mroczne, leśne uroczysko.
Rezerwat Dębowa Góra © Skowronek
Tak oto dojeżdżamy nad Zbiornik Zakrzew. Tutaj przerwa na posiłek oraz objazd molo.
Zakrzew © Skowronek
By ominąć asfalty jedziemy szlakiem czarnym rowerowym do Złochowic. Tutaj oglądamy kapliczkę św. Nepomucena, kapliczkę św. Huberta, Księże Stawy a potem skręcamy na pola i podjeżdżamy na Górę Złochowską, kryjącą zdziczały kamieniołom.
Księże Stawy © Skowronek
Kapliczka św. Huberta © Skowronek
Góra Złochowska © Skowronek
Następnie polami docieramy do Wilkowiecka bo znajduje się tam rezerwat Leszcze nad Dziunią. Niestety, nie potrafimy odnaleźć doń ścieżki. By czasu nie tracić żywo podążamy dalej i w cieniu wiatraków podjeżdżamy na Opatowską Górę.
Kryje ona niewielką jaskinię a na wierzchołku znajdziem tablicę poświęconą ułanom Wołyńskiej Brygady Kawalerii. W bitwie pod Mokrą został stąd zniszczony pierwszy niemiecki czołg.
Według legendy dawno temu stał tu drewniany klasztor.
A u stóp owej góry, w 1936 roku, archeolodzy odnaleźli cmentarzysko kultury łużyckiej.
Podjazd na Górę Opatowską © Skowronek
Góra Opatowska © Skowronek
Pogaduchy na Górze Opatowskiej © Skowronek
Niedaleko stąd do kolejnej góry - do Rębielskiej Góry. Na początek udajem się na dno kamieniołomu. Tutaj nieco czasu schodzi, zanim uda się odnaleźć fragment ściany dawnego systemu jaskiniowego, zniszczonego podczas wydobycia wapienia. Ponoć pod ziemią wciąż ukryte są liczne, niewielkie jaskinie. A ze szczelin wieje chłodem.
Znaleźliśmy też sporo skamieniałości oraz kryształy kwarcu. Wzięłam sobie śliczną szczotkę kryształów.
Ściana kamieniołomu © Skowronek
Pozostałość jaskini © Skowronek
Kryształy © Skowronek
By całość obejrzeć wracamy do asfaltu i jedziemy do centrum Rębielic. Bidony uzupełnić trzeba. Przy sklepie rozmawiam chwilę z jednym mieszkańcem o wiatraku. Okazuje się, że jego konstruktor, Józef Antos zmarł i wiatrak już nigdy nie będzie pracował.
Po zakupach podjeżdżamy do wapienników a następnie na wierzchołek Rębielskiej Góry.
Wapiennik na Rębielskiej Górze © Skowronek
Pogaduchy przy wapienniku © Skowronek
Kamienna ściana © Skowronek
Rębielska Góra - widok na kamieniołom © Skowronek
Pogaduchy na Rębielskiej Górze © Skowronek
Rowerzyści na skale © Skowronek
Następnie czeka frajda - fajny zjazd na dno kamieniołomu i do asfaltu.
Należy już kierować się w stronę domu. Jedziemy do Dankowa.
Fortalicjum w Dankowie © Skowronek
Widok na Bramę Krzepicką © Skowronek
A z Dankowa szlakiem niebieskim pieszym do Krzepic. Na krzepickim rynku (ciekawostka dokładnie przez jego środek biegnie ruchliwa droga) urządzamy popas bo dają tu smaczne jadło. Przy okazji oglądamy maraton biegaczy.
Chcąc dalej podążać niebieskim szlakiem musimy kawałek jechać ostrożnie obok biegaczy. Szczęściem biegną w grupkach niewielkich a droga szeroka.
Niebieski szlak pieszy prowadzi nas do Rezerwatu Modrzewiowa Góra. To kolejny piękny, mroczny, leśny rezerwat, chroniący 100-letnie modrzewie i 200-letnie dęby.
Rezerwat Modrzewiowa Góra © Skowronek
Po dotarciu do asfaltu jedziemy przez Konieczki i Złochowice, gdzie skręcamy na szlak czarny rowerowy, którym już dziś jechaliśmy. Mijamy Zakrzew i wjeżdżamy na szlak zielony rowerowy, który prowadzi nas do Kalei.
Warto odnotować: piszę "szlak taki a taki". Koniecznie trzeba tu zaznaczyć, że szlaki te istnieją głównie na mapach a w terenie rowerzysta znajdzie jeno pojedyncze znaki. Jadąc nimi trzeba mieć mapę i uważać by się nie zgubić.
Wracamy na wycieczkę, z Kalei jedziemy do Wydry, stąd do Starej Gorzelni i jesteśmy z powrotem w Cze-wie. Odprowadzamy koleżanki i kolegów do znanych im terenów a sami jedziemy do mojej mamy na obiad.
I tak minęła niedziela, pogoda dopisała, pod koniec było już nieco zmęczenia lecz zwiedziliśmy dziś mnóstwo ciekawych miejsc. Mam nadzieję, że wszyscy uczestnicy są równie zadowoleni:)
Pod tym linkiem są wszystkie zdjęcia z wycieczki.
- DST 112.59km
- Teren 60.00km
- VMAX 36.50km/h
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
W głuszy Lasów Herbskich
Sobota, 31 maja 2014 · dodano: 31.05.2014 | Komentarze 6
Każdego roku w leśnym rezerwacie przyrody w Pawełkach zakwitają leśne różaneczniki i każdego roku jurajscy rowerzyści wyglądają, sprawdzają, nasłuchują czy to już, czy zakwitły. A jak ich słuchy dojdą, że zakwitły to pędzą tam by je zobaczyć. I tak jest każdego roku. A jak dotrą na miejsce to albo rozentuzjazmowani opowiadają, jak to pięknie albo też rozczarowani, że kwiatów mało.
Tego roku rododendrony kwitną średnio intensywnie ale i tak są śliczne.
Wycieczkę rozpoczynamy pod Jagiellończykami, w składzie: Edyta, Alek, Rafał, Tomek i my. Przez Stradom i Gnaszyn docieramy na Wielki Bór a stąd do Starej Gorzelni. I od razu skręcamy w lewo, w teren bo Rafi mówi, że tędy dojedziemy. Kałuże, błoto, mnie się podoba. Wszystkim się podoba z wyjątkiem mojego Rafała, jako, że nie cierpi on błota i kałuż.
Dojeżdżamy tak sobie do drogi zwiniętych torów i tu skręcamy w lewo by dojechać do Konradowa. Kawałek asfaltem i znów w teren. Jeden z mieszkańców krzyczy za nami: "ALE TAM JEST BŁOTOOOO!!!". Chwila wahania... E tam, jedziemy. Jedynie Rafał zawraca i jedzie do Blachowni asfaltem. Błota wcale dużo nie było, prawdę mówię.
Z Blachowni do Cisia a z Cisia leśnym duktem do Herb. A w Herbach wjeżdżamy w przecudnej urody, absolutnie wspaniałe lasy, stanowiące PK Lasy Nad Górną Liswartą.
Jedziemy przez teren dawnej bazy wojskowej, potem singlem po nasypie kolejowym, potem przez Kacapski Most, Żelazny Most, mijamy Rezerwat Cisy Nad Liswartą i tak osiągamy Braszczok.
Na terenie dawnej bazy © Skowronek
Żelazny Most © Skowronek
Na wycieczce © Skowronek
Kawałek asfaltem i znów w las. Ten fragment lasu zwany jest Lasem Śledziona. Mijamy domek myśliwski i kamienistym duktem przybywamy nad Staw Brzoza.
Od razu wspinamy się na platformę widokową by (jak co roku) podziwiać różaneczniki. A są to 100-letnie różaneczniki.
Rok temu opisywałam ich historię. Przypomnę jeno, iż tereny te należały do hrabiego von Ballestrem, człeka spokojnego, o opinii dobrej, miłośnika przyrody, który urządził tu matecznik egzotycznych roślin, potem przesadzanych do ogrodu przy pałacu w Kochcicach.
Platforma widokowa © Skowronek
Różaneczniki pośród lasu © Skowronek
Kwiaty z bliska © Skowronek
Miejsce to jest pomnikiem przyrody © Skowronek
Na platformie widokowej (autor: Tomek) © Skowronek
Widok na rododendrony © Skowronek
Po obejrzeniu różaneczników udaliśmy się nad Staw Brzoza, gdzie żyje wiele gatunków zwierząt, można je zobaczyć lub usłyszeć.
Sam hrabia miał w tym miejscu domek myśliwski (zabrany potem do parku w Chorzowie, gdzie spłonął), w którym spędzał letnie miesiące oraz drewnianą kaplicę św. Huberta (która obecnie znajduje się w Pawełkach). Z tą kaplicą to była heca, bo jak pałacyk spłonął to władze chciały ją wykorzystać do jego odbudowy. Ale mieszkańcy Pawełek zwinęli kaplicę, w jedną noc postawili u siebie i rzekli, że nie dadzą. Zrzucili się na mandat i dzięki temu dziś możemy ją podziwiać. A przy stawie stoi makieta.
Pod tym linkiem można zobaczyć jak niegdyś wyglądały dworek i kaplica.
Nad Stawem Brzoza © Skowronek
Małe żabki już prawie przeobrażone (autor: Tomek) © Skowronek
Makieta kaplicy nad Stawem Brzoza © Skowronek
A tu cała kaplica w Pawełkach (teraz jes MB Fatimskiej bo św. Huberta ukradli) © Skowronek
Tutaj żegnają nas Edyta, Alek i Rafik jako, że czas ich goni i spieszno im z powrotem do domu.
Zaś Tomek i my jedziemy dalej. Właściwie zobaczyliśmy już tylko drewniany, nadal czynny, młyn i Błękitny Krzyż (ale nie udało się znaleźć, co on upamiętnia, coś się kojarzy z katastrofą lotniczą ale niestety naprawdę nie pamiętam jak to było) ale nie chodzi tak bardzo o zwiedzanie jak o jazdę leśnymi ścieżkami. Spokojne, urokliwe, pachnące mchem i paprocią, wokół ptaszyska wyśpiewują swoje terytoria. Nie ma nic lepszego po całym tygodniu siedzenia w betonowym mieście.
Rzecz jasna było też błoto i kałuże, a jakże.
Z Brzozy pojechaliśmy do kościółka w Pawełkach, następnie zielonym szlakiem (między stawami) do miejscowości Zborowskie, potem do Kamińska, skąd czarny szlak wiedzie nas do młyna. Młyn jest własnością prywatną, wprawdzie brama otwarta i chyba nikogo nie ma ale głupio tak włazić komuś na podwórko.
Wracamy w okolice Kamińska a potem leśnymi duktami, bez szlaku do Jeziora (nad jeziorko nie jedziem bo po ostatnich opadach wokół będzie ogromne bagno). Z Jeziora szutrami do miejscowości Puszczew, potem Cisie, Blachownia, Łojki i ścieżką za torami do Cze-wy.
Na zielonym szlaku © Skowronek
Szlak pośród Herbskich Lasów © Skowronek
To także na zielonym szlaku © Skowronek
Staw Nowy © Skowronek
Na trasie wycieczki © Skowronek
W PK Lasy Nad Liswartą © Skowronek
Drewniany młyn © Skowronek
Dawne cmentarzysko kultury łużyckiej w Dąbrowie © Skowronek
Błękitny Krzyż © Skowronek
Na wycieczce © Skowronek
I cóż rzec na koniec? Chyba jeno tyle, że jak ktoś, podobnie jak hrabia Ballestrem, może się nazwać Przyjacielem Cichego Lasu to okolice Herb będą dla niego wymarzonym miejscem dla odzyskania równowagi ducha w tym zwariowanym świecie.
Wszystkie zdjęcia są pod tym linkiem: Lasy Nad Górną Liswartą
- DST 135.85km
- Teren 45.00km
- VMAX 55.30km/h
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
Lelów
Czwartek, 1 maja 2014 · dodano: 01.05.2014 | Komentarze 5
Celem dzisiejszej wycieczki są okolice Lelowa. Trochę martwiłam się czy po ostatnim chorowaniu dam radę, lecz nie chciałam zawieść - w końcu już od kilku dni na wyjazd szykowała się liczna ekipa. Garść leków i w drogę.
Pod CH Jagiellończcy przybyli: Edyta, Kasia, Alek, Bartek, Paweł, Przemek, Rafał z synem. Pojechaliśmy jak zwykle - drogą przeciwpożarową. Na jej końcu już czekają Edyta, Andrzej i Jacek. Razem jedziemy na parking w Sokolich Górach, gdzie przybywa jeszcze Adam.
Przy parkingu w Sokolich Górach © Skowronek
I w takim oto składzie podążamy przez Sokole Góry czarnym szlakiem pieszym, mijamy kapliczkę św. Idziego i zjeżdżamy do Zrębic. Potem przez pola i kawałek lasem do drogi na Skowronów. Przy końcu miejscowości skręcamy w lewo, na pola. I polami tymi docieramy do Czepurki. W miejscowości owej znajdziemy dwór z przełomu XIX i XX wieku. Niestety w ruinie.
Dwór w Czepurce © Skowronek
Dalej podążając lasami osiągamy Śmiertny Dąb. Ciekawa nazwa, prawda? I mnie męczyło, co oznacza. Otóż 9 lipca roku 1863 miała tu miejsce potyczka pomiędzy oddziałami powstańczymi a carskimi, zakończona klęską tych pierwszych. Kilku powstańców powieszono na rosnących tam dębach i stąd nazwa.
Na trasie wycieczki © Skowronek
Nie zatrzymując się w tym miejscu (zresztą nie ma żadnej kapliczki) i nie rozmawiając o tym jedziemy (częściowo terenem, częściowo asfaltem) do Podlesia. Znajdziemy tu drewniany kościółek św. Idziego z 1728 roku oraz dwór Tęgoborskich z XVIII wieku. Na teren kościelny nie da się wejść, bramy zamknięte. Dwór natomiast w ruinie, teren tak zarośnięty, iż nie próbujemy tam dojść.
Kościół św. Idziego w Podlesiu © Skowronek
Dwór Tęgoborskich © Skowronek
Tutaj opuszczają wycieczkę (gonieni czasem) Adam, Michał, Przemek, Rafał. Pozostali zaś podążają do Mełchowa, odwiedzić mogiłę poległych 30 września 1863 r. W tym to miejscu siły powstańcze pod dowództwem
płk. Z. Chmieleńskiego stoczyły krwawy bój. Straty wojskowe były znaczne po obu stronach. W bitwie tej
został ciężko ranny w nogę młody podoficer Adam Chmielowski, znany później jako brat Albert.
Każdy sęk na krzyżu, górującym nad drogą, oznacza jednego poległego powstańca.
Mogiła w Mełchowie © Skowronek
Obok znajdziemy też piękną aleję orzechów włoskich. Ponoć wielu przybywa tu jesienią zbierać orzechy.
Aleja orzechów włoskich © Skowronek
Jedziemy dalej, kolejny cel to dwór z XIX wieku. Jest odnowiony i mieści ośrodek szkolno-wychowawczy. Opodal pracuje też drewniany młyn. Okolica jest piękna, spokojna, niezwykle urokliwa.
Bogumiłek - dwór © Skowronek
Bogumiłek - młyn © Skowronek
Białka Lelowska © Skowronek
Podążamy wzdłuż rzeczki by dotrzeć do kolejnego młyna. Potem odwiedzamy pałac z 1840 roku. Niestety teren pałacowy jest zamknięty.
Pałac Zwierkowskich © Skowronek
I tym sposobem przybywamy do Lelowa. Najpierw odwiedzamy cmentarz żołnierzy poległych w Kampanii Wrześniowej. Potem jedziemy do grobu cadyka Dawida Biedermana (udaje się wejść do środka, trafia się przewodniczka). Budynek jest nowy. Co roku, w końcu stycznia przybywają tu Żydzi z całego świata by modlić się przy grobie.
Zostajemy też oprowadzeni po pomieszczeniach domu modlitwy.
Mogiła żołnierzy polskich w Lelowie © Skowronek
Ohel cadyka Biedermana w Lelowie © Skowronek
Teraz poszukamy miejsca, w którym stał lelowski zamek.
Według zapisków kronikarzy w roku 1354 król Kazimierz
Wielki nadaje osadzie prawa miejskie i zezwala na wzniesienie murów
miejskich. W tym samym czasie na stromym zboczu nad rzeką Białką
przystąpiono do budowy murowanego zamku. Nie wiadomo czy chodziło o
rozbudowę istniejącej wcześniej budowli czy o nowy obiekt. Brak badań
archeologicznych uniemożliwia odtworzenie jego pierwotnego wyglądu.
Według przekazów zamek został wzniesiony na planie regularnym posiadał
wysoka wieżę i otoczony był fosą. Do jego budowy użyto cegły. Był
siedzibą starostwa grodowego. Zniszczony podczas "potopu szwedzkiego", odbudowany lecz pod koniec XVIII wieku popadł w ruinę. W XIX został całkowicie rozebrany a na jego miejscu powstał cmentarz. Strome wzgórze od razu przykuwa uwagę.
W tym miejscu niegdyś wznosił się zamek © Skowronek
Rekonstrukcja:
Postali, popatrzyli (na cmentarz się nie pchali) i jadą dalej. Chcieli znaleźć źródło szczelinowe lecz niestety się nie udało. Może następnym razem.
Białka. Gdzieś tu jest szczelinowe źródło © Skowronek
W poszukiwaniu źródła szczelinowego © Skowronek
Teraz czas się posilić. Restauracja "Lelowianka" serwuje potrawy regionalne i nie tylko. Oczywiście trzeba spróbować któregoś z lelowskich specjałów. Zdecydowałam się na czulent. Przepyszny, bardzo mi smakował, pewnie dlatego, że lubię kasze (trzeba wspomnieć, że nie wszyscy byli nim zachwyceni. No dobrze, zachwyconych było zaledwie 20% rowerzystów). Zajrzałam też do kościoła św. Marcina.
Wnętrze kościoła w Lelowie (XIV/XV w.) © Skowronek
Odpoczęli, pojedli i jadą dalej. Podążamy do Turzyna, by zobaczyć dwór z XIX wieku. Jest w rękach prywatnych, pięknie odnowiony.
Dwór w Turzynie © Skowronek
Potem jedziemy odwiedzić źródła Halszki. Również bardzo urokliwe miejsce, ciche, spokojne, zieleń wokół, w wodach rzeczki pluskają się małe kaczątka. Sielanka.
Źródło Halszki © Skowronek
Trzeba już kierować się w stronę domu. Jedziemy do Bystrzanowic-Dworu, gdzie zaglądamy do Wąwozu Międzygórze. 
Wąwóz Międzygórze © Skowronek
Następnie szlakiem czarnym rowerowym docieramy do pstrągarni Raczyńskich i dalej do Złotego Potoku. Tutaj skręcamy na Drogę Klonową i przez Brus dojeżdżamy do Zrębic. W Zrębicach skręcamy na szlak czerwony rowerowy i przez Przymiłowice-Kotysów docieramy do Olsztyna. Tutaj żegnamy Edytę i Andrzeja (są już w domku) i przez Skrajnicę wracamy do Cze-wy.
A tutaj są wszystkie zdjęcia z dzisiejszej wycieczki:
Lelów i okolice
Dziękuję wszystkim za towarzystwo:)
- DST 109.56km
- Teren 48.00km
- VMAX 54.50km/h
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
Wąwóz Ponurego
Poniedziałek, 21 kwietnia 2014 · dodano: 26.04.2014 | Komentarze 5
Wpis... będzie. Kiedyś. W każdym razie prowadził Yacek a wiecie, co to oznacza: mnóstwo fantastycznych ścieżek:)
Rankiem spotkaliśmy się z Edytą i Alkiem pod Jagiellończykami. Chwilę później przybył Bartek. Ponieważ był na szosie, zatem towarzyszył nam tylko kawałek.
Na drodze przeciwpożarowej dołącza Yacek i w składzie 5-osobowym jedziemy do Sokolich Gór. Tutaj czarnym szlakiem pieszym do kapliczki św. Idziego.
Kapliczka św. Idziego © Skowronek
Towarzystwo przy kapliczce © Skowronek
Następnie zjeżdżamy do Zrębic i szlakiem żółtym rowerowym do przysiółka Brus. Tutaj zostajemy kulturalnie pokropieni wodą (przez dzieci i ich mamusie, którzy akurat wysiadali z samochodu). Śmiechu było.
Potem podążamy Drogą Klonową wprost do Złotego Potoku. Odpoczywamy chwilę w pałacowym ogrodzie.
Droga Klonowa © Skowronek
Na tle pałacu w Złotym Potoku © Skowronek
Tutaj żegnają nas Edyta i Alek, którzy muszą wrócić wcześniej.
Pozostali zaś podążają w stronę Apolonki by odwiedzić Miejsca Pamięci z czasów II wojny światowej: Mogiłę Harcerzy i symboliczne mogiły Polaków pomordowanych w tutejszych lasach podczas A-B Aktion. Rozmawiamy tutaj o historii, pamięci i ludzkiej naturze.
Mogiła Harcerzy © Skowronek
Apolonka - pierwsze Miejsce Pamięci © Skowronek
Apolonka - drugie Miejsce Pamięci © Skowronek
Następnie kierujemy się do Huciska by odwiedzić Wąwóz Ponurego. Niegdyś to jurajskie uroczysko zwane było Kozinym Brzyskiem. Tutaj
na skarpie oddzielającej stary las od młodnika znajduje się symboliczny cmentarz trzech żołnierzy Armii Krajowej. Żelazne krzyże z
trumiennymi tabliczkami i stojąca obok kapliczka wyznaczają miejsce
nazwane Wąwozem Ponurego. „Ponury” to wojenny pseudonim
kapitana Jerzego Kurpińskiego (1918-55), który dowodził w Lasach
Janowskich oddziałem partyzanckim. Jednym z jego żołnierzy był Jan Koza
(1921-99), który, mieszkając w Hucisku, wybudował ten cmentarz na
miejscu, gdzie często odpoczywał jego dowódca. Upamiętnieni na tabliczkach żołnierze zostali zamordowani po wojnie przez UB.
Wąwóz Ponurego © Skowronek
Posiedzieliśmy przy mogile dłuższy czas a następnie udaliśmy się do kolejnego Miejsca Pamięci. W pobliżu miejscowości Bystrzanowice Dwór ukryta jest partyzancka mogiła. Otoczona płotkiem znaczy miejsce wojennej tragedii, która rozegrała się w dniu
21 września 1943 roku.
Zginęło wtedy w tym miejscu 5. żołnierzy AK otoczonych przez Niemców, po
otrzymaniu donosu o ich przebywaniu w pobliżu Dworu. Wśród poległych
było dwóch braci Sukienników: Tadeusz ps. „Jawor” i Edward ps. „Kmicic”
oraz Zygmunt Nadulski ps. „Latarnia”. Pozostałych nie rozpoznano.
Czterech z nich spoczywa nadal w tej leśnej mogile, piąty został po
wojnie ekshumowany i zabrany przez rodzinę. 
Mogiła żołnierzy Armii Krajowej © Skowronek
Jedna z dzisiejszych ścieżek © Skowronek
Potem jedziemy do dworku w Bystrzanowicach. Należał do majątku Raczyńskich ze Złotego Potoku. Niegdyś niszczał lecz niedawno został zakupiony przez małżeństwo lekarzy, którzy przywrócili mu dawną świetność. 
Bystrzanowice Dwór - XVIII-wieczny dworek © Skowronek
W kolejnym etapie wycieczki Yacek prowadzi nas przez okolice Mzurowa i Antolki. Podjazdy są konkretne i mocno dają mi w kość. Sił nadal brak.
Widoczek z ulicy Górskiej © Skowronek
Pamiątka © Skowronek
Nowa kapliczka © Skowronek
Czas poszukać wodopoju, w bidonach pustka. Tak dotarliśmy do Niegowej i do Mirowa. W Mirowie tłumy nieprzebrane. Zakupiliśmy wodę, chwilę odpoczęli i zwiali w lasy, gdzie cisza i spokój. Na nowych dróżkach rowerowych sporo ludzi ale kultura jest. Docieramy do Żarek.
Zamek Mirów © Skowronek
A potem Yacek prowadzi nas świetnymi, leśnymi ścieżkami do Żarek Letnisko. I tutaj zabawne zdarzenie: leśny przysiółek, kilka domków. Zatrzymaliśmy się na mostku nad rzeczką, by podziwiać zawilce i kaczeńce, rosnące na brzegach. Tymczasem idzie sobie starsza pani, taka babuleńka. Nic nie podejrzewamy a tu nagle zostajemy oblani wodą. Oczywiście kulturalnie ale nikt z nas nie posądzał babci o tak niecne zamiary.
Z Żarek Letnisko ścieżkami do Poraja a stąd do drogi przeciwpożarowej. Tutaj żegna nas Yacek a my podążamy do Cze-wy.
Bardzo udany dzień:))
- DST 149.89km
- Teren 10.00km
- VMAX 54.50km/h
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
Kopalnia Bełchatów
Niedziela, 6 kwietnia 2014 · dodano: 08.04.2014 | Komentarze 5
W składzie 5-osobowym (Edyta, Alek, Tomek i my) jedziemy pociągiem do Radomska. Następnie przez Dobroszyce do Kleszczowa. Ponieważ nie mamy dokładnej mapy terenu to prawie całość tras asfaltem. Po drodze odwiedzamy Rezerwat Łuszczanowice, chroniący ponad stuletnie jodły.
Wiekowe jodły w Rezerwacie Łuszczanowice © Skowronek
Na ścieżce przyrodniczej w Rezerwacie Łuszczanowice © Skowronek
Następnie docieramy do kopalni (korzystając z wygodnych dróg rowerowych) i na pierwszy punk widokowy. Potem drogą szutrową na drugi punkt widokowy.
W tym miejscu 20 milionów lat temu powstał tu rów tektoniczny a potem jezioro a potem torfowisko.
Wraz z obniżaniem się dna rowu tektonicznego osady
torfowiska przykrywane były innymi osadami. Pod wpływem tych obciążeń
i wzrostu temperatury wraz ze wzrostem głębokości, następowało wyciskanie
wody z torfu, czyli miały miejsce tzw. procesy kompakcji, które
doprowadziły do powstania pokładu węgla brunatnego.
Gdy go już wyeksploatują znów powstanie tu jezioro, będzie najgłębsze w Polsce.
Obecnie długość odkrywki to około 25 km, szerokość 3 km a głębokość maksymalna 280m. Elektrownia pokrywa 20% zapotrzebowania energetycznego kraju.
Kopalnia i elektrownia Bełchatów © Skowronek
Na tarasie widokowym © Skowronek
Miejsce wydobycia węgla brunatnego © Skowronek
Wyrobisko © Skowronek
Na tarasie © Skowronek
Podziwianie kopalni z drugiego tarasu widokowego © Skowronek
Znajdująca się opodal Góra Kamieńsk to zwałowisko zewnętrzne kopalni. Ma 380 m. n.p.m. Znajdziemy tu stok narciarski, wyciągi, mnóstwo wiatraków i fantastyczne drogi szutrowe, doskonałe do jazdy. Na górę wiedzie fajny, stromy podjazd.
Końcówka podjazdu na Górę Kamieńsk © Skowronek
Taras na Górze Kamieńsk © Skowronek
Z wierzchołka zjechaliśmy drogą szutrową ale nie do końca, w połowie skręcamy w prawo a potem trawersujemy całą górę by wyjechać na początku podjazdu.
Potem gnamy jak wariaci na Radomska bo podobno pociąg ma być 15.40 ale go nie ma a raczej był lecz pośpieszny toteż postanawiamy udać się na rynek by coś zjeść. Po drodze przyczepił się do nas policjant, że jedziemy chodnikiem. Jechaliśmy powoli, było zero pieszych a chodnik miał 2.5 m szerokości. To nic, mamy spadać na asfalt. To nic, że asfalty ciasne i pełno aut, niech nas rozwalą. Pierwszy raz coś takiego mnie spotkało.
Oburzeni postanawiamy natychmiast opuścić to niegościnne miejsce i jedziemy rowerami do Częstochowy. Przez Gidle,
Kłomnice, Skrzydlów, Mstów i Jaskrów.
Zabytkowy kościółek w Gidlach © Skowronek
Dawny cmentarz choleryczny w Mstowie © Skowronek
Pod koniec chyba wszyscy są już zmęczeni a już na pewno boli to i owo. No i taka to była wycieczka niedzielna.



