Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Skowronek z miasteczka Jura K-Cz. Mam przejechane 114424.38 kilometrów w tym 31109.04 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.54 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 582241 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Skowronek.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

powyżej 100 km

Dystans całkowity:32711.50 km (w terenie 6391.00 km; 19.54%)
Czas w ruchu:1379:23
Średnia prędkość:20.50 km/h
Maksymalna prędkość:70.00 km/h
Suma podjazdów:168343 m
Suma kalorii:18852 kcal
Liczba aktywności:272
Średnio na aktywność:120.26 km i 5h 52m
Więcej statystyk
  • DST 100.74km
  • Czas 04:11
  • VAVG 24.08km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Podjazdy 565m
  • Sprzęt Bastet
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jurajskie pagórki

Czwartek, 24 września 2015 · dodano: 24.09.2015 | Komentarze 0

Szosing jurajskimi drogami, wybranymi tak, co by spokój był. W tygodniu ruch na Jurze jest minimalny. Pod koniec wycieczki czułam już zmęczenie.
Trasa: Cze-wa - Kusięta - Olsztyn - Biskupice - Zaborze - Przybynów - Żarki - Mirów - Bobolice - Ogorzelnik - Niegowa - Moczydło - Ludwinów - Złoty Potok - Siedlec - Zrębice - Turów - Kusięta - Cze-wa.


Kategoria Jura, powyżej 100 km


  • DST 100.52km
  • Czas 04:40
  • VAVG 21.54km/h
  • VMAX 45.00km/h
  • Podjazdy 500m
  • Sprzęt Bastet
  • Aktywność Jazda na rowerze

Góra Świętej Anny

Poniedziałek, 21 września 2015 · dodano: 21.09.2015 | Komentarze 1

(...)Historio, historio,
jaka w tobie siła,
żeś ty całe światy
z mapy poznosiła...

Historio, historio,

ty żarłoczny micie,
co dla ciebie znaczy
jedno ludzkie życie? (...)

Plan był inny... Miały być góry, ale cóż... Dziś miał być Przedborski PK ale zaspaliśmy i w końcu Rafał wybrał Górę Św. Anny. Byliśmy tam rok temu (z Siwuchem) lecz brakło czasu na zwiedzanie samej Góry bowiem wówczas zwiedzaliśmy dokładnie Jemielnicę i Strzelce.
Autem jedziemy do miejscowości Krupski Młyn i stamtąd bocznymi drogami do Jemielnicy (kawałeczek tylko wojewódzką). Opactwo w Jemielnicy już zwiedzaliśmy. Jest też pomnik wart uwagi - poświęcony żołnierzom niemieckim. Warto wczytać się w tamtejszą inskrypcję. Pomników takich znajdziemy w opolskim wiele. A najciekawiej jest nad amfiteatrem - pomnik najpierw upamiętniał Niemców poległych w Powstaniach Śląskich a po zmianie granic upamiętnia Polaków poległych w tych samych Powstaniach.
Góra Chełmska była miejscem kultu dawnych bogów a potem stała się świętym miejscem chrześcijan. Pogańska konkurencja wracała wielokrotnie, ostatnio w postaci totalitartyzmów. I to po obu stronach. W referendum (ładne, modne ostatnio słowo) w 1921 roku, które poprzedziła brutalna kampania, ludność opowiedziała się za przynależnością do Niemiec. Wobec tego Polacy podjęli działania zbrojne i awantura gotowa. Walki trwały latami. Potem wcale nie było lepiej a podział widoczny jest do dziś.

"Historio, historio, ty ballado gorzka..."

Wracając do wycieczki: z Jemielnicy wiedzie ścieżka rowerowa wzdłuż drogi 426, którą jedziemy do Strzelec Opolskich. Nie znoszę jazdy przez małe miasta - są ciasne, zatłoczone a rowerzysta musi strasznie uważać. Prędko uciekamy ze Strzelec (zamek i park już zwiedzaliśmy) na drogę do Góry Świętej Anny, lecz najpierw odwiedzamy barokowy kościół i rynek w Leśnicy.
Leśnica - wnętrze kościoła Trójcy Świętej
Leśnica - wnętrze kościoła Trójcy Świętej © Skowronek
Leśnica - rynek
Leśnica - rynek © Skowronek
Następnie podjazd do Muzeum Czynu Powstańczego. Dziś poniedziałek, zatem zamknięte. Jedziemy więc dalej, do Sanktuarium. W tygodniu ciche, puste, sprzyjające kontemplacji miejsce. Kościół jest otwarty.
Obok mamy furtę klasztorną, zdobioną rzeźbionymi głowami lwów. Wyglądają groźnie, lecz zakonnik wewnątrz jest miły. Odwiedzić go należy bo ma pieczątkę.
Samochód pancerny przed Muzeum Czynu Powstańczego
Samochód pancerny przed Muzeum Czynu Powstańczego © Skowronek
Wnętrze Sanktuarium Św. Anny
Wnętrze Sanktuarium Św. Anny © Skowronek
Furta klasztorna
Furta klasztorna © Skowronek
Następnie jedziemy na taras widokowy nad rezerwatem geologicznym. Jest nowy i bardzo pomysłowy. Rezerwat prezentuje się całkiem ładnie, tylko mogłoby być więcej skał odsłoniętych. O murawę dba stadko owiec.
Widok na rezerwat geologiczny
Widok na rezerwat geologiczny © Skowronek
Taras nad rezerwatem
Szklany taras nad rezerwatem © Skowronek
Potem zjeżdżamy do pomnika i do amfiteatru. Toporne, ciężkie monstra tak jak straszne czasy, w których powstały. Tablice w amfiteatrze opowiadają jedynie o geologicznych walorach miejsca, o historii taktownie milczą. W amfiteatrze nikogo, jesteśmy zupełnie sami. A przecież na górze jest kilkunastu turystów, dlaczego tu nikt nie przyjdzie?
Pomnik Czynu Powstańczego
Pomnik Czynu Powstańczego © Skowronek
Wapiennik obok amfiteatru
Wapiennik obok amfiteatru © Skowronek
Widok na amfiteatr
Widok na amfiteatr © Skowronek
Powaga powagą, refleksja ważna rzecz, lecz organizm upomina się o swoje - krzyczy, że w brzuchu pusto i żąda obiadu. Podjeżdżamy więc z powrotem na górę, gdzie są trzy restauracje.
Po obiedzie zjeżdżamy do Kadłubca a potem kierujemy się do Rożniątowa, gdzie mamy nadzieję znaleźć ruiny kaplicy Św. Floriana. Niestety bez powodzenia.
Na szosie trochę trudno się zwiedza, bowiem do ciekawych miejsc w większości wiodą drogi kamieniste, piaszczyste lub inne do przebycie niełatwe.
Teraz niestety 2 km wojewódzką (na szczęście spokojnie) i wracamy do Strzelec. Jakoś przebijamy się szczęśliwie przez miasto i skręcamy na boczną drogę, co by znów wzdłuż 426 nie jechać, bo hałas a kostkowa ścieżka rowerowa dla szosy niewygodna. Owa boczna dróżka prowadzi przez Gąsiorowice. Nawet asfalt przyzwoity, polecić można.
Z Jemielnicy analogicznie jak wcześniej. Spokojnie wracamy do Krupskiego Młyna. Rzec należy, że miejscowość ta jest bardzo zadbana. Znajdziem tu także ładny pałac (mieści hotel).
I tak oto wróciliśmy do krainy Św. Anny. Dziwna to kraina. Przypomina smutne wydarzenia.




  • DST 147.59km
  • Czas 06:34
  • VAVG 22.48km/h
  • VMAX 56.00km/h
  • Sprzęt Bastet
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Ogrodzieniec

Niedziela, 13 września 2015 · dodano: 13.09.2015 | Komentarze 0

Wpis później.
Na rynku w Olsztynie
Na rynku w Olsztynie © Skowronek
Sanktuarium Matki Boskiej Skarżyckiej
Sanktuarium Matki Boskiej Skarżyckiej © Skowronek
W Pozdamczu
W Pozdamczu © Skowronek
Zbiornik we Włodowicach
Zbiornik we Włodowicach © Skowronek
Cmentarz wojenny (1914 r.) w Kotowicach
Cmentarz wojenny (1914 r.) w Kotowicach © Skowronek


Kategoria Jura, powyżej 100 km


  • DST 101.70km
  • Teren 10.00km
  • Czas 04:59
  • VAVG 20.41km/h
  • VMAX 46.90km/h
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze

Brodnica

Sobota, 29 sierpnia 2015 · dodano: 29.08.2015 | Komentarze 0

Kolejny dzień "zamkowania". Samochodem jedziemy do miasteczka Wąbrzeźno. Z parkingiem problemu nie ma i już po chwili podążamy rowerkami do ruin zamku. Znajdują się w parku i stanowią obraz nędzy i rozpaczy. Są w centrum miasta ale całkowicie zaniedbane. Właściwie jest to kilka kopców kryjących pozostałości i mały fragment odsłoniętych murów.
Wąbrzeźno - ruiny zamku
Wąbrzeźno - ruiny zamku © Skowronek
Kolejny zamek to słynny Golub - Dobrzyń. Czyli maszynka do kasowania turystów. Nie zwiedzamy bo ma kiepskie opinie oraz musielibyśmy czekać godzinę. Wolimy poznać dokładniej Brodnicę.
Zamek Golub - Dobrzyń
Zamek Golub - Dobrzyń © Skowronek
Golub-Dobrzyń
Golub-Dobrzyń © Skowronek
Rynek w Golubiu - Dobrzyniu
Rynek w Golubiu - Dobrzyniu © Skowronek
Między Golubiem a Brodnicą znajdziem jeszcze jeden zamek - Radziki Duże. Ruiny są tuż przy szkole, panuje porządek. Niegdyś ogrodzone lecz obecnie można spokojnie podejść.
Spotkaliśmy tu też sakwiarzy (przy sklepie) i zapytani czy nie jadą na zamek (50 m od owego sklepu) reagują "Zamek? TUTAJ??? Eee...". Niedaleko jest też punkt widokowy.
Zamek Radziki Duże
Zamek Radziki Duże © Skowronek
Radziki Duże - ruiny zamku
Radziki Duże - ruiny zamku © Skowronek
Główną atrakcją dnia dzisiejszego jest zwiedzanie Brodnicy. Najlepiej wykupić sobie karnet na zamek, spichlerz i bramę (10 zł). Na zamku (w piwnicach) obejrzeć można mnóstwo znalezisk z Brodnicy i okolicznych grodzisk oraz wejść na wieżę (tylko nie da się wejść na samą górę a tylko do okienek, zakurzonych nieco). Bardzo bogatą ekspozycję prezentuje spichlerz - jest eko-wystawa (super są akwaria z rodzimymi gatunkami ryb) a na dole odtworzono obozowisko mezolitycznych łowców. W obozowisku tym wszystko można wziąć do ręki (np. krzemienne narzędzia), przymierzyć skóry, siąść przed namiotem z włócznią w dłoni i poczuć się jak taki właśnie mezolityczny łowca. Tylko mamutów brak.
W bramie są wystawy czasowe. Obecnie jest kolekcja monet z czasów Cesarstwa Rzymskiego oraz cudne obrazy Katarzyny Niemczak. Malarka specjalizuje się w portretach zwierząt. Można zamówić u niej portret swego ulubieńca. Tu jest link do jej strony ale obrazy na żywo są dużo ładniejsze: Portrety zwierząt.
Brodnica ma jeszcze jeden skarb - w podziemiach kościoła franciszkanów ale dostępny tylko w Wielkanoc. Jaki? Poczytajcie sami.
Brodnica - zamkowa wieża
Brodnica - zamkowa wieża © Skowronek
Brodnica - widok z wieży
Brodnica - widok z wieży © Skowronek
Brodnica - kolekcja bełtów
Brodnica - kolekcja bełtów © Skowronek
Brodnica - fragment ekspozycji
Brodnica - fragment ekspozycji © Skowronek
Brodnica - podziemia
Brodnica - podziemia © Skowronek
Z Brodnicy bocznymi drogami wracamy do Wąbrzeźna. Dziś znów wiało i trochę nas ten wiatr umęczył. Ale atrakcji tyle, że ledwo dnia starczyło.




  • DST 147.55km
  • Czas 07:38
  • VAVG 19.33km/h
  • VMAX 41.70km/h
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze

Toruń

Środa, 26 sierpnia 2015 · dodano: 26.08.2015 | Komentarze 6

Drugiego dnia pobytu będzie dużo zwiedzania. A pogoda sprzyja. Ze Świecia jedziemy do Chełmna, gdzie znajdujemy znaki czerwonego szlaku rowerowego, który doprowadzić nas ma do samego Torunia. Rzec trzeba, że w całości poprowadzili go asfaltem a przez parę ładnych km ruchliwą drogą powiatową. Zero szuterków, zero terenu. Oznakowanie... Majstersztyk to to nie jest. Niby oznakowany ale trochę byle jak, brakuje znaków na wielu skrzyżowaniach, trzeba uważać, bo w wielu miejscach znaki są kiepskie a nawet mylące. W dodatku nie ma ani jednego drogowskazu z kilometrażem. Tak czy inaczej da się nim jechać. Na początek zaglądamy do miejscowości Starogród. Jest położona na stromym wzgórzu i bardzo zadbana, każdy zabytek ma tabliczkę (np. dawna kuźnia, spichlerz itp.) a miejsce, gdzie niegdyś wznosił się zamek jest ładnie zagospodarowane. Cisza, spokój, piękny widok i kot wygrzewający się opodal. Dokładne opisy, co, kiedy i dlaczego. Słowem - warto się pomęczyć na podjeździe by tu zajrzeć.
Starogród - Wzgórze Zamkowe
Starogród - Wzgórze Zamkowe © Skowronek

Starogród - widok z Zamkowego Wzgórza
Starogród - widok z Zamkowego Wzgórza © Skowronek
Drugi zamek, w miejscowości Zamek Bierzgłowski, ma odmienną atmosferę. Trochę bardziej mroczny. Brak informacji gdzie turysta ma się udać i czy w ogóle można wejść. Brama otwarta to wchodzę (rowerów nie wolno wprowadzać). Niby jest jakaś grupa z przewodnikiem ale nie wiem czy można zwiedzić. Nie widzę recepcji. Opodal siedzi w kółku grupa. Wszyscy milczą. Kawałek dalej dokazuje grupka maluchów w przebraniach średniowiecznych. Są rycerze, mieszczanie a nawet kat. Robimy zdjęcia i jedziemy dalej, czas goni.
Zamek Bierzgłowski
Zamek Bierzgłowski © Skowronek
Zamek Bierzgłowski II
Zamek Bierzgłowski II © Skowronek

W tym miejscu wjeżdżamy na wygodną drogę rowerową, która doprowadza nas do samego Torunia. Teraz musimy przebić się na drugi koniec miasta. Ścieżek rowerowych jest sporo, rowerzystów także, kierowcy grzeczniejsi niż u nas. Dość sprawnie dojeżdżamy do Starego Miasta. By je dokładnie zwiedzić potrzeba kilku dni. Zabytków i atrakcji mnóstwo. Wszędzie tłumy turystów.
Objeżdżamy kościoły, oglądamy kamienice i jedziemy kawał drogi przez miasto by dojechać na skraj, gdzie zaczyna się miejscowość Złotoria. A w niej ruiny zamku. Niełatwo znaleźć prowadzącą doń ścieżkę. Miejsce jest zaniedbane i zarośnięte. A szkoda, bo zamek wznosi się w malowniczym miejscu, przy ujściu Drwęcy do Wisły. Oczyszczone i zabezpieczone ruiny byłyby wspaniałą atrakcją. Szkoda...
Z Filusiem (pieskiem profesora Filutka)
Z Filusiem (pieskiem profesora Filutka) © Skowronek
Toruńska starówka
Toruńska starówka © Skowronek
Jest i Kopernik
Jest i Kopernik © Skowronek
Ruiny zamku Złotoria
Ruiny zamku Złotoria © Skowronek
Złotoria
Złotoria © Skowronek
Wracamy do centrum Torunia i zwiedzamy zamek krzyżacki. Te ruiny zamku są zadbane a podziemia mieszczą ciekawą ekspozycję. Historią nie ma co zanudzać, zainteresowani pewno wszytko już wiedzą.
Zamek krzyżacki w Toruniu
Zamek krzyżacki w Toruniu © Skowronek
Wystawa machin oblężniczych
Wystawa machin oblężniczych © Skowronek
Fragment ekspozycji
Fragment ekspozycji © Skowronek
Rekonstrukcja zamku
Rekonstrukcja zamku © Skowronek
Zamek krzyżacki
Zamek krzyżacki © Skowronek
Opodal jest most a po drugiej stronie Wisły kolejne ruiny zamku. Ten był polski a zwie się Zamek Dybów. Ruiny są zaniedbane i zapuszczone. Nie ma doń ani jednego drogowskazu. Wstyd.
Zamek Dybów
Zamek Dybów © Skowronek
Późno już, czas wracać. Postanawiamy jechać ową wspomnianą ścieżką rowerową. Mamy szczęście - powstała niedawno, w latach 2012-2014. Jeszcze w tym roku nie była kompletna. 25 km dobrej nawierzchni z dala od dróg, praktycznie zero skrzyżowań. Poprowadzona została po dawnym torze kolejowym. Fajna sprawa, szkoda, że u nas takiej nie ma. Rowerzystów mnóstwo ale panuje porządek.
Droga rowerowa Toruń-Unisław
Droga rowerowa Toruń-Unisław © Skowronek
Z Unisławia najkrótszą drogą wracamy do Chełmna, jeszcze tylko kawałek krajówką i jesteśmy z powrotem w Świeciu.





  • DST 117.93km
  • Czas 05:23
  • VAVG 21.91km/h
  • Sprzęt Bastet
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Wapiennik

Sobota, 15 sierpnia 2015 · dodano: 15.08.2015 | Komentarze 0

Pomysłu na trasę na początku nie było ale podał go Bartek: trzeba jechać do Wapiennika zapalić znicze na grobie jego dziadków. Zatem jedziemy.
Przez Bór, Sobuczynę, Konopiska, Blachownię do Kłobucka. Jedziemy sobie w spokojnym tempie, tak by można było spokojnie pogadać. W Kłobucku zaglądamy do pałacu z XIX wieku a następnie podążamy do Mokrej. Chwila przerwy przy Miejscu Pamięci i jedziem dalej, aż do celu. Rafał, Adii i Parker zostali pilnować rowerów (jeden mógłby nie upilnować ale trzech to już siła) a delegacja w składzie: Bartek, Tomek i ja idzie na cmentarz. Zapalamy też znicz na grobie żołnierzy poległych w Bitwie Pod Mokrą.
Czas zbierać się w drogę powrotną. Kierujem się na Czarny Las a stamtąd prosto do Cze-wy. Na rogatkach żegnają nas Adii i Bartek (mają stąd blisko do domków) ale reszta nie ma ochoty przebijać się przez centrum. Zatem Parker prowadzi Korytarzem Północnym, potem na Jaskrów i na drogę do Gąszczyka. Tam rzecze "Bywajcie" i jedzie do rodziców. A pozostali z pewną obawą podążają dalej. Z obawą gdyż przyszła burza. Deszcz pokropił nas nieco w Kusiętach. Tomek miał plan wracać rowerem do Zawiercia ale kapeć mu te plany pokrzyżował. Jedzie zatem z nami aż do dworca Cze-wa Raków. Dobrze się złożyło bo pociąg miał dosłownie za kilka minut.
Bardzo miła wycieczka z super ekipą:)
Przy pałacu w Kłobucku
Przy pałacu w Kłobucku © Skowronek
Pałac w Kłobucku
Pałac w Kłobucku © Skowronek
Mokra - Miejsce Pamięci
Mokra - Miejsce Pamięci © Skowronek
Na trasie (autor: Parker)
Na trasie (autor: Parker)




  • DST 108.17km
  • Czas 04:45
  • VAVG 22.77km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Sprzęt Bastet
  • Aktywność Jazda na rowerze

Skowronek ma gazelę

Środa, 5 sierpnia 2015 · dodano: 05.08.2015 | Komentarze 14

Oto ona: moja pierwsza szosa. Jest lekka, szybka i zwinna. Wygląda niepozornie ale mnie więcej nie potrzeba. Chyba się polubimy:) Koniecznych jest parę kosmetycznych poprawek (koniecznie gruba owijka, nowe opony, koszyczki i tym podobne) i będzie można śmigać.  Używana ale w bardzo dobrym stanie. Grzech byłoby nie wziąć:)
Mamy dziś wolne więc udać się można na wycieczkę. Jest i cel bo trzeba zamontować drogowskaz w Juliance. Jedziemy zatem (Rafał zadowolony, gdyż odzyskał wreszcie swoją szosę) przez Kusięta, Turów, Małusy do Żurawia.
Potem przez Lipnik do Julianki. Na dworcu montujemy drogowskaz i dzwonimy do Gawła, który jedzie z synem. Umawiamy się przy źródłach za Złotym Potokiem. Przyjechaliśmy tam jednocześnie. Gaweł i Dawid jadą z sakwami na kilkudniową włóczęgę po Jurze. Towarzyszymy im do zamku w Mirowie. Tam odpoczywamy przy sklepie a potem trzeba się pożegnać: Gaweł i Dawid jadą do Siamoszyc a my wracamy. Szlakiem czerwonym rowerowym do Ostrężnika a stamtąd przez Siedlec, Zrębice, Turów do Olsztyna i przez Kusięta do Cze-wy.
Gorąco ale miło wyjechać na rowerek. Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne, jedynie dłonie bolą (za cienka ta owijka), potrzeba też trochę wyregulować.
W drodze do Julianki
W drodze do Julianki © Skowronek
Drogowskaz zamontowany
Drogowskaz zamontowany © Skowronek
Dawid, Gaweł, RF
Dawid, Gaweł, Rafał przy źródłach © Skowronek
W drodze do Ostrężnika
W drodze do Ostrężnika © Skowronek
W drodze do Żarek
W drodze do Żarek © Skowronek


Kategoria Jura, powyżej 100 km


  • DST 141.58km
  • Teren 70.00km
  • Czas 07:40
  • VAVG 18.47km/h
  • VMAX 37.20km/h
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Dwa mostki nad Liswartą

Niedziela, 2 sierpnia 2015 · dodano: 02.08.2015 | Komentarze 2

Celem dzisiejszej wycieczki jest Wąsosz, jako, że ostatnio nie było okazji dokładniej zwiedzić (przegonił nas deszcz).
Wyjazd z Cze-wy w składzie: my, Robert oraz Mirek i Marek z Jura Bike. Na początek podążamy do Mstowa. W Gąszczyku Mirek prowadzi fajną ścieżką, która biegnie niemal do centrum Mstowa.
Tutaj wjeżdżamy na czerwono znakowany Szlak Jury Wieluńskiej. Miejscami jest mocno piaszczysty. Podążamy przez Borowno do Kruszyny (jedziemy do Kolumny Dehnoffa, kościoła i zaglądamy przez ogrodzenie na teren pałacowy), następnie Prusicko, Ważne Młyny, Kule i wreszcie dojeżdżamy do Wąsosza. Przy sklepie przerwa a potem zwiedzanie ścieżek kalwaryjskich.
A potem gwóźdź programu czyli przejazd po mostkach nad Liswartą - najpierw ten, co ostatnio (w Nowej Wsi) a następnie drugi (wskazany przez Mirka, w przysiółku Sowiocha). Może nic wielkiego ale takie przejazdy po dziurawych, klekoczących deskach są całkiem zabawne. Z pierwszego przejazdu zdjęć brak, są z drugiego.
Kolejny etap to Popów i Zawady, gdzie odłącza się Marek i wraca asfaltem do Cze-wy. Reszta zaś podąża za znakami zielonego szlaku pieszego, prowadzącego do Mokrej. Rzec trzeba, że piachu brak i fajnie się nim jedzie.
Z Mokrej jedziemy leśnym szutrem do Kłobucka, skąd szlakiem niebieskim pieszym do Grodziska. Następnie szutrową drogą do Kalei, skąd przez Starą Gorzelnię do Cze-wy.
Chyba odzwyczaiłam się od jazdy w terenie bo ledwo żyję... Ale wycieczka fajna:)
Na Mirkowej Ścieżce
Na Mirkowej Ścieżce © Skowronek
Ekipa przy Kolumnie Denhoffa
Ekipa przy Kolumnie Denhoffa © Skowronek
Kolumna Denhoffa
Kolumna Denhoffa © Skowronek
Pałac w Kruszynie (ledwo widoczny)
Pałac w Kruszynie (ledwo widoczny) © Skowronek
Takim to dobrze
Takim to dobrze... © Skowronek
Zakole Liswarty
Zakole Liswarty © Skowronek
Kalwaria w Wąsoszu
Kalwaria w Wąsoszu © Skowronek
Chętnych zapraszamy na mostek
Chętnych zapraszamy na mostek © Skowronek
Mostek numer dwa
Mostek numer dwa © Skowronek
Zielony szlak pieszy w okolicy Zawad
Zielony szlak pieszy w okolicy Zawad © Skowronek
Zielony szlak pieszy w okolicy Mokrej
Zielony szlak pieszy w okolicy Mokrej © Skowronek
Niebieski szlak pieszy w okolicy Kłobucka
Niebieski szlak pieszy w okolicy Kłobucka © Skowronek




  • DST 100.19km
  • Czas 04:09
  • VAVG 24.14km/h
  • VMAX 62.00km/h
  • Sprzęt Rafałowa szosa
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Znów Bobolice ( tym razem żwawo...)

Niedziela, 19 lipca 2015 · dodano: 19.07.2015 | Komentarze 2

Poobiednia wycieczka... Poobiedni trening... No w każdym razie coś pomiędzy. W składzie: Rafał, Bartek, Marcin no i ja.
Temperatura w okolicy 30 stopni. Duchota, z trudem oddycham. Czuję się jak ryba bez wody. Niefajne uczucie.
Wyjeżdżając liczym na fart, i że nam burze darują i grzecznie ominą.
Podążamy przez Kusięta do Olsztyna, następnie do Biskupic ( tu Bartek wskazuje miejsce, w którym tydzień temu znalazł trzy kocięta i uratował oczywiście), kolejny etap to Zrębice. A stąd przez Siedlec do Ostrężnika (po drodze mija nas Robert). Potem upiorny podjazd pod pustelnię Czatachowa.
A przy okazji... Czy wie ktoś, gdzie poza pustelnią mogą tam jeszcze urzędować eremici? Bo nas turysta o to miejsce pytał aleśmy nie wiedzieli... Oni tam podobno jakieś herbatki szykują ziołowe, które nabyć można.
Spod pustelni zjeżdżamy do Trzebniowa. Tu prośba o litość i darowanie okrutnego podjazdu w Gorzkowie, toteż kierunek na Moczydło i za chwilę jesteśmy w metropolii Niegowa, gdzie urządzamy popas.
Po przerwie podążamy do Ogorzelnika i oto jesteśmy: zamek w Bobolicach.
A z Bobolic jedziemy do Żarek a stamtąd przez Wysoką Lelowską, Przybynów, Zaborze, Biskupice do Olsztyna. Co ciekawe, zarówno w drodze do Bobolic, jak i z Bobolic wiatr cały czas przeszkadzał....
W Kusiętach łapie nas ulewa, toteż schronienia trza na przystanku poszukiwać. Za chwilę przybiegł owczarek niemiecki, którego wystraszył grzmot. Pies ma na szyi nadajnik ale wygląda na zagubionego. W chwili gdy w ruch poszły telefony (schronisko, policja...) znalazł się właściciel. 
Asfalt mokry, toteż spokojnie wracamy do Cze-wy.
Oj, jak dla mnie tempo było mocne. Ale jakoś dawałam radę nie odstawać. Naturalnie każdy przysięgał, że ledwo jedzie i oto właśnie umiera. Wyjątkowo żwawi pacjenci... Ale fajnie było, udana "wycieczka":)
Pustelnia Czatachowa (autor: Marcin F.)
Pustelnia Czatachowa (autor: Marcin F.)

Zamek Bobolice
Zamek Bobolice (autor: Marcin F.)
Zagubiony (a za chwilę odnaleziony) piesio (autor: Marcin F.)
Zagubiony (a za chwilę odnaleziony) piesio (autor: Marcin F.)


Kategoria Jura, powyżej 100 km


  • DST 192.33km
  • Teren 90.00km
  • Czas 10:37
  • VAVG 18.12km/h
  • VMAX 53.20km/h
  • Podjazdy 2100m
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Rowerowy Szlak Orlich Gniazd

Sobota, 4 lipca 2015 · dodano: 05.07.2015 | Komentarze 16

Mam problem z dodaniem zdjęć. Będą później. Tu jest link do zdjęć:
Rowerowy Szlak Orlich Gniazd

Prolog

Rok 2010
Kupuję Visiona - pierwszy porządny rower. Jeden z pracowników sklepu opowiada, że warto sobie Szlak Orlich Gniazd przejechać, że oni z kolegą jeżdżą z Krakowa i jest super. W jedne dzień? W jeden. Niemożliwe. Przejechanie tego szlaku w jeden dzień jest dla mnie niemożliwe i kropka.

Przejdźmy do czasów obecnych

Rok 2015
Jednak warto spróbować.
Pozwolę sobie na dokładniejszy opis trasy, może przyda się on innym turystom, planującym przebyć Rowerowy Szlak Orlich Gniazd.
To zdecydowanie nie był dobry tydzień... Od piątku do niedzieli przeziębienie. We wtorek zatrucie i ból brzucha i problemy do końca tygodnia. Do tego upały... Ale nie mogę teraz rezygnować, w końcu od dawna planowano tą "wycieczkę". Jeśli się teraz wycofam to potem nieprędko będzie okazja powtórzyć...
W sobotę rano wstaję z bólem żołądka. Garść leków i jedziemy na stację. Czekają już Adrian, Robert, Marcin. W pociągu Kulisty z kolegami lecz oni wracają szosowo. W Zawierciu dosiada Tomek.
Wysiadamy na stacji Kraków Mydlniki i jedziemy (klucząc) do początku szlaku. I w tym miejscu od razu trzeba napisać, że znakarze krakowscy sprawę mają w d... Szlak jest oznakowany "na odwal się". Byle jak, często na dziurach w słupach, tak, że ledwo widać. Bardzo trudno odnaleźć znaki. Trzeba po prostu wiedzieć gdzie jechać. Mamy dobrze bo Tomek zna szlak na pamięć i prowadzi ale jak ktoś przybędzie sam to niestety - musi zaopatrzyć się w gps i dokładne, aktualne mapy.
Pierwszy podjazd w wąwozie wreszcie pokonany w siodle (oczywiście w połowie boczną ścieżką). Potem ból odzywa się ze zdwojoną siłą i trzyma do końca. We znaki daje się zwłaszcza w terenie, pod wpływem wstrząsów. Do tego czasem bieganie po krzakach, stąd nazwa tej dyscypliny: biegunka. Do tego okropny upał. Chwilami mam dość...
Między Krakowem a Krzeszowicami mamy odcinki polne oraz wygodne, leśne dukty. Często biegnące pośród pięknego, bukowego lasu.
Z Krzeszowic podjeżdżamy asfaltem Doliną Eliaszówki, gdzie panuje miły chłód. Potem męczący podjazd do Paczółtowic i zjazd do Racławic. Za kościołem skręt w lewo i szlak wspina się na strome wzgórze. Potem wciąż asfaltem jedziemy do Zawady i tam szlak skręca w lewo w teren. Prowadzi szutrami góra-dół-góra-dół. Po drodze ładne widoki.
Wreszcie dojeżdżamy do Olkusza. Tutaj trzeba uważać by się nie zgubić bo oznakowanie wciąż kiepskie. Wreszcie skręt w lewo, w teren i jesteśmy w Rabsztynie. Od tego momentu zaczną się uciążliwe, piaszczyste odcinki.
Przed Jaroszowcem wpych po piachu a następnie zsunięcie się po tymże piachu wprost do sklepu. Luksusowego, bowiem są wygodne krzesła i stoliczki dla klientów. Dłuższa przerwa i znowu w teren. W Golczowicach szlak wychodzi na asfalt. Jedziemy nim do Cieślina a za tą miejscowością szlak skręca w lewo, w las. Szczęściem tutaj oznakowanie jest ciut lepsze, widać pracuje tu inny znakarz.

W Bydlinie szlak mija zamek, potem biegnie kawałek drogą, następnie w prawo i szutrem pod górę, do asfaltu i w prawo, kawałeczek i w lewo, w teren. Podjazd trawiastym singlem (już tu byliśmy i obawiałam się tego odcinka ale poszło gładko) a potem wygodnymi ścieżkami do stóp Skały Biśnik. Jest tu jaskinia, można też wejść na wierzchołek. Szlak biegnie Doliną Wodącej i wychodzi w Smoleniu. Mija zamek i skręca w stronę Złożeńca, gdzie zaliczyć trzeba mozolny podjazd. Dalej asfaltem jedziemy do Ryczowa, potem trochę w terenie do Podzamcza.
Z Podzamcza kiedyś był szuter ale teraz jest asfalt do Bzowa, skąd wygodny dukt prowadzi do Karlina. Potem  Żerkowice, Skarżyce i Morsko. Tutaj piaszczysty odcinek. W ogóle nie jeżdżę dobrze po piachu. Nie umiem, nie lubię i już.

Dalej szlak biegnie do Podlesic, mija Górę Zborów by doprowadzić do Zdowa. Wreszcie Bobolice i Mirów. Niegdyś szlak biegł do Niegowy lecz od zeszłego roku przebieg jest zmieniony i prowadzi wyasfaltowanym Mirowskim Gościńcem prosto do Żarek. Mija sanktuarium Leśniów i w Przewodziszowicach skręca w lewo. Niegdyś był to bardzo piaszczysty odcinek lecz od dwóch lat mamy w tym miejscu nitkę asfaltu. Wreszcie dojeżdżamy do Ostrężnika.

 Przerwa na jedzenie i nieprzyjemny, piaszczysty odcinek do Suliszowic. Następnie asfaltem przez Zrębice. W Zrębicach szlak skręca między domami w lewo i przyjemnym, leśnym duktem wiedzie do miejscowości Przymiłowice-Kotysów. Potem znowu piachy i dojazd do Olsztyna. Z Olsztyna, przez Kusięta szlak biegnie asfaltem. Na wysokości rezerwatu Zielona Góra szlak skręca w prawo. Mija rezerwat bokiem i leśnym duktem prowadzi do drogi, którą przecinamy. Następnie znów lasem i skręt w lewo na asfalt. Wyjeżdżamy w dzielnicy Mirów. Jeszcze tylko pokonać trzy górki na ulicy Mirowskiej (niewysokie ale po męczącym dniu przykre) i jesteśmy na Starym Rynku. Koniec, dojechaliśmy. Dziękuję wszystkim za wparcie i dobre słowo.

I podsumowanie. Jednak się da w jeden dzień. Było ciężko. Bardzo ciężko. Chwilami jechałam automatycznie, gapiąc się tępo na koło poprzednika. Bolało. Ale dojechałam. Odznaka się należy.
Dla zainteresowanych: całkowity czas jazdy 13h20min. Czystej jazdy w siodle 10h19min.
Ale jeśli ktoś chce Jurę bliżej poznać powinien na Szlak Orlich Gniazd przybyć na dwa a nawet trzy dni. Albo lepiej na tydzień. Czasem z niego zjechać by zobaczyć coś więcej: Dolinę Brzoskwinki, Zamek Tenczyn w Rudnie, Klasztor w Czernej, Zamki: Rabsztyn, Bydlin, Smoleń. Zajrzeć do jaskiń i wdrapać się na skałki. Zajrzeć w okno Okiennika Wielkiego i spojrzeć na wyżynny krajobraz z wierzchołka Góry Zborów. Potrzeba więcej czasu by w pełni poczuć jurajski klimat.