Info
Suma podjazdów to 582241 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2025, Maj4 - 0
- 2025, Kwiecień3 - 2
- 2025, Marzec7 - 4
- 2024, Grudzień1 - 0
- 2024, Listopad1 - 0
- 2024, Październik5 - 2
- 2024, Wrzesień9 - 0
- 2024, Sierpień9 - 4
- 2024, Lipiec11 - 2
- 2024, Czerwiec17 - 16
- 2024, Maj16 - 9
- 2024, Kwiecień6 - 4
- 2024, Marzec14 - 14
- 2024, Luty7 - 3
- 2023, Grudzień5 - 0
- 2023, Listopad7 - 0
- 2023, Październik15 - 0
- 2023, Wrzesień23 - 0
- 2023, Sierpień15 - 25
- 2023, Lipiec14 - 4
- 2023, Czerwiec15 - 11
- 2023, Maj16 - 4
- 2023, Kwiecień19 - 0
- 2023, Marzec14 - 0
- 2023, Luty3 - 0
- 2023, Styczeń9 - 8
- 2022, Grudzień2 - 4
- 2022, Listopad14 - 3
- 2022, Październik20 - 2
- 2022, Wrzesień12 - 0
- 2022, Sierpień18 - 4
- 2022, Lipiec17 - 8
- 2022, Czerwiec21 - 0
- 2022, Maj23 - 0
- 2022, Kwiecień19 - 3
- 2022, Marzec16 - 2
- 2022, Luty8 - 0
- 2022, Styczeń7 - 0
- 2021, Grudzień1 - 0
- 2021, Listopad9 - 2
- 2021, Październik14 - 2
- 2021, Wrzesień19 - 25
- 2021, Sierpień14 - 10
- 2021, Lipiec15 - 12
- 2021, Czerwiec19 - 6
- 2021, Maj20 - 2
- 2021, Kwiecień17 - 10
- 2021, Marzec17 - 6
- 2021, Luty5 - 2
- 2021, Styczeń5 - 2
- 2020, Grudzień12 - 6
- 2020, Listopad16 - 8
- 2020, Październik12 - 11
- 2020, Wrzesień19 - 6
- 2020, Sierpień15 - 5
- 2020, Lipiec14 - 18
- 2020, Czerwiec17 - 6
- 2020, Maj18 - 10
- 2020, Kwiecień16 - 18
- 2020, Marzec12 - 33
- 2020, Luty6 - 12
- 2020, Styczeń6 - 5
- 2019, Grudzień4 - 1
- 2019, Listopad5 - 6
- 2019, Październik5 - 7
- 2019, Wrzesień7 - 3
- 2019, Sierpień9 - 2
- 2019, Lipiec11 - 4
- 2019, Czerwiec8 - 4
- 2019, Maj7 - 6
- 2019, Kwiecień3 - 0
- 2019, Marzec4 - 14
- 2019, Styczeń1 - 2
- 2018, Grudzień2 - 6
- 2018, Listopad5 - 16
- 2018, Październik8 - 4
- 2018, Wrzesień13 - 12
- 2018, Sierpień16 - 32
- 2018, Lipiec5 - 12
- 2018, Czerwiec12 - 13
- 2018, Maj13 - 13
- 2018, Kwiecień12 - 28
- 2018, Marzec3 - 7
- 2018, Luty1 - 2
- 2017, Grudzień3 - 2
- 2017, Listopad1 - 0
- 2017, Październik9 - 2
- 2017, Wrzesień12 - 0
- 2017, Sierpień18 - 12
- 2017, Lipiec14 - 5
- 2017, Czerwiec9 - 21
- 2017, Maj16 - 37
- 2017, Kwiecień13 - 18
- 2017, Marzec9 - 19
- 2017, Luty2 - 4
- 2017, Styczeń1 - 4
- 2016, Grudzień1 - 0
- 2016, Listopad1 - 9
- 2016, Październik15 - 8
- 2016, Wrzesień21 - 15
- 2016, Sierpień24 - 26
- 2016, Lipiec15 - 20
- 2016, Czerwiec17 - 17
- 2016, Maj11 - 8
- 2016, Kwiecień15 - 2
- 2016, Marzec5 - 0
- 2016, Luty2 - 2
- 2016, Styczeń3 - 12
- 2015, Grudzień9 - 10
- 2015, Listopad17 - 35
- 2015, Październik6 - 9
- 2015, Wrzesień16 - 18
- 2015, Sierpień23 - 52
- 2015, Lipiec16 - 55
- 2015, Czerwiec17 - 36
- 2015, Maj21 - 50
- 2015, Kwiecień19 - 29
- 2015, Marzec12 - 38
- 2015, Luty4 - 13
- 2015, Styczeń5 - 6
- 2014, Grudzień10 - 29
- 2014, Listopad10 - 33
- 2014, Październik14 - 40
- 2014, Wrzesień19 - 63
- 2014, Sierpień18 - 68
- 2014, Lipiec16 - 51
- 2014, Czerwiec16 - 78
- 2014, Maj21 - 52
- 2014, Kwiecień11 - 24
- 2014, Marzec13 - 43
- 2014, Luty10 - 21
- 2014, Styczeń9 - 31
- 2013, Grudzień15 - 41
- 2013, Listopad14 - 29
- 2013, Październik11 - 28
- 2013, Wrzesień19 - 82
- 2013, Sierpień22 - 55
- 2013, Lipiec15 - 60
- 2013, Czerwiec23 - 81
- 2013, Maj24 - 63
- 2013, Kwiecień24 - 77
- 2013, Marzec5 - 42
- 2013, Luty10 - 41
- 2013, Styczeń7 - 23
- 2012, Grudzień20 - 39
- 2012, Listopad22 - 81
- 2012, Październik21 - 67
- 2012, Wrzesień22 - 37
- 2012, Sierpień24 - 37
- 2012, Lipiec18 - 17
- 2012, Czerwiec19 - 0
- 2012, Maj15 - 11
- 2012, Kwiecień9 - 0
- 2012, Marzec6 - 0
- 2012, Luty1 - 2
- 2012, Styczeń1 - 0
- 2011, Październik1 - 0
- 2011, Wrzesień6 - 2
- 2011, Lipiec2 - 0
- 2011, Czerwiec8 - 9
- 2011, Maj1 - 0
- 2011, Kwiecień1 - 0
- 2010, Sierpień2 - 0
- 2010, Lipiec5 - 0
- 2010, Czerwiec2 - 0
Powyżej 200 km
| Dystans całkowity: | 9138.39 km (w terenie 121.00 km; 1.32%) |
| Czas w ruchu: | 338:25 |
| Średnia prędkość: | 23.83 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 61.60 km/h |
| Suma podjazdów: | 47615 m |
| Suma kalorii: | 3914 kcal |
| Liczba aktywności: | 40 |
| Średnio na aktywność: | 228.46 km i 9h 40m |
| Więcej statystyk | |
- DST 201.63km
- Czas 08:35
- VAVG 23.49km/h
- VMAX 54.00km/h
- Podjazdy 1104m
- Sprzęt Merida Scultura
- Aktywność Jazda na rowerze
Jezioro Chańcza
Sobota, 10 lipca 2021 · dodano: 11.07.2021 | Komentarze 3
Pierwszy mini-bikepacking. Kierunek świętokrzyskie, gdzie mają dobre drogi i sporo atrakcji. Huta, Olsztyn, Przymiłowice, Zrębice, Siedlec, Ostrężnik, Trzebniów, Brzeziny, Mzurów, Lgota Gawronna, Irządze. Przy sklepie przerwa. To ten sam sklep, który uratował nas na powrocie z Shire. Następnie Stary Węgrzynów, Krzelów. Po drodze taki pojazd.
W Sędziszowie przerwa przy MOSiR, świetnie zagospodarowane, na zdjęciu tego dobrze nie widać.
Pławowice, Borów, Kargów, Opatkowice, Pińczów. Na rynku przerwa obiadowa.
Uników, Kołaczkowice, Kargów, Chałupki, Szydłów. Oglądamy mury miejskie, ruiny kościoła i szpitala św. Ducha, synagogę, lokalną izbę wójta, rynek. 



Jeszcze kawałeczek i jesteśmy nad Jeziorem Chańcza. Na plaży przerwa, całkiem tam fajnie, woda czysta i plaża także. 
Niedaleko już do kwatery, jeszcze zakupy w Rakowie i jesteśmy w agroturystyce "Przy Żródełku" w Pągowcu, którą mogę śmiało polecić.
- DST 270.57km
- Czas 10:57
- VAVG 24.71km/h
- VMAX 45.70km/h
- Podjazdy 1088m
- Sprzęt Merida Scultura
- Aktywność Jazda na rowerze
Wieluń
Niedziela, 4 lipca 2021 · dodano: 06.07.2021 | Komentarze 0
Dłuższa, szosowa trasa. Tym razem jedziemy sami. Huta, Kusięta,
Joachimów, Mstów, Rudniki, Popów, Działoszyn. Nawet nie wieje. Z
Działoszyna bocznymi drogami do Wielunia. Zajrzeć do murów miejskich,
przerwa na skwerze i jedziemy dalej. Przez Chotów, Skomlin,
Dzietrzkowice do Byczyny. Przy Ekspozytorium pogawędka z kustoszem,
obejrzeć baszty, obiad na rynku i w drogę. Paruszowice, Łowkowice do Kluczborka. Przejazd
przez miasto (częściowo asfaltową DDR-ką parkową) i zmierzamy do
Starego Olesna, potem Olesno i przez Kolonię Łomnicką do Dobrodzienia. A
z Dobrodzienia do Pawonkowa, gdzie wjeżdżamy na asfaltową DDR biegnącą
wzdłuż DK46, którą jedziemy do Lubecka. Wyjeżdżamy przy wiadukcie, gdzie
krzyżują się drogi krajowe. Tam, zgodnie z radą miejscowego rowerzysty,
wjeżdżamy na fajny boczny asfalt, którym bez aut dojeżdżamy do
Jawornicy, gdzie z kolei biegnie super rowerówka wiodącą do
Kochanowic. Stamtąd przez Hadrę do Koszęcina. Teraz, ze względów
czasowych, kawałek wojewódzką. Porzucamy ją w Korzonku by pojechać mniej ruchliwą
drogą obok zbiornika Pająk. Następnie Rększowice, Wygoda i DDR-ką do
samej Cze-wy. Ogólnie trasa fajna, jedynie okolice Byczyny i Kluczborka mają
kiepskie drogi. Mimo niedużej ilości lasów słońce nie dokucza gdyż drogi
obsadzone są drzewami, tworzącymi malownicze aleje. Ciekawe tereny, udana wycieczka.
Wieluń:
Byczyna:
Kluczbork:
Pawonków:
Fragment odcinka Jawornica - Kochanowice:
- DST 220.59km
- Teren 2.00km
- Czas 08:44
- VAVG 25.26km/h
- VMAX 48.60km/h
- Podjazdy 795m
- Sprzęt Merida Scultura
- Aktywność Jazda na rowerze
Zalew Cieszanowicki
Niedziela, 27 czerwca 2021 · dodano: 28.06.2021 | Komentarze 0
Trasę zaproponował Parker, większość odcinków nowa, jedziemy.
Huta, Srocko, Małusy, Kobyłczyce, Jaźwiny i Garnek. Częściowo nowy odcinek. Potem standardowo do Gidel i przerwa na kawę. Z Gidel przez Ciężkowice do Żytna i stamtąd do Kobieli. Też nowy odcinek. Z Kobieli przez Biestrzyków do Przedborza. Tam obiad. Po obiedzie Adamów, Trzepnica i jesteśmy nad Zalewem Cieszanowickim. Marcin i Rafał idą pływać, ja tylko spaceruję przy brzegu a Damian siedzi na plaży i pilnuje rowerów.
W sumie długo tam nie siedzimy, czas leci a do domu daleko. Przez Gorzkowice (fortalicjum z XVII w.), Lipowczyce, Dmenin do Radomska. Przerwa przy Żabce, gdzie popełniam błąd taktyczny. Miałam kanapkę i niepotrzebnie ją w siebie wmusiłam. Skończyło się bólem brzucha i nudnościami. Przez to musieliśmy zatrzymać się na chwilę w Kruszynie ale na szczęście przeszło. Na przyszłość nie będę jeść na siłę. Borowno, Rzerzęczyce, Mstów, Małusy, Kusięta, huta, dom. Dobry dzień na dłuższy wypad, nie wiało, pochmurno więc słońce nie dokuczało, temperatura też ok, fajna wycieczka.
Link do zdjęć: https://photos.app.goo.gl/8bncVvL4bucKmzzE6
- DST 203.45km
- Teren 5.00km
- Czas 08:15
- VAVG 24.66km/h
- Podjazdy 981m
- Sprzęt Merida Scultura
- Aktywność Jazda na rowerze
Przedbórz
Niedziela, 13 czerwca 2021 · dodano: 14.06.2021 | Komentarze 0
Razem z Marcinem i Rafałem do Przedborza trasą nieco inną niż zwykle. Przez Kusięta, Mstów, Rzerzęczyce, Kłomnice do Gidel. W Cafe Gidle przerwa na sernik. Następnie Kobiele Wielkie. Obowiązkowa wizyta przy modrzewiach. Jeden niestety już padł... Pękł u podstawy i runął na ziemię. To i tak, że nie upadł na pałac tylko w stronę parku. Reszta modrzewi żyje ale jeden ułamany od góry, drugi mocno przechylony.
Jedziemy dalej. Przez Ujazdówek, Zagórze do Wielgomłynów. Potem przez Trzebce i Kawęczyn do Przedborza. W Przedborzu przerwa obiadowa. Powrót nowymi drogami, przez Brzostek, Józefów, Dobromierz. Jedziemy wzdłuż pasma Przedborsko-Małogoskiego, trafiają się nawet podjazdy i widoczki niemal górskie.
W miejscowości Łapczyna Wola odwiedzamy ruiny zboru ariańskiego (XVII w.). Po raz pierwszy furtka jest otwarta i można podejść do murów.
Następnie Stanowiska, Januszowice, Komorniki, Kluczewsko, gdzie zaglądamy do parku podworskiego z XIX-wiecznym spichlerzem. Kolejne miejscowości to Sudzin, Maluszyn, Mosty, Borzykowa, Soborzyce. A stąd już standardowo Garnek, Skrzydlów, kółko przez Krasice, Mstów, Małusy, Kusięta, huta, dom. Na powrocie dokuczliwy wiatr oraz średniej jakości drogi. 



Foty od Marcina:

- DST 226.51km
- Czas 08:52
- VAVG 25.55km/h
- VMAX 54.40km/h
- Podjazdy 1507m
- Sprzęt Merida Scultura
- Aktywność Jazda na rowerze
Shire
Czwartek, 3 czerwca 2021 · dodano: 05.06.2021 | Komentarze 2
Wycieczkę rozpoczynamy na stacji Ludynia, gdzie dotarliśmy PKP. Grupa liczy cztery osoby: Marcin ,Robert i nasza dwójka. W programie parę miejsc do zwiedzenia ale głównym jest grodzisko w Stradowie. Różnie źródła podają: jedne, że największe w Polsce, inne, że drugie pod względem wielkości. Miejsce bywa zwane także polskim Shire. Czemuż? Zobaczcie sami.
W planie były także inne zabytki ale interesujące nas kościoły (w Jędrzejowie i Pińczowie) są dziś oblegane i nici ze zwiedzania, drewniany dwór w Ludyni jest na prywatnym terenie, niby otwarte ale jakoś żeśmy w końcu tam nie wjechali. Kolejnym miejscem na mapie wycieczki są ruiny zamku w Pińczowie. Niestety tak zarośnięte, że strach tam łazić by gdzieś do jamy nie wpaść:
Widać, że dawniej coś tam było zagospodarowane ale obecnie tylko zarośla. A szkoda, bo ruiny znajdują się niemal w centrum miasta, na wysokim wzgórzu, wokół rosną stare drzewa i Pińczów miałby nie lada atrakcję gdyby tylko władzom się chciało...
Podjechaliśmy także do pałacu Wielkopolskich w miejscowości Chroberz. Parę lat temu zwiedzaliśmy go, na miejscu była także informacja turystyczna lecz obecnie wszystko zawieszone do odwołania.
Ponidzie jest wyjątkowo ładne, do tego drogi świetnej jakości, mniejsze i większe malownicze pagórki, lasy, pola, zadbane ogródki.
Wreszcie dojeżdżamy do grodziska w Stradowie. Na dole jest parking, turystów na szczęście niewielu, możemy w spokoju zwiedzać. Gród... Fortyfikacje rzeczywiście imponujące. A to ledwie mała część... Wdrapaliśmy się pod stary, drewniany krzyż. Rozciąga się stamtąd widok na całą okolicę a w oddali majaczą Beskidy m.in. masyw Babiej Góry. Później doczytałam, że pod krzyżem znajdują się miejsca wiecznego spoczynku dawnych władców tego miejsca. Reszta mieszkańców, jak to w życiu bywa, miała swoje kwaterki poza terenem grodu. Całość założenia (gród plus trzy podgrodzia) miała ponad 25 hektarów. Główna część, ta na której stoimy, tylko 1,5 ha. Niestety wszystko to było przez wieki zaorywane, niszczone i dobrze, że chociaż tyle możemy dziś podziwiać. 
Foty autorstwa Marcina:

Posiedziałoby się tam dłużej ale czas goni. Jedziemy dalej, po drodze zajrzeliśmy jeszcze do Zamku na Mirowie w Książu Wielkim. Spokojnie dojechaliśmy do domu. Trasy nie opisuję, gdyby ktoś chciał mogę udostępnić ślad, całość bocznymi, spokojnymi drogami. W świętokrzyskim ruch był mały, bliżej Zawiercia większy ale na szczęście bez żadnych przykrości. Słońce trochę nas umęczyło, większość to otwarte tereny, do tego awaria mojej szosy ale jakoś dojechałam. Mimo drobnych niedogodności wycieczka na duży plus.
Na koniec jeszcze taki ładny wąwozik autorstwa Marcina:
- DST 240.67km
- Teren 2.00km
- Czas 10:15
- VAVG 23.48km/h
- VMAX 54.40km/h
- Podjazdy 2401m
- Sprzęt Merida Scultura
- Aktywność Jazda na rowerze
Ojców
Niedziela, 9 maja 2021 · dodano: 11.05.2021 | Komentarze 0
Nareszcie pewna pogoda, można planować coś dłuższego. Pomysł na Ojców padł już jakiś czas temu, potem siadłam nad mapą dyktując R którędy bym chciała jechać, wpisał w kompa, wyszło 240 km... Potem Marcin poprawił ślad, nadal 240... No nic, jedziemy, spróbujemy, zawsze można zjechać na pociąg.
Jedziemy spokojnie, podjazdy każdy pokonuje bez szarpania, oszczędzamy siły, liczy się by przejechać trasę. Huta, Olsztyn, Biskupice, Przybynów, Wysoka Lelowska, Żarki i gościńcem do Mirowa. Na razie na drogach spokój. Włodowice, Skarżyce, Giebło, Pilica i wdrapać się na Złożeniec. Kwaśniów, Krzywopłoty, Bydlin (do zamku nie jedziemy). Lgota Wolbromska, Gołaczewy, Imbramowice. Ten odcinek pamiętamy z wycieczki na Wyżynę Miechowską, jest bardzo fajny. Tarnawa, Skała.
W Skale przerwa na jedziemy i jedziemy dalej. Stopniowo ruch rośnie aż do absolutnego szału w Dolinie Prądnika. Co tam się działo... Policja pozamykała wjazdy do doliny, kierowcy panikują, sznur aut pełznie powoli, niektórzy tracą głowę, pomiędzy nimi sunie pochód pieszych i kolumny rowerzystów, tam zawsze jest dym ale takie coś widzę po raz pierwszy. Do samego Ojcowa nie wjeżdżamy choć trochę żal lepiej stąd wiać. Kalinów, Sokolec, Pieskowa Skała. Musimy spory kawałek jechać między autami ale po podjeździe do zamku skręcamy na niebieski rowerowy i wreszcie spokój. Wjeżdżamy na Płaskowyż Sułoszowski. Polnymi asfaltami jedziemy do Sułoszowy, zjazd, przeciąć wojewódzką i znowu podjazd na drugą część płaskowyżu, tutaj sporo ludzi na rowerach, trochę aut i super widoki na Tatry i Babią. Robimy kółko, zjeżdżamy z powrotem do Sułoszowy, znowu przeciąć wojewódzką i znowu wdrapać się na górę. Podążamy do Białej Drogi i słynnego drzewa.
Dalej Trzyciąż, Jangrot i przeciąć wojewódzką w Chrząstowicach. Następnie Kolbark, Cieślin, Ryczówek i niestety trzeba wjechać na wojewódzką by dojechać do Ogrodzieńca. Ten fragment jest okropny, na szczęście tylko parę km. W Ogrodzieńcu zakupy i jedzenie i podążamy do Podzamcza. Na szczęście w tym kierunku ruch jest mniejszy niż w przeciwnym. Bzów, Kromołów, Włodowice, Mirów i powtarzamy fragment: Gościniec, Żarki, Wysoka Lelowska, jednak nie jedziemy do Przybynowa tylko skręcamy na Masłońskie. Następnie wzdłuż zbiornika, Jastrząb, Kamienica, Zawodzie gdzie żegna nas Damian i skręca na Poczesną. Reszta przez Korwinów, Słowik dojeżdza do Cze-wy. Bardzo udany wypad.



Zdjęcia od Marcina:

- DST 206.33km
- Czas 08:40
- VAVG 23.81km/h
- VMAX 60.50km/h
- Podjazdy 2241m
- Sprzęt Merida Scultura
- Aktywność Jazda na rowerze
Dolinki Krakowskie
Sobota, 5 września 2020 · dodano: 08.09.2020 | Komentarze 2
Marcin zorganizował wycieczkę w Dolinki Krakowskie. Wiem, że będzie ciężko, kiedyś zwiedzaliśmy je na góralach i pamiętam tamtejsze ścianki. Czy dam radę je podjechać na szosie? Nie ma co myśleć, jedziemy. Rankiem pkp do stacji Chruszczobród i jedziemy. Krzykawka, Ujków, Bukowno. W Bukownie oglądamy ekspozycję maszyn górniczych.

Mijamy Olkusz (nie wjeżdżając do centrum) i rozpoczyna się najciekawszy etap wycieczki. A z pewnością najbardziej widokowy. Zimnodół, Zawada, Paczółtowice. I mamy konkretniejsze podjazdy. Chwilami jest bardzo ciężko ale każda pokonana górka niesie ze sobą sporo frajdy. Do tego widoczki bomba. Dolina Eliaszówki, Dolina Szklarki, Dolina Będkowska. Kobylany, Karniowice, Bolechowice, Zelków, Wierzchowie i w Murowni przecinamy DK94 by arcyniewygodnym brukiem dostojnie zjechać do Bramy Krakowskiej. Pełno tam ludzi. Podążamy przez zatłoczoną Dolinę Prądnika ale jakoś to idzie. Teraz wdrapać się obok zamku Pieskowa Skała na Płaskowyż Sułoszowski (na wysokości zamku skręt na niebieski rowerowy i omijamy w ten sposób wojewódzką). A na Płaskowyżu mamy różne świetne dróżki. Następnie Jangrot, Braciejówka, Michałówka. Tracę siły, zrobiło się gorąco i z trudem podjeżdżam kolejne wzniesienia. Dopiero za Troksem ciut lepiej. Pazurek, Jaroszowiec i jesteśmy w Kluczach, gdzie zaplanowano przerwę obiadową. Damian jest zdeterminowany wracać na kołach. Marcin wolałby pkp. Rafał się dostosuje, Czyli mój głos będzie decydujący... Obiad doda sił, do tego przed nami łatwe tereny... Dobra, jedziemy. Chechło, Błojec, Niegowonice, Łazy, Turza. Wjeżdżamy na niedokończoną obwodnicę Zawiercia (którą nikt nie jeździ), następnie jedziemy ukończoną obwodnicą Myszkowa (którą też nikt nie jeździ), Postęp, Oczko, Jastrząb, Słowik. Zaczyna kropić. Na Starym Błesznie leje na całego ale co tam, do domu blisko. Super wyprawa, widoki i w ogóle.
Foty od Marcina:








- DST 206.21km
- Czas 07:44
- VAVG 26.67km/h
- VMAX 47.90km/h
- Podjazdy 1051m
- Sprzęt Merida Scultura
- Aktywność Jazda na rowerze
Głowno
Sobota, 1 sierpnia 2020 · dodano: 03.08.2020 | Komentarze 2
W odwiedziny do Goździka. Nie widzieliśmy się już chyba z rok a do tego trasy Cze-wa - Głowno jeszcze nigdy rowerem nie było więc stąd taki pomysł. Rankiem na dworzec i pkp do Koluszek. Wysiadamy a tam: SYBERIA. Istotnie, Syberia, 10 stopni a my na krótko. Nie jest źle, przydałaby się tylko chusta na głowę bo wieje po uszach. Dzięki temu 30 km do Głowna pokonujemy w świetnym czasie.
U Beatki i Mariusza herbata i pogaduchy na tarasie, czas prędko płynie i w południe zbieramy się w drogę. Jedziemy przez Nowostawy, Byszewy oraz skrzyżowanie gwiaździste Nowosolna. Zabytek i koszmar kierowców. Rafał oczywiście je pokonał, natomiast Parker i ja (oceniając obiektywnie swoje szanse) poszliśmy na przejście dla pieszych.
Wiązyń, Bedoń, Andrespol, Wola Rakowa, Tuszyn. Dotąd ruch był bardzo duży, kierowcy nerwowi, jeden skończony idiota. Od Tuszyna na drogach jest spokojniej ale trafia się kolejny idiota... Jutroszew, Rusociny, Krzepczów, Bogdanów. Jesteśmy w pobliżu Bełchatowa. Przejeżdżamy tuż obok wjazdu na Górę Kamieńsk ale nie chce mi się tam skręcać (byliśmy kilka razy) a do tego jest dość późno. Z tego powodu jedziemy praktycznie bez postojów. Mijane okolice są ładne roślinnie (jeśli można się tak wyrazić) ale zdjęć brak.
Lgota Wielka, Kruplin Radomszczański, Ostrowy Nad Okszą, Kuźnica Kiedrzyńska i Cze-wa. Wcześniej byłam gotowa nadłożyć 40 km byle tylko objechać miasto jednak Parker prowadzi nas fajnymi drogami do Warszawskiej a stamtąd to już sprawnie da się dojechać do domu.

- DST 213.46km
- Czas 09:15
- VAVG 23.08km/h
- VMAX 61.60km/h
- Podjazdy 2022m
- Sprzęt Merida Scultura
- Aktywność Jazda na rowerze
Wyżyna Miechowska
Niedziela, 26 lipca 2020 · dodano: 28.07.2020 | Komentarze 4
Rano na dworzec i pociągiem do Łaz. Stamtąd jedziemy do Chechła i na punkt widokowy na Pustynię Błędowską (Dąbrówka).
Następnie przez Pazurek, Glanów do Imbramowic, gdzie oglądamy zabytkowy cmentarz (na górce) a następnie klasztor norbertanek. Obok jest otwarty sklep, gdzie można uzupełnić zapasy.


Kolejne atrakcje znajdziemy w sąsiednich Ściborzycach: pałac Popielów (XIX w.) oraz źródło Jordana. Pałac jest własnością prywatną, nie można doń podejść. Natomiast gdzie odnaleźć źródło dowiaduję się w sklepie. Miejsce jest bardzo ładne, na pewno warto odwiedzić, mimo, iż wiąże się to z prowadzeniem szosy.

Następne miały być pola lawendy w Wielkanocy i Krępie ale albo już nie uprawiają albo wycięta. Zamiast lawendy była kapusta.
Po drodze był też kamieniołom:
Odwiedziliśmy jeszcze Miejsce Pamięci z czasów II w.ś.
Wreszcie dojeżdżamy do głównej atrakcji dnia dzisiejszego: miejsca Bitwy pod Racławicami. Od razu w oczy rzuca się solidny kopiec. Sam wierzchołek (ten z masztem) usypano w 1934 roku. Reszta była wcześniej - pierwotnie w tym miejscu było grodzisko a samo wzgórze zwie się Zamczysko. Kopiec jest stromy ale i tak się tam wdrapaliśmy. Warto bo widoki super.


Wszystko zagospodarowane, turystów sporo, podjeżdża nawet lokalna grupa muzyczna, jeśli można się tak wyrazić... Po zlezieniu z kopca (można tam też wejść łatwiej: chodnikiem i schodami ale dłużej) chwila przerwy na kanapkę i jedziemy pod pomnik Bartosza-Głowackiego.
Pora zbierać się w drogę powrotną. Podjazd do Dziemięrzyc, do miejsca Bratnie Mogiły gdzie spoczywają polegli w bitwie.

Kolejny etap na trasie to Miechów i bazylika zakonu bożogrobców (XIII w.)
Późno już. Jednak z taką ilością zwiedzania muszę planować krótsze trasy. W tym miejscu żegna nas Damian i jedzie na pociąg. Reszta podąża do ostatniej atrakcji dnia dzisiejszego: zespołu tuneli kolejowych pod Białą Górą (416 m.n.p.m.). Stacja kolejowa zwie się Tunel i podobno na miejscowość wszyscy tak mówią mimo, że to Uniejów-Rędziny. Są dwa tunele: August i Włodzimierz.
Teraz już tylko jazda do domu. Udórz, Pilica, Żerkowice, Morsko, Włodowice, Kotowice, Żarki, Wysoka Lelowska, Zaborze, Biskupice, Olsztyn i zaczyna padać. Chcę czekać jednak panowie wolą jechać. Początkowo byłam zła bo nie znoszę jazdy szosą w deszczu ale prędko mi przeszło bo szybko dojechaliśmy do domu. Mimo ostatnich deszczowych kilkunastu km wycieczka bardzo udana. Jak dotąd to była najbardziej pagórkowata dwusetka w tym roku. Trochę ciężko mi się jechało, kolano dokuczało ale i tak jestem bardzo zadowolona z wyjazdu. Widoki bomba a i atrakcji nie brakowało. Na koniec widoczek autorstwa Roberta. Przez cały dzień mieliśmy takie krajobrazy:
- DST 205.09km
- Czas 08:30
- VAVG 24.13km/h
- VMAX 50.80km/h
- Podjazdy 1151m
- Sprzęt Merida Scultura
- Aktywność Jazda na rowerze
Racibórz
Niedziela, 12 lipca 2020 · dodano: 13.07.2020 | Komentarze 2
Wyjazd do Raciborza wymyślił Rafał już jakiś czas temu. Średnio mi się uśmiecha jazda w te rejony na szosie, duże kompleksy leśne sprzyjają raczej mtb (na góralach byliśmy tam 2 lata temu). No nic, jedziemy. Pkp do Gliwic. Początek oczywiście drogą wojewódzką, wąską i ciasną, niezbyt przyjemnie. Następnie skręt na Pilchowice i znowu wojewódzka do Rud. Kolejką już jechaliśmy, klasztor był, Marcin nie chce tam zjeżdżać, więc tylko mijamy. I znowu wojewódzka, do Rybnika. Mijamy Jezioro Rybnickie jest też pierwsza (i ostatnia) DDR asfaltowa, szeroka. Ogólnie Gliwice, Racibórz - zero infrastruktury rowerowej.
Wreszcie skręt na boczne drogi i przez Zwonowice i Adamowice dojeżdżamy do kolejnej wojewódzkiej, którą wjeżdżamy do Raciborza. Drogi rozkopane, rowerówek brak, ogólnie odechciewa się po tym mieście jeździć. Oglądamy tylko zamek (nie zwiedzamy bo trzeba mieć na to godzinę) i jedziemy dalej.
Po wyjeździe z miasta widoczki całkiem, całkiem, widać góry (widoczna jest Lysa Hora) a wokół wzgórza i ogólnie ładnie. Jedziemy teraz wzdłuż Odry, według mnie te równe, spokojne asfalciki były najlepszym odcinkiem całego dnia. Bo nie wspominałam jeszcze, że drogi mają tam średnie... W Łubowicach oglądamy ruiny XVIII-w. pałacu rodziny Eichendorff. Wokół jest zabytkowy park ale nie sposób go zwiedzić - komary tną niemiłosiernie. W Łubowicach urodził się poeta Joseph von Eichendorff, w całej miejscowości znajdziemy tablice z jego wierszami. W ogóle wszystko jest niezwykle zadbane. Warto odwiedzić też stary cmentarz.




W Grzegorzowicach miał być prom ale oczywiście nieczynny (powód: COVID, a jakże...). Można zobaczyć ruinę mostu wysadzonego w 1945 r. przez Wehrmacht. Pamiętajmy, że to dawne tereny niemieckie. Całkiem spora konstrukcja, szkoda, że nie odbudowano... Musimy objeżdżać do najbliższego mostu. A Odra rzeka strategiczna to i dość daleko trzeba jechać by przeprawić się na drugi brzeg. 

Potem znowu długie odcinki drogami wojewódzkimi. Nie ma ich jak objechać. Mijamy Ujazd (do zamku nie jedziemy) tam skręt na boczne drogi ale i tu nie unikniemy debili za kółkiem. Wiedziałam, że na terenach, gdzie jedziemy, nie należy się spodziewać jakiejś szczególnej uprzejmości ze strony kierowców ale i tak jest jakoś tak niemiło. Do tego ciągła jazda ruchliwymi wojewódzkimi wykańcza psychicznie. 100 km takimi drogami to dla mnie za wiele. Zresztą: wojewódzkie! Sporo rowerzystów z nich korzysta - ich wola. Ale przy takich drogach rzadko kiedy jest coś ciekawego. Ot: przejechać i do domu! Dla trenujących to wszystko jedno ale zwykły turysta poszukuje czegoś innego. Do tego wiele z nich ma beznadziejne asfalty. Nie twierdzę, że na bocznych drogach jest bezpieczniej - bo nie jest. Ale ciszej i bez ciągłego wdychania spalin. Więcej tam nie jadę, chyba, że w teren.
Lądujemy w Pławniowicach. Jest tak późno, że rezygnujemy z wejścia na teren pałacowy, foto przez płot, foto spichlerza i w drogę.

Rudziniec, Paczyna, Łubie, Brynek, Tworóg. W Tworogu otwarty sklep, uzupełniamy picie, zjeść i w drogę. Do samej Cze-wy wojewódzką przez Koszęcin i Boronów ale przynajmniej równą... A nie wspomniałam jeszcze, że całą drogę, bite 200 km, wiatr w paszczę, co dopełnia obrazu tej "wycieczki". Mimo wszystko dla samego pałacyku w Łubowicach warto było jechać. Autorem zdjęć nr 9, 10, 11 jest Marcin. Dystans powiększony o 2 km porannego dojazdu na dworzec.



