Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Skowronek z miasteczka Jura K-Cz. Mam przejechane 114424.38 kilometrów w tym 31109.04 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.54 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 582241 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Skowronek.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

powyżej 100 km

Dystans całkowity:32711.50 km (w terenie 6391.00 km; 19.54%)
Czas w ruchu:1379:23
Średnia prędkość:20.50 km/h
Maksymalna prędkość:70.00 km/h
Suma podjazdów:168343 m
Suma kalorii:18852 kcal
Liczba aktywności:272
Średnio na aktywność:120.26 km i 5h 52m
Więcej statystyk
  • DST 110.54km
  • Czas 05:13
  • VAVG 21.19km/h
  • VMAX 54.00km/h
  • Podjazdy 900m
  • Sprzęt Bastet
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jurajski szosing

Sobota, 9 lipca 2016 · dodano: 09.07.2016 | Komentarze 0

Rankiem na wycieczkę oprócz mnie przybyli Tomasz i Marcin. Dziś Jura w wersji szosowej, co wcale nie oznacza, iż będzie nudno.
Na początek podążamy do Ostrężnika (trasą przez Kusięta, Turów, Kotysów, Zrębice, Siedlec). W Ostrężniku skręcamy na asfaltowy szlak wiodący do Żarek, po drodze odwiedzając owe prześliczne skałki, cośmy je z Rafałem jesienią znaleźli.
W Żarkach zaglądamy do Muzeum Dawnych Rzemiosł, kiedyś trzeba je będzie zwiedzić. Następnie musim minąć rynkowe zamieszanie (w Żarkach co sobotę jest wielki targ) by dostać się na Mirowski Gościniec, który doprowadzi nas do zamku w Mirowie. Po drodze skręcilim jeszcze zobaczyć bunkier.
Jak Mirów to i Bobolice. Pod murami bobolickiego zamku urządzamy małą przerwę. Potem wracamy do Mirowa, gdzie zatrzymujemy się przy sklepie i w samą porę bo zaczyna padać. Szczęściem są parasole, toteż można przeczekać, przy okazji posilając się nieco.
Przestało padać, można jechać. Jedziemy do Łutowca i podjeżdżamy do skałek (obok są też ruiny strażnicy).
Troszkę niepokoi nas pogoda i słusznie bo w Moczydle nas zmoczyło. Ale tylko trochę i prędko wyszło słońce. Dziś mamy pewne pogodowe szaleństwo: pada - słońce - pada - słońce i tak dalej... W drodze powrotnej bardzo dokucza nam wiatr i męczy do samego domu.
Tak więc przez Moczydło i Gorzków Nowy jedziemy do Złotego Potoku. A potem wracamy do Zrębic i skręcamy na Biskupice. Przez ten szumiący wiatr w ogóle nie słychać co ktoś mówi.
Jeszcze Olsztyn, Kusięta i jesteśmy w Cze-wie. Przy dworcu PKP Raków żegnam panów (jadących do centrum) i wracam do domku.
Bardzo fajna, spokojna wycieczka:)
Skałki w okolicy Ostrężnika
Skałki w okolicy Ostrężnika (autor: Siwuch)
Z Tomkiem przy skałkach
Z Tomkiem przy skałkach (autor: Siwuch)
Ekipa przy Muzeum Dawnych Rzemiosł w Żarkach
Ekipa przy Muzeum Dawnych Rzemiosł w Żarkach (autor: Siwuch)
Ekspozycja obok muzeum
Ekspozycja obok muzeum (autor: Siwuch)
Zamek Bobolice
Zamek Bobolice (autor: Siwuch)
Pogaduchy przy zamku
Pogaduchy przy zamku (autor: Siwuch)
Jurajskie roślinki
Jurajskie roślinki (autor: Siwuch)
Skałki Łutowca
Skałki Łutowca (autor: Siwuch)



Kategoria Jura, powyżej 100 km


  • DST 197.02km
  • Czas 08:17
  • VAVG 23.79km/h
  • VMAX 63.00km/h
  • Podjazdy 2437m
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Rajd Kurierów Tatrzańskich

Sobota, 2 lipca 2016 · dodano: 05.07.2016 | Komentarze 13

Rajd Kurierów... Mateusz Ś. namawiał do udziału w nim od kilku lat lecz ciągle myślałam, że jeszcze nie czas, nie ta forma, nie dam rady, tam sami wymiatacze i tak dalej...
Wreszcie w tym roku wraz z Parkerem i Adiim decydujemy: jedziemy (ku pewnemu niezadowoleniu Rafała lecz trzy do jednego, przegłosowany: jedziemy). Chęć na udział w Rajdzie miał też Tomasz lecz wypadła mu impreza rodzinna.
Kwatery załatwił nam Zbyszek, bagażnik pożyczyła Marta i w piątek wyjeżdżamy z Cze-wy. Po drodze korki, objazdy i znowu korki. W tym tempie dojedziem chyba rano na start... Rafał bliski jest harakiri, reszta siedzi cicho, co by nie oberwać.
Wreszcie jest: Witów i agroturystyka "U Folfasów". Teraz rozumiem dlaczego Zbyszek tak lubi tam wracać, miejsce jest magiczne:)
Kolacja upływa nam w atmosferze przedbitewnej. Wszyscy przeżywamy jutrzejszy start. Zwłaszcza, że Rafał zapowiedział, że już nigdy, przenigdy pod Tatry nie wróci, toteż mamy tylko jedną szansę i jutro musim dać z siebie wszystko. 
Rankiem opuszczamy kwaterę i jedziemy 9 km na miejsce startu. Znajduje się na parkingu naprzeciw Domu Ludowego w Kościelisku. Wszędzie mnóstwo rowerzystów, wypasione szosy, kolorowe stroje. Rety, co my tu robimy... Rozglądam się po rowerzystach hmm... Tamten w czerwonym... chwila... to przecież Zbyszek, z którym jechaliśmy Orbitę dwa lata temu! Jaki świat mały.
Już od rana panuje nieznośny upał, to będzie ciężki dzień...
Wreszcie start. Pod eskortą podążamy przez ulice Zakopanego. Już pierwszy podjazd (na Cyrhlę) rozdziela nas z Parkerem i Adiim. Rafał gna jakby miał silniczek, w końcu obiecał mi dobry czas. Staram się utrzymać za nim, na kole znaczy się. Zjazd do Łysej Polany i skręcamy na Słowację. Zaczyna się podjazd na Zdiarską Przełęcz. Potem zjazd. Pędzimy jak szaleni, czas, czas... Muszę nadmienić, że zostałam pochwalona przez Rafała za dobre zjazdy, a niełatwo u niego o pochwałę techniki jazdy. Za tą zwykle mi się (słusznie) obrywa;))
Kręcimy dziarsko, czasem zerkam na góry lecz z rzadka, bowiem trzeba uważać. Jedziemy w grupce około 10 osób i w tym składzie dojeżdżamy do podjazdu na Szczyrbskie Pleso gdzie panowie cisną a ja podążam dostojnie i z godnością  na pierwszy bufet zlokalizowany około 80 kilometra.  W samą porę gdyż w bidonach dno widać a i w brzuchu równie pusto. 
Woda z izotonikiem, batony zbożowe, proteinowe, magnez, potas, do wyboru, do koloru. Prędko napełniamy brzuchy i bidony i jedziemy dalej. Razem ze Zbyszkiem i Pawłem z Krakowa tworzymy grupkę i dzielnie pokonujemy kolejne etapy drogi. Naturalnie jadą też inni rowerzyści, teraz przyznam, wszystkie etapy Rajdu trochę mi się mylą, co, jak, kto był i jak jechał, lecz jedno rzuciło się w oczy: współpraca. Uczestnicy raczej współpracowali niż rywalizowali.
Do Liptowskiego Mikulasza jedziemy bardzo sprawnie, schody zaczynają się z miastem. Upał coraz bardzie daje się we znaki, wysysa siły. 
Przed Kwaczanami porzuca nas Rafał bo chce zrobić podjazd na Kwaczańską Przełęcz na czas. My zaś (to znaczy Paweł, Zbyszek i ja) jedziemy spokojnie. Chłopaki marzą o studni lub strumyku i oto modły ich zostają wysłuchane, bowiem tuż przed początkiem serpentyn płynie spory strumień. Miło umyć ręce i twarz, ochłodzić się nieco zimną wodą.
No dobrze, trzeba jechać dalej. Powoli wspinamy się na przełęcz, wkrótce zostaję sama bo panowie mają więcej sił. Nawet zeszłam i poprowadziłam jakieś 200 m lecz wsiadam z powrotem, naprawdę łatwiej się tu jedzie niż idzie. Co za wstyd, rok temu wjechałam tu na raz i to dużo szybciej ale wtedy było znacznie chłodniej... Za chwilę zjeżdża do mnie Rafał i pokonuję ten najtrudniejszy odcinek trasy w towarzystwie. Bardzo miło:) Na wierzchołku czeka nagroda: kolejny bufet. Dowiaduję się, że jestem pierwsza wśród pań.
Zostały już tylko Oravice i seria dwunastek przed granicą. Zaczynam wierzyć, że to przejadę.
Droga na Oravice jest w strasznym stanie, mnóstwo dziur, pęknięć i łat. Jakoś władowałam się na górę i po tym zjechałam. Nawet nieźle się zjeżdżało. Jest wprawa bo na wycieczkach turysta nieraz musi jeździć szosą po szutrach, żwirach, piasku i tym podobnych, toteż parę dziur i łat wrażenia na nim wielkiego nie robi.
Wszystko szło dobrze, niestety Rafała zaczynają nękać skurcze. Za Oravicami już wyje z bólu i zatrzymuje się. Wraz z nim zostaje dwóch chłopaków z Katowic. Wszyscy każą mi jechać dalej. Mam tylko jedną szansę. Ruszam sama. Najpierw 12%. O dziwo, idzie gładko. Potem przez wioski wspinam się na granicę. Auta nawet jadą ostrożnie. Na samej granicy doganiam dwóch rowerzystów, jeden w stroju z triatlonowymi napisami, drugi w seledynowej koszulce. Dziś wiem już, że triatlonista to Michał, jeden z organizatorów Rajdu. Najpierw chcą uciekać lecz krzyczę, że chcę koła nie wyścigów. Jadę z nimi lecz kawałek dalej seledynowy zostaje (nie jestem pewna ale to chyba Tygrys). Trudno, nie ma koła... Za chwilę mija mnie Michał dopingując do wysiłku i pędzi do Kir.
Droga z Chochołowa do Kościeliska to koszmar. Beznadziejny asfalt, po którym jedziesz jak po kostce brukowej, cały czas pod górę i najgorsze: samochody. Jest bardzo niebezpiecznie, modlę się żeby tylko nikt we mnie nie wjechał. Gdy suv na zakopiańskich tablicach mija mnie na centymetry zamyślam się dlaczego ludzie tak się zachowują. Za parę minut wyjeżdżam zza zakrętu... No nie, stoi... Podjeżdżam... Potrącił Michała. Na miejscu jest też drugi rowerzysta. Michał na szczęście jest przytomny i stoi o własnych siłach. Kierowca uderzył go lusterkiem. Przyznam, że trochę wyzywam. Policja i pogotowie są już wezwane. Chłopaki każą mi jechać. Teraz myślę, że mogłam zostać, czekać na pogotowie... Lecz chyba nie pomogłabym, nawet apteczki nie miałam. Na szczęście skończyło się na złamanej ręce i stłuczeniach.
Jadę. Za chwilę jedzie policja. Dojeżdżam na metę, organizatorzy wiedzą już o wszystkim.
Wynik cieszy bardzo, 9 godzin 3 minuty daje pierwsze miejsce wśród pań i najlepszy wynik kobiecy w historii rajdu. W żyłach krąży jeszcze adrenalina i endorfiny.
Sporo osób jest już na mecie, między innymi Paweł, za chwilę przybywa Zbyszek, Rafał nie odbiera telefonu ale i on wkrótce przyjechał. Poszliśmy na obiad a za jakiś czas przyjeżdżają Adii i Parker.
Wybiła 19.00 - zaczyna się impreza. Pokaz zdjęć z Rajdu, rozdanie dyplomów i pucharów w kategoriach i super bogaty stół szwedzki (okupowany przez Rafała). Każdy uczestnik, oprócz dyplomu, otrzymał voucher do Term Chochołowskich, kartę rabatową Attiq i bardzo ładną chustę pod kask z logo Rajdu.
Gdy zmierzcha zbieramy się w drogę powrotną do Witowa. Żegnamy organizatorów, dziękując za wszystko i wracamy do kwatery.
Pomijając ten wypadek Rajd był super. Bardzo miła, rodzinna atmosfera i doskonała organizacja. Byliśmy naprawdę pod wrażeniem.
Jedyny minus to konieczność poruszania się ruchliwymi drogami, lecz tam innej możliwości za bardzo nie ma. Właściwie tylko u nas jest niebezpiecznie, mimo wszystko Słowacy są ostrożniejsi, mają też lepsze drogi, zwykle szersze niż u nas. 
Cieszy wynik, cieszy fakt, że cała częstochowska ekipa bezpiecznie dotarła do mety oraz fakt, że daliśmy radę pokonać trasę. Kto wie, może za rok lub dwa znów weźmiemy udział w Rajdzie Kurierów Tatrzańskich.
Zdjęcia z Rajdu i informacje znajdziecie pod tym linkiem:
DOOKOŁA TATR
A tu kilka zdjęć z telefonu Rafała:
Na trasie
Na trasie (z przodu jadą Paweł i Zbyszek) © Skowronek
Jedziem
Jedziem © Skowronek
Na trasie II
Na trasie II © Skowronek
Nagroda :)
Nagroda :) © Skowronek







  • DST 140.36km
  • Czas 06:20
  • VAVG 22.16km/h
  • VMAX 65.90km/h
  • Podjazdy 1300m
  • Sprzęt Bastet
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Siwuchowe asfaltowe

Niedziela, 5 czerwca 2016 · dodano: 05.06.2016 | Komentarze 4

Dziś Tomasz nas przeciągnął po wszelakich podjazdach asfaltowych w okolicy Zawiercia. Był więc Zdów, Włodowice, Mokrus i sto innych górek... Mokrus ciężki, brakowało mi przełożeń i ciężko się było wtelepać na górę.
A jak już objechaliśmy siwuchowe dróżki w wersji asfaltowej to wrócilim na rowerach do Cze-wy. Tomek odprowadził nas do Myszkowa ale tam złapał go skurcz i musiał pociągiem wrócić do domu.
Super dzionek, chwilami nogi bolały ale wycieczka bardzo udana :)
Sanktuarium NMP Skarżyckiej
Sanktuarium NMP Skarżyckiej © Skowronek
Obraz Matki Boskiej Skarżyckiej
Obraz Matki Boskiej Skarżyckiej © Skowronek
Serwis
Serwis © Skowronek
Kolejny podjazd pokonany
Kolejny podjazd pokonany © Skowronek
Dojeżdżamy do miejscowości Sokolniki
Dojeżdżamy do miejscowości Sokolniki © Skowronek
Na trasie wycieczki
Na trasie wycieczki © Skowronek
Jurajski widoczek
Jurajski widoczek © Skowronek
Zaniedbany kościółek w Sokolnikach (1928 r.)
Zaniedbany kościółek w Sokolnikach (1928 r.) © Skowronek
Między Podzamczem a Bzowem
Między Podzamczem a Bzowem © Skowronek


Kategoria Jura, powyżej 100 km


  • DST 117.54km
  • Teren 50.00km
  • Czas 06:11
  • VAVG 19.01km/h
  • VMAX 40.00km/h
  • Podjazdy 650m
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Zielony Wierzchołek Śląska

Niedziela, 22 maja 2016 · dodano: 27.05.2016 | Komentarze 4

Dawno, dawno temu obiecaliśmy Mariuszowi, iż oprowadzimy go po Zielonym Wierzchołku Śląska. Umówilim się na dziś właśnie i to był dobry wybór - pogoda idealna. Oprócz nas i Goździka na zbiórkę pod Jagiellonami przybyli Adrian, Andrzej, Janusz, Marcin i Tomasz.
Na początek podążamy przez dzielnice Stradom i Wielki Bór, potem przez Starą Gorzelnię, Kalej, Grodzisko i szlakiem do Kłobucka. Zaglądamy do pałacu (XIX w.) a potem leśnym duktem jedziemy do Mokrej. Odwiedzamy Miejsce Pamięci, zaglądamy do Izby Pamięci (niestety zamknięta). Sklep, w którym można dostać ozdobną pieczątkę także zamknięty. Wobec tego pozostaje jechać do Rębielic Królewskich (lasem i polami), w których to Rębielicach podziwiamy wiatrak (genialnej konstrukcji) i prześliczny kamieniołom (wiedzie doń uroczy zjazd).
Z Rębielic niedaleko do fortalicjum w Dankowie. A potem odwiedzamy Krzepice (sanktuarium, ruiny synagogi, cmentarz żydowski i przerwa na obiad). Z Krzepic jedziemy szlakiem przez rezerwat Modrzewiowa Góra (Rafał łapie kapcia i trza czekać a tu komarów pełno...).
Czas prędko płynie, trzeba już kierować się w stronę Cze-wy. Jedziemy do Panek a stamtąd przez Kawki, Piłę, Węglowice, Cisie do Blachowni. Za Blachownią żegnają nas Adrian i Andrzej (stąd mają bliżej do domów) reszta zaś dojeżdża do DK 46 (którą udaje się przeciąć dzięki uprzejmości jednego z kierowców) i przez dzielnice Kawodrza i ponownie Stradom wracamy na parking pod Jagiellończyków.
Bardzo udana wycieczka, humory dopisały, wszyscy zadowoleni. A najważniejsze, że nasz rowerowy przyjaciel poznał nowe tereny:)
Niebieski szlak pieszy między Grodziskiem a Kłobuckiem.(autor: Marcin)
Niebieski szlak pieszy między Grodziskiem a Kłobuckiem.(autor: Parker)
Pałac w Kłobucku
Pałac w Kłobucku © Skowronek
Podążamy do Mokrej
Podążamy do Mokrej © Skowronek
Leśny dukt między Kłobuckiem a Mokrą
Leśny dukt między Kłobuckiem a Mokrą © Skowronek
Pomnik upamiętniający Bitwę Pod Mokrą
Pomnik upamiętniający Bitwę Pod Mokrą © Skowronek
Izba Pamięci w Mokrej
Izba Pamięci w Mokrej © Skowronek
W drodze do Rębielic Królewskich
W drodze do Rębielic Królewskich © Skowronek
Wiatrak w Rębielicach
Wiatrak w Rębielicach © Skowronek
Wapiennik
Wapiennik © Skowronek
Na wierzchołku Rębielskiej Góry
Na wierzchołku Rębielskiej Góry © Skowronek
Widok na kamieniołom w Rębielicach
Widok na kamieniołom w Rębielicach (autor: Parker)
Ściana kamieniołomu
Ściana kamieniołomu © Skowronek
Pozostałości dawnej jaskini
Pozostałości dawnej jaskini © Skowronek
Brama Krzepicka
Brama Krzepicka © Skowronek
Odpoczynek na słoneczku
Odpoczynek na słoneczku © Skowronek
W okolicy Krzepic
W okolicy Krzepic © Skowronek
Ekologiczna ładowarka
Ekologiczna ładowarka © Skowronek
Przy ruinach synagogi w Krzepicach
Przy ruinach synagogi w Krzepicach © Skowronek
Cmentarz żydowski w Krzepicach
Cmentarz żydowski w Krzepicach © Skowronek
Serwis w rezerwacie
Serwis w rezerwacie © Skowronek
Jak kury na grzędzie:) (autor: Marcin)
Jak kury na grzędzie:) (autor: Parker)
Przerwa w Pankach
Przerwa w Pankach © Skowronek




  • DST 110.85km
  • Czas 04:30
  • VAVG 24.63km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Podjazdy 653m
  • Sprzęt Bastet
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Szosing do Bobolic

Wtorek, 3 maja 2016 · dodano: 03.05.2016 | Komentarze 3

Na dzisiejszą wycieczkę zaprosił Marcin F. Ruszamy spod Jagiellonów w składzie 6-osobowym: Janusz, Marcin, Mirek, Robert i my. Podążamy przez Kusięta a potem skręt na Turów. Tu odłącza się Mirek i jedzie do Olsztyna. Potem jedziemy żwawo przez Przymiłowice, Zrębice, Siedlec, Ostrężnik, Żarki do Bobolic. Sesja zdjęciowa przed zamkową bramą (z najprawdziwszym rycerzem:)) i jedziemy na Łutowiec. A następnie przez Moczydło, Gorzków Nowy do Złotego Potoku i dalej tak samo jak wcześniej. Udana wycieczka, tempo żwawe ale fajnie mi się jechało. Po drodze widzieliśmy mnóstwo rowerzystów, grupy mniejsze i większe. Pogoda dopisała, mimo niekorzystnych prognoz. Wszyscy zaopatrzeni w przeciwdeszczowe kurtki ale szczęściem się nie przydały:)
Między Siedlcem a Ostrężnikiem
Między Siedlcem a Ostrężnikiem © Skowronek
Chwila przerwy w Ostrężniku
Chwila przerwy w Ostrężniku © Skowronek
Ekipa przed zamkiem w Bobolicach
Ekipa przed zamkiem w Bobolicach © Skowronek
W Bobolicach (autor: Marcin F.)
W Bobolicach (autor: Marcin F.) © Skowronek
Skowronki z rycerzem:)
Skowronki z rycerzem:) © Skowronek
Janusz z rycerzem
Janusz z rycerzem © Skowronek
Kapliczka w Trzebniowie
Kapliczka w Trzebniowie © Skowronek
Pogaduchy
Pogaduchy © Skowronek


Kategoria Jura, powyżej 100 km


  • DST 100.73km
  • Czas 04:00
  • VAVG 25.18km/h
  • VMAX 56.43km/h
  • Podjazdy 719m
  • Sprzęt Bastet
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mirów szosowo

Czwartek, 21 kwietnia 2016 · dodano: 23.04.2016 | Komentarze 0


Kategoria Jura, powyżej 100 km


  • DST 155.09km
  • Teren 2.00km
  • Czas 06:50
  • VAVG 22.70km/h
  • VMAX 49.00km/h
  • Podjazdy 371m
  • Sprzęt Bastet
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Kielce - Częstochowa

Niedziela, 17 kwietnia 2016 · dodano: 17.04.2016 | Komentarze 2

Wycieczka planowana już w zeszłym roku ale dopiero teraz zrealizowana. Udało się odwiedzić wszystkie zaplanowane miejsca, żadne nie zawiodło (no, może tylko zamknięte muzeum górnictwa kruszcowego), pogoda dopisała, tylko od połowy trasy wiatr bardzo dokuczał.
Ekipa liczna, bo aż 9 osób. Wszyscy zadowoleni z wypadu:)

Pałac w Podzamczu Piekoszowskim (autor: Parker)
Pałac w Podzamczu Piekoszowskim (autor: Parker) 
Ruiny pałacu w Podzamczu Piekoszowskim
Ruiny pałacu w Podzamczu Piekoszowskim © Skowronek
Podzamcze Piekoszowskie
Podzamcze Piekoszowskie © Skowronek
Wnętrze wieży
Wnętrze wieży © Skowronek
Pałacowy dziedziniec
Pałacowy dziedziniec © Skowronek
Miedzianka - Muzeum Górnictwa Kruszcowego
Miedzianka - Muzeum Górnictwa Kruszcowego © Skowronek
Widok z Góry Miedzianka
Widok z Góry Miedzianka © Skowronek
Oleszno - ruiny dworu
Oleszno - ruiny dworu © Skowronek
Kluczewsko - spichlerz dworski
Kluczewsko - spichlerz dworski © Skowronek
Nad Pilicą
Nad Pilicą © Skowronek
Ekipa w Maluszynie
Ekipa w Maluszynie © Skowronek
Cielętniki - 520-letnia lipa
Cielętniki - 520-letnia lipa © Skowronek




  • DST 129.73km
  • Teren 3.00km
  • Czas 06:05
  • VAVG 21.33km/h
  • VMAX 44.90km/h
  • Podjazdy 844m
  • Sprzęt Bastet
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Parzymiechy

Niedziela, 3 kwietnia 2016 · dodano: 03.04.2016 | Komentarze 0





  • DST 100.17km
  • Teren 55.00km
  • Czas 05:33
  • VAVG 18.05km/h
  • VMAX 37.80km/h
  • Podjazdy 513m
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Kartofelki U Rumcajsa

Niedziela, 8 listopada 2015 · dodano: 08.11.2015 | Komentarze 3

Wczoraj padało a dziś za oknem piękne słońce. Ledwo wstalim a tu przychodzi SMS od Edyty: "Jedziecie?" No pewnie, że jedziemy!
Na miejsce zbiórki jedziemy troszkę dookoła, gdy tam podjeżdżamy czekają już Edyta i Alek oraz ich znajomy - Łukasz ale on z nami nie jedzie. Cel to Złoty Potok. Podążamy doń ulubioną trasą: drogą p/pożarową, czarnym szlakiem przez Sokole Góry, obok kapliczki Św. Idziego, przez Zrębice, Brus i Drogą Klonową. Jest cieplutko lecz okropnie dziś wieje. Szczęściem w lasach nie odczuwamy wichury. Na szlakach sporo rowerzystów i spacerowiczów.
Sokole Góry - czarny szlak pieszy
Sokole Góry - czarny szlak pieszy © Skowronek

Sokole Góry - czarny szlak pieszy II
Sokole Góry - czarny szlak pieszy II © Skowronek
Kapliczka Św. Idziego
Kapliczka Św. Idziego © Skowronek
Po dotarciu do Złotego Potoku jedziemy do baru "U Rumcajsa" na pieczone kartofelki i herbatę (tak, tę w wielkim kubku, z miodem i sokiem malinowym). Usadowilim się przy stoliku przy barze, dzięki czemu można było pogadać z właścicielem. Na chwilę podjechał też Robert, porozmawiał trochę z Rafałem.
Czas prędko płynie i trzeba zbierać się w drogę powrotną. Dziś nieco innym wariantem. Bo urozmaicać trzeba te nasze wycieczki a do tego dzień piękny a od jutra zapowiadają deszcz toteż trzeba korzystać. Zatem jedziem sobie do Janowa (ścieżką rowerową) a potem wjeżdżamy w teren. Mijamy leśniczówkę Dziadówki, przy której kiedyś była zagroda dla dzików ale już jej, niestety, nie ma. Wyjeżdżamy w Sygontce. Po drodze odwiedzamy pomnik przyrody i kamieniołom.
Pomnik Przyrody
Pomnik Przyrody "Dęby Nad Wiercicą" © Skowronek
Przy pomnikowych dębach
Przy pomnikowych dębach © Skowronek
Kamieniołom w Sygontce
Kamieniołom na pograniczu Sygontki i Julianki © Skowronek

Na tle kamieniołomu
Na tle kamieniołomu © Skowronek
A potem podążamy przez Park Krajobrazowy "Stawki". Znajduje się na Jurze ale ma odmienny charakter. Teren jest płaski i podmokły. Woda nie ucieka do świata podziemnych korytarzy ale zostaje na powierzchni. Toteż znajdziem tu liczne strumienie, stawy, mokradła, torfowiska i mieszkające tam rośliny i zwierzęta. Przez Park wiodą liczne drogi szutrowe, wygodne dla rowerzystów.
PK
PK "Stawki" © Skowronek
W Parku Krajobrazowym
W Parku Krajobrazowym "Stawki" © Skowronek
Na asfalt wyjeżdżamy w Lipniku i od razu dostajemy w kość bo wieje tak mocno, że z trudem jedziemy. Przez Żuraw i Kobyłczyce jedziemy do Turowa a stąd do Olsztyna. Zmęczeni wiatrem decydujemy wracać drogą p/pożarową, wszak w lasach spokój. Spotykamy tu znajomego Rafała z dawnych lat, który nawiasem mówiąc parę razy dawał mi do zrozumienia, że jestem cienka a on świetny, toteż przyznam, że nieco podkręciłam tempo aż w końcu został w tyle. Wiem, wiem, co powiecie, ale honor nie pozwolił przepuścić okazji dania mu łupnia... Zmierzcha już gdy wracamy do Cze-wy. Wyszedł nam całkiem konkretny kilometraż. Odprowadzamy Edytę i Alka i dookoła (tak, by wskoczyła stówka) wracamy do domu. Trochę zmęczeni ale bardzo zadowoleni. Super sobie tak pojeździć na słoneczku.


Kategoria Jura, powyżej 100 km


  • DST 111.65km
  • Teren 20.00km
  • Czas 06:13
  • VAVG 17.96km/h
  • VMAX 67.00km/h
  • Podjazdy 900m
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Ale pech...

Niedziela, 27 września 2015 · dodano: 27.09.2015 | Komentarze 9

Bywają takie dni, kiedy ciągle coś się dzieje...
Wycieczka zapowiadała się fajnie: dolinki, zamek, rekreacyjny przejazd przez Jurę.
Rano jedziemy pociągiem do stacji Zabierzów i podążamy przez Las Zabierzowski. Po drodze mijamy radar "zapałkę". Nasz szlak wiedzie przez Wąwóz Kochanowski, potem przecinamy DK 79 i kierujemy się do Doliny Kobylańskiej. Jedziemy kawałek wgłąb doliny, robimy zdjęcia. Przy skałkach uwijają się wspinacze.
Mijamy radar
Radar "zapałka" © Skowronek
Na szlaku
Na szlaku © Skowronek
W drodze do Kobylan
W drodze do Kobylan (autor: Marek)
Skałki w Dolinie Kobylańskiej
Skałki w Dolinie Kobylańskiej © Skowronek
Skalny Raj
Skalny Raj © Skowronek
Dolina Kobylańska
Dolina Kobylańska © Skowronek
Następnie jedziemy do Doliny Będkowskiej. Na początku asfalt, potem błoto. Dużo błota. Wąskie ścieżki, kamienie i bardzo ślisko. Na efekty nie trzeba długo czekać - wkrótce ląduję w ogromnej kałuży... Ale pech... Ciuchy mokre, rower ubłocony i spadła lampka przednia, którą trzeba łowić. Szczęściem działa.  Mam trochę ciuchów na przebranie, rękawiczki ale w butach bagno i jestem bliska harakiri. Fajtłapa, beznadziejna rowerzystka, czarna rozpacz... Za chwilę nadjeżdża Marcin F. i rzecze, co by nie dramatyzować bo oto i on w błocie wylądował i siniaków nabił. I także w kałuży łowił, tyle, że okulary...
Mam drugą koszulkę i dodatkowe rękawiczki, Rafał pożycza mi swoje ubrania, Tomasz zapasowe skarpetki, każdy oferuje, co ma, chłopaki naprawdę zachowują się super i wkrótce zapominam o tym upadku.
Dolina Będkowska - Sokolica
Dolina Będkowska - Sokolica © Skowronek
W Dolinie Będkowskiej
W Dolinie Będkowskiej © Skowronek
Skalna iglica w Dolinie Będkowskiej
Skalna iglica w Dolinie Będkowskiej © Skowronek
Wodospad Szum w Dolinie Będkowskiej
Wodospad Szum w Dolinie Będkowskiej (autor: Marcin F.)
W Dolinie Będkowskiej (autor: Marek)
W Dolinie Będkowskiej (autor: Marek)
Jakoś się zbieramy i jedziemy dalej. Czerwonym szlakiem rowerowym do Bębła, przecinamy DK94 i w Czajowicach skręcamy na szutrową drogę. I tu znów pech... Marcin P. wpada w uskok i koziołkuje. Rower poleciał do przodu a Marcin upadł całym ciężarem na bark... Nie ma mowy o dalszej jeździe. Tomek dzwoni do żony i organizuje pomoc. Piechotą wracamy do DK94 i na przystanku czekamy na Małgorzatę. Z Zawiercia przyjeżdża naprawdę szybko i zabiera Marcina do Cze-wy, do szpitala. Rower także. Po prześwietleniu okazało się, że to zwichnięcie i uszkodzenie stawu. Mam nadzieję, że Marcin prędko wróci do zdrowia...
Reszta umorusana w błocie i nieco poobijana jedzie dalej. Wracamy na ów pechowy szuter i odnajdujemy brukowaną drogę, wiodącą do Doliny Prądnika. W Dolinie nawet spokojnie, ludzi mało. Mijamy Ojców, potem Pieskową Skałę, gdzie z kolei nas mija para na szosach. Ze trzy razy nam wyprzedzają a my ich. Dziwne to jest: ktoś Cię wyprzedza po to, by za chwilę wlec Ci się przed nosem... Nie mogą widać patrzeć na takich oberwańców... W końcu chłopaki się wkurzyli i pogonili tak, że już nas dojść nie mogli.
Zjazd do Doliny Prądnika (autor: Marek)
Zjazd do Doliny Prądnika (autor: Marek)
W Dolinie Prądnika
W Dolinie Prądnika (autor: Marcin)
W Kosmolowie skręcamy na wąski asfalt prowadzący do miejscowości Troks. Stamtąd do Jaroszowca, gdzie skręcamy na Bydlin. I tu pech odzywa się znowu... Jadąc asfaltem Marka nagle łapie taki skurcz, że stracił panowanie nad rowerem i wywrócił się na podjeździe. Ogromne szczęście, że jechał za nim porządny kierowca. Zatrzymał auto tak, by zasłonić leżącego, włączył awaryjne i wyszedł pomóc.
Marek się jakoś pozbierał i jedziemy dalej. Przez Krzywopłoty i Ryczów dojeżdżamy do Podzamcza. Przerwa na jedzenie i uzupełnienie picia.
W Podzamczu (auotr: Marcin F.)
W Podzamczu (autor: Marcin F.)
W międzyczasie podjeżdża do nas kolega Marka - Arek i rzecze, że potowarzyszy nam do Zawiercia. Postanowilim bowiem pojechać tylko do Zawiercia i wsiąść w pociąg do Cze-wy, co by losu już nie kusić. Tomek prowadzi przez Bzów i Fugasówkę. Niewiele brakowało a i on stałby się ofiarą dzisiejszego pecha - nagle wyrósł przed nim słupek i ledwo wybronił się przez upadkiem. Nie było go widać...
Dalej już bez przygód - spokojnie dojeżdżamy na dworzec, pociąg jest za 20 minut, super. Arek żegna nas i jedzie do Cze-wy, reszta idzie na peron. Tomek odprowadza nas, pilnuje, co byśmy się zapakowali do pociągu, po czym jedzie do domu.
Wysiadamy na dworcu Raków i znów pech... Tym razem Rafał - złapał kapcia. Za blisko domu, co by serwis urządzać, biegnie zatem 3 km prowadząc rower. Jeszcze na myjkę (rowery są tak upaprane, że nie ma rady, musi być myjka) i do domciu.
I tak to było. Okropny pech... Ale są i pozytywne strony, bowiem wszyscy się wspierali i pomagali sobie nawzajem.