Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Skowronek z miasteczka Jura K-Cz. Mam przejechane 114424.38 kilometrów w tym 31109.04 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.54 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 582241 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Skowronek.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

powyżej 100 km

Dystans całkowity:32711.50 km (w terenie 6391.00 km; 19.54%)
Czas w ruchu:1379:23
Średnia prędkość:20.50 km/h
Maksymalna prędkość:70.00 km/h
Suma podjazdów:168343 m
Suma kalorii:18852 kcal
Liczba aktywności:272
Średnio na aktywność:120.26 km i 5h 52m
Więcej statystyk
  • DST 124.87km
  • Teren 10.00km
  • Czas 06:18
  • VAVG 19.82km/h
  • VMAX 44.10km/h
  • Podjazdy 1128m
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kocie Góry

Niedziela, 19 kwietnia 2015 · dodano: 21.04.2015 | Komentarze 0

Kocimi Górami zwane są Wzgórza Trzebnickie. A ponieważ mam kota na punkcie kotów, więc nazwa ta szczególnie mi się podoba.
Drugi dzień pobytu na Dolnym Śląsku. Tutejsze tereny mają tę zaletę, iż właściwie nie trzeba planować wycieczki, każda bowiem miejscowość może pochwalić się czymś niezwykłym, ciekawym, nieraz nieco strasznym nawet. Ruiny zamków, zniszczone pałace, zrujnowane kościoły, zarośnięte, zapomniane cmentarze, stare sztolnie, pokutne krzyże...
Wadą owej krainy są niewątpliwie kiepskie drogi (choć w okolicy Trzebnicy wioskowe asfalty są na tyle dobre, że występują tam nawet szosowcy) a drugą duża zaletą są zwyczaje kierowców. Otóż przez cały pobyt ani jeden nie omijał nas "na gazetę", nie zajechał drogi, nie zatrąbił. Na zakręcie czekają tak długo z omijaniem aż mają pewność, że z przeciwnego kierunku nic nie jedzie. Nie omijają rowerzystów przed wierzchołkiem wzniesienia. Gdy ujrzą samochód jadący z naprzeciwka, czekają z omijaniem i to często długo. U nas to by w tym czasie ze trzech się wepchało... Żadnego wymuszania pierwszeństwa, żadnego chamstwa. Owszem, niektórzy nogę ciężką mają ale ogólnie jestem pod wrażeniem.
Auto zostaje w Dobroszycach, my zaś podążamy do Trzebnicy. Odwiedzamy sanktuarium św. Jadwigi i uroczy kościółek leśny. Ciekawych miejsc znajdziem tu znacznie więcej lecz czasu dziś niewiele. Trzebnica jest doskonale zagospodarowanym, ładnym miastem.
Trzebnica- sanktuarium św. Jadwigi
Trzebnica- sanktuarium św. Jadwigi © Skowronek
Trzebnica - klasztor cysterek
Trzebnica - klasztor cysterek © Skowronek
Trzebnica - Kościół Leśny Czternastu Świętych Wspomożycieli
Trzebnica - Kościół Leśny Czternastu Świętych Wspomożycieli (niegdyś obok mieszkał pustelnik)© Skowronek
Trzebnica - grota Matki Boskiej z Lourdes przy leśnym kościółku
Trzebnica - grota Matki Boskiej z Lourdes przy leśnym kościółku © Skowronek
Następnie kierujemy się w stronę Żmigrodu. Po drodze, w kępie drzew wypatrzyliśmy ruiny kościoła. Otacza go zniszczony cmentarz. Jedno z licznych w tej krainie miejsc z niezwykłą, trochę upiorną atmosferą. Między sobą rozprawiamy, jakby to niewiele trzeba a atrakcja turystyczna gotowa. Tylko nieco zabezpieczyć mury, oczyścić z zarośli cmentarz i gotowe. Ani przez myśl nam nie przyjdzie, że wkrótce zobaczym zabytek tak właśnie potraktowany.
Powidzko - ruiny kościoła ewangelickiego
Powidzko - ruiny kościoła ewangelickiego © Skowronek
Wnętrze zrujnowanego kościoła
Wnętrze zrujnowanego kościoła © Skowronek
Żmigród, dawniej Smocza Góra, jest kolejnym punktem na trasie wycieczki. Nazwa pewno pochodzi z czasów, gdy rządzili tu Awarowie, taki zarządca, siedział na grodzie i ciemiężył ludność nie mniej niż prawdziwy smok, stąd
żmijem był zwany.
Jadąc za radą miejscowych trafiamy w niezwykłe miejsce, do zespołu pałacowo-parkowego. Ruinę pałacu (zgadnijcie, kto go zniszczył i kiedy...) zabezpieczono w bardzo ciekawy sposób. Front odnowiono. Wnętrze podtrzymuje stalowo-betonowa konstrukcja. Zarys nieistniejącego skrzydła odtwarza lapidarium z trejażem. Piwnice (gotyckie, pozostałość po zamku) zajmuje restauracja. Wewnątrz drewniana kładka, po której można wejść "na piętro" pałacu i wyjrzeć przez okno. Da się? Da.
Obok pałacu stoi renesansowa baszta obronna, doskonale zachowana. Na parterze mieści informację. Piętra można zwiedzać (sala rycerska, apartamenty) a na wierzchołku jest taras widokowy. Wokół zadbany park i stawy. Obok płynie Barycz.
Miejsce piękne, odwiedzenia godne.
Żmigród - ruiny pałacu
Żmigród - ruiny pałacu © Skowronek
Pałac w Żmigrodzie
Pałac w Żmigrodzie © Skowronek
Żmigród - renesansowa, obronna wieża mieszkalna
Żmigród - renesansowa, obronna wieża mieszkalna © Skowronek
Widok z wieży
Widok z wieży © Skowronek
Czas jechać dalej. Lasami podążamy do Sułowa. Niewielka ta miejscowość ma sporo zabytków: pałac, kościół, spichlerz. Jest też miejsce po zamku. Strzegł on przeprawy przez Barycz. Po wojnach husyckich zajęli go rycerze-rozbójnicy. Ledwo schwytano i ścięto jednego, na zamku osiedlił się drugi. Nieustanne rozboje odstraszały kupców i tracili na tym mieszczanie. Wreszcie zrzucili się na najemników. Znający się na swym fachu specjaliści zrobili porządek, obrócili zamek w perzynę znaczy się. Po owych porządkach został fragment wału a na nim tablica, ustawiona przez miejscowych, co by każdy trafił. Jest doń nawet drogowskaz.
Sułów - miejsce po zamku
Sułów - miejsce po zamku © Skowronek
Na rynku urządzamy popas. Przychodzi do nas koteczka, bardzo miła. Jest zadbana ale skoro przyszła to zapraszamy do posiłku. Mam w plecaku suchą karmę dla kotów, toteż kicia jest zadowolona. Po posiłku jedziemy zobaczyć pałac i kościół.
Koteczka z Sułowa
Koteczka z Sułowa © Skowronek
Sułów - ośmioboczny kościół poewangelicki (XVIII w.)
Sułów - ośmioboczny kościół poewangelicki (XVIII w.) © Skowronek
W Sułowie rozpoczyna się także ścieżka rowerowa "Szlakiem Kolei Wąskotorowej". Biegnie do Milicza, każdy przystanek dawnej kolejki jest opisany i urządzony jak mały dworzec, ustawione są parowozy i wagony, urządzenia i tablice.
Sułów - jeden z przystanków na rowerowym szlaku Śladem Kolei Wąskotorowej
Sułów - jeden z przystanków na rowerowym szlaku Śladem Kolei Wąskotorowej © Skowronek
Z Sułowa wracamy do Dobroszyc, zaglądamy jeszcze do renesansowego pałacu. Podobno mieści hotel ale miejsce jest bardzo zdziczałe. Pakujemy rowery i wracamy do Oleśnicy.
Zamek w Dobroszycach
Zamek w Dobroszycach © Skowronek




  • DST 107.25km
  • Czas 04:50
  • VAVG 22.19km/h
  • VMAX 47.10km/h
  • Podjazdy 605m
  • Sprzęt Rafałowa szosa
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Na skraju Wyżyny K-CZ

Niedziela, 29 marca 2015 · dodano: 29.03.2015 | Komentarze 6

Turyście nic nie przeszkodzi w zwiedzaniu. Nawet paskudne wietrzysko. A dziś było wyjątkowo paskudne. A powalczyć z nim postanowiła liczna ekipa: Bartek, Marcin, Rafał, Tomek no i my.
Na początek podążamy do Mstowa a następnie do Skrzydlowa, do zespołu dworskiego. Brama zamknięta ale można wjechać bokiem. Jadąc parkową alejką mijamy ośmiokątną kaplicę, otoczoną fosą z mostkiem. Niegdyś (przed zbudowaniem nowego kościoła) służyła jako mszalna. Nieco dalej znajduje się dwór (zamknięty, podniszczony). Park i dwór w Skrzydlowie (i inne dwory w okolicy)
związane są ze słynnymi śpiewakami operowymi - rodzeństwem Reszke. Jan (tenor) i Edward (bas) byli gwiazdami Opery Paryskiej i Metropolitan Opera w Nowym Jorku, zaś Józefina stała się popularna we Włoszech i Hiszpanii.
W 1901 roku Jan i Edward założyli tu nowoczesną stadninę koni, które szybko zaczęły odnosić sukcesy. Skrzydlowska stadnina stała się znana w całej Europie, przynosząc właścicielom ponad milion rubli dochodu.
Dworek pochodzi z XIX wieku i wcześniej należał do Siemińskich. Opodal uwagę zwraca drewniany pałacyk. Został sprowadzony z Francji i pełnił rolę dworku dla gości. Dziś jest smutną, nadpaloną ruiną.
Skrzydlów był siedzibą Jana Reszke (rodzeństwo posiadało już majątki). Miał jednego syna, który zginął na froncie I wojny światowej. Zgorzkniały Jan przekazał majątek bratanicy, sam zaś wyjechał do Francji.
Po wojnie stadnina została upaństwowiona, jednak wciąż była doskonale utrzymana. Z końcem XX wieku sprywatyzowana popadła w ruinę.
Obecnie skrzydlowskie dobra należą podobno do braci Laseckich lecz czy dwór i park doczekają się renowacji? Na razie nic na to nie wskazuje.

Parkowa kaplica w Skrzydlowie
Parkowa kaplica w Skrzydlowie © Skowronek
Wnętrze kaplicy
Wnętrze kaplicy © Skowronek (zdjęcie dzięki poświęceniu Rafała B.)
Dwór Reszków w Skrzydlowie
Dwór Reszków w Skrzydlowie © Skowronek
Skrzydlów - gościnny dworek sprowadzony z Francji
Skrzydlów - gościnny dworek sprowadzony z Francji © Skowronek
Ze Skrzydlowa mkniemy do Cielętnik (przez Garnek i Nową Wieś). A tam, przy kościele, rośnie 520-letnia lipa, jedno z najgrubszych drzew w Polsce. Obwód wynosi ponad 3.5 metra. Wysoka jest na 31.5 metra a kościół wygląda przy niej jak zabawka. Wrażenie to będzie jeszcze większe, gdy rozwinie się listowie.
Powstała ze zrośnięcia kilku drzew ale ponieważ pnie rozdzielają się dopiero na wysokości kilku metrów, traktowana jest jako pojedynczy okaz. Według legendy pewien wojewoda posadził w tym miejscu 18 młodych drzewek, które zrosły się tworząc jedno. Na ogrodnictwie ów wojewoda nie znał się wcale, bo kto to słyszał, żeby tak blisko siebie drzewa sadzić...
Z lipą wiąże się również niewiarygodna ale prawdziwa historia - była obgryzana przez pielgrzymów idących do Częstochowy, że niby jej kora chronić ma przed bólem zębów. Takie zachowania miały miejsce jeszcze w XX wieku! Potworny zabobon, mogący doprowadzić do śmierci tego pięknego drzewa... Dlatego jest ogrodzona a pień posmarowany smołą.
Licząca sobie 520 lat lipa w Cielętnikach
Licząca sobie 520 lat lipa w Cielętnikach © Skowronek
Następny punkt programu to XVII-wieczny zespół klasztorny dominikanek w Świętej Annie i XVI-wieczny kościółek św. Mikołaja w Przyrowie.
Klasztorowi przydałby się remoncik. Trwa msza i niestety wnętrze kościoła jest niedostępne.
Remontu, natomiast, doczekał się kościółek św. Mikołaja. Prace trwają jeszcze wewnątrz ale z zewnątrz (w porównaniu do wyglądu sprzed kilku lat) jest super.

Klasztor w Świętej Annie
Klasztor w Świętej Annie © Skowronek
XVI-wieczny kościół św. Mikołaja w Przyrowie
XVI-wieczny kościół św. Mikołaja w Przyrowie © Skowronek
Kościół św. Mikołaja
Kościół św. Mikołaja © Skowronek
Następną atrakcją są Niebieskie Źródła w Juliance. A właściwie w Zbiorniku Zalesice między Julianką a Zalesicami. W tym miejscu jestem po raz pierwszy.
Wody Wiercicy są czyste, po drodze Tomek zauważył, że to dobre warunki dla pstrąga. I rzeczywiście, właśnie przeczytałam, że w jej wodach istotnie ryby te żyją. A wędkarze na owe pstrągi z zapałem polują.

Źródła zasilają zbiornik a od starszego pana (również rowerzysty) dowiedzieliśmy się, że niewielka studnia, będąca dziś pod wodą, niegdyś była znacznie wyżej a mieszkańcy zaopatrywali się tam w wodę pitną. Same źródełka zaś były mniejsze i dużo ładniejsze. Powiększając zbiornik zniszczono pierwotne źródła, które teraz stanowią jego część. Przy zarośniętym brzegu można wypatrzyć, jak spod skał wypływa woda.
W każdym razie gdyby nie wiedzieć, że są tu źródła, człek by przejechał i nic nie zauważył.
Skąd nazwa? Gdy na powierzchnię wody padają promienie słoneczne dno mieni się odcieniami szarości i błękitu.
Zalew w Zalesicach (tu znajdziemy Niebieskie Źródła)
Zalew w Zalesicach (tu znajdziemy Niebieskie Źródła) © Skowronek
Niebieskie Źródła
Niebieskie Źródła © Skowronek
Niebieskie Źródła II
Niebieskie Źródła II © Skowronek
Czas na posiłek. Podążamy przeto do Złotego Potoku, do baru "U Rumcajsa", gdzie zawsze liczyć można na doskonałe jadło i napitki. Po odpoczynku i napełnieniu brzuszków jedziemy przez Siedlec do Zrębic. A w Zrębicach uwagę zwracają spore palmy przy kościele św. Idziego.
W Siedlcu
W Siedlcu © Skowronek
Palma przy kościele w Zrębicach
Palma przy kościele w Zrębicach © Skowronek
Ze Zrębic przez Przymiłowice do Olsztyna i "starą drogą" do Cze-wy. Namęczyli się panowie przez ten wiatr (ja tam wiozłam się z tyłu) ale myślę, że i tak wycieczkę uznają za udaną. Były dziś tereny rzadziej przez częstochowskich rowerzystów odwiedzane. Może nieco bardziej płaskie ale z pewnością niezmiernie ciekawe. Dla zainteresowanych tematem nieco więcej informacji pod tym linkiem.


Kategoria Jura, powyżej 100 km


  • DST 101.05km
  • Czas 04:43
  • VAVG 21.42km/h
  • VMAX 57.10km/h
  • Podjazdy 1017m
  • Sprzęt Rafałowa szosa
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Strażnica Łutowiec

Niedziela, 22 marca 2015 · dodano: 22.03.2015 | Komentarze 2

Bartek zapraszał na szosowanie, przeto dołączyliśmy do niego. Początkowy plan zakładał tereny na północny-zachód od Cze-wy ale w końcu padło na Jurę, Bartek wymyślił by jechać do Łutowca.
Wczoraj było tak cieplutko a dziś rano mróz -4 stopnie i wieje lodowaty wiatr. Jednakowoż asfalty suche, można jechać.
Zbiórka pod Jagiellończykami (to takie centrum handlowe stanowiące główne miejsce zbiórek częstochowskich rowerzystów) i w drogę! Podążamy przez Kusięta, Turów, Zagórze, Okrąglik, Piasek do Złotego Potoku. Jedziemy sobie bez pośpiechu, dyskutując i podziwiając widoki. Poza tym po wczorajszej wycieczce do Będzina jesteśmy nieco zmęczeni więc i tak nie byłoby sił na szalone tempo.
W Złotym Potoku chwila przerwy na batonika (dosłownie chwila bo zimno) i jedziemy dalej. W Ostrężniku skręcamy na nowy asfalt, prowadzący do Trzebniowa. Na mapie opisany jest jako Siedlecka Droga. Na największą stromiznę bardzo mi trudno władować się szosą, brakuje przełożeń i sił. Przed samym wierzchołkiem pomaga Rafał. Obiecuję sobie, że następnym razem wjadę tu samodzielnie.
Z Trzebniowa jedziemy do Moczydła a stąd blisko już do celu wycieczki: Strażnicy Łutowiec.
Strażnica powstała prawdopodobnie w XIV wieku. Niewiele o niej wiadomo, podobnie jak o pozostałych jurajskich strażnicach. Założenie składało się z części górnej i dolnej. Część górną stanowiła duża wieża (tzw. kamieniec), zaś dolna - majdan gospodarczy i umocniona była wałem i fosą.
Należy wspomnieć, że właściciel posesji obok ruin strażnicy nie znosi turystów i przepędza ich przy każdej okazji, mimo że teren nie jest ogrodzony i zakazu nie ma a tuż przy skale biegnie szlak turystyczny. Ostatnio, gdy byliśmy w Łutowcu z Goździkiem, sprzyjało nam szczęście i wdrapaliśmy się do ruin bezkarnie.
Na ścianie jednego z domów wymalowano tutejsze skałki wraz z nazwami i teraz stoimy przed ostańcami, zgadując ich imiona.
Odpoczywamy parę minut, podziwiamy jurajski krajobraz i cóż, trzeba zbierać się w dalszą drogę. Przez Niegówkę, Postaszowice do Gorzkowa (tutejsze góreczki dają mi popalić, oj, dają...) i zjazd do Złotego Potoku. Wreszcie zasłużona herbatka i ziemniaczki "U Rumcajsa".
Po przerwie jedziemy przez Siedlec, Zrębice i Przymiłowice do Olsztyna. A stąd przez Kusięta wracamy do Cze-wy.
Chwilami męcząca ale bardzo udana wycieczka. Mimo zimna i wietrzyska humory dopisywały i tyle było tematów do omówienia, że czas minął w mgnieniu oka.
W okolicy Zagórza
W okolicy Zagórza © Skowronek
Gdzieś w okolicy Zagórza
Gdzieś w okolicy Zagórza (autor: Bartek). Za nami jest ciekawa stodoła ale ledwo ją widać.
U stóp skałek w Łutowcu
U stóp skałek w Łutowcu © Skowronek
Ostańce w Łutowcu
Ostańce w Łutowcu © Skowronek
Ufoludki
Ufoludki (autor: Bartek)
Widok na ruiny Strażnicy Łutowiec
Widok na ruiny Strażnicy Łutowiec © Skowronek
Przed zjazdem do Gorzkowa
Przed zjazdem do Gorzkowa © Skowronek



Kategoria Jura, powyżej 100 km


  • DST 140.08km
  • Teren 3.00km
  • Czas 06:50
  • VAVG 20.50km/h
  • VMAX 53.60km/h
  • Podjazdy 769m
  • Sprzęt Rafałowa szosa
  • Aktywność Jazda na rowerze

Będzin

Sobota, 21 marca 2015 · dodano: 21.03.2015 | Komentarze 4

Szosowo do Będzina w spokojnym tempie. Trasa asfaltowa (drogi boczne, mało uczęszczane) z odrobiną terenu. Szosa radzi sobie na polnej drodze, byle ta była w miarę ubita. Jedynie po kamyczkach trudniej ale przejechałam.
Do Będzina było pod wiatr ale dziś tak bardzo nie przeszkadzał jak podczas wycieczki do Mirowa.
Z Cze-wy przez Korwinów, Jastrząb, Poraj, Koziegłowy do Koziegłówek, do sanktuarium św. Antoniego Padewskiego. Ostatnio trwała msza i nie udało się zwiedzić. Dziś mamy szczęście - wewnątrz sprzątają dwaj panowie i można wejść. Wystrój jest... hm... mieszany. Elementy barokowe przeniesione ze starego kościoła wymieszane z nowoczesnymi. Całość nieco pstrokata ale zgrana. Na uwagę zasługuje bardzo ciekawa (i ładna) ambona w kształcie łodzi oraz cudami słynący obraz Antoniego Padewskiego (XVI w.) w nawie bocznej.
Koziegłówki - wnętrze sanktuarium św. Antoniego z Padwy
Koziegłówki - wnętrze sanktuarium św. Antoniego z Padwy (w rzeczywistości jest dużo jaśniejsze) © Skowronek
Koziegłówki - piękna ambona
Koziegłówki - piękna ambona © Skowronek
Koziegłówki - fragment sklepienia
Koziegłówki - fragment sklepienia © Skowronek
Następnie przez Osiek i Pińczyce do Siewierza. Na rynku uwagę zwraca urocza rzeźba zdobiąca fontannę.
Panny Siewierskie
Panny Siewierskie © Skowronek
Z Siewierza jedziemy drogą, którą przecina linia bunkrów z czasów II wojny światowej, należących do linii B2 (jest to droga przez Trzebiesławice i Ujejsce). Są to tzw. kochbunkry , małe stanowiska ogniowe, doskonale widoczne na polach po obu stronach szosy. Niestety niektóre są zniszczone i poprzewracane. Mijamy także uczestników rajdu na orientację. Może by kiedyś spróbować wziąć w takim udział?
Tak oto dojeżdżamy do Dąbrowy Górniczej. Jedziemy między Pogorią III i IV, potem przez Park Zielona, jeszcze chwila i wyjeżdżamy na główną drogę wiodącą do Będzina. Ciężko się połapać, jak to też do tego zamku jechać należy, ale kierowcy bardzo tolerancyjni wobec zamotanych rowerzystów. Koniec końców jesteśmy na miejscu.
Na wzgórzu zamkowym niegdyś była osada kultury łużyckiej, potem drewniany gród otoczony fosą i wałem a w XIV wieku powstał murowany zamek.
Wnętrze warto zwiedzić, mnie podoba się kolekcja broni. Powyżej zamku zrekonstruowano także kilka chat i umocnienia pierwotnego grodu.
Przed zamkiem w Będzinie
Przed zamkiem w Będzinie © Skowronek
Stołp będzińskiego zamku
Stołp będzińskiego zamku © Skowronek
Będziński zamek
Będziński zamek © Skowronek
Łucznicy
Łucznicy © Skowronek
Zrekonstruowany framgent umocnień ziemnych
Zrekonstruowany fragment umocnień ziemnych © Skowronek
Do Cze-wy wracamy tą samą trasą, z drobnymi tylko modyfikacjami. Coraz wygodniej mi na szosie, nie ma jak własne siodełko. Wprawdzie pod koniec bolały ręce a w rowerze Rafała pękła szprycha a w szosie rozsypał się tylny hamulec ale i tak wyszedł udany, szosowy spacerek.
Pogoria
Pogoria © Skowronek
Zamek Biskupów Krakowskich w Siewierzu
Zamek Biskupów Krakowskich w Siewierzu © Skowronek





Kategoria powyżej 100 km, Jura


  • DST 115.63km
  • Teren 30.00km
  • Czas 06:02
  • VAVG 19.17km/h
  • VMAX 41.10km/h
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Dzień Niepodległości z CFR

Wtorek, 11 listopada 2014 · dodano: 11.11.2014 | Komentarze 7

Każdego roku Częstochowskie Forum rowerowe organizuje wycieczkę i ognisko z okazji Dnia Niepodległości. Dziś i my dołączyliśmy do ekipy.
Na miejsce zbiórki Yacek wyznaczył Młynek. Po przybyciu grupy ruszamy. Jednak po pierwszej próbce terenu poddaję się. Nie mam sił. Rafał solidarnie jedzie ze mną, także Tomek oraz Roland, który przybył na szosie. Tak więc jedziemy lekkimi szutrami i asfaltem. W Koszęcinie zaglądamy do pałacu i spotykamy resztę ekipy. Następnie wspólnie na miejsce ogniska, w pobliżu rezerwatu Jeleniak-Mikuliny. Specjaliści od ognisk szykują co trzeba, zaś my i Tomek jedziemy do rezerwatu. Najładniej jest tam wiosną lecz i dziś ma swój urok. Tymczasem przybywa kilka nowych osób (nie znam). Potem jak zwykle pieczenie kiełbasek i pogaduszki. Gdzieś tam, w lasach, są jeszcze Gaweł i MrDry ale w końcu nie dotarli na czas (plotka głosi, że zajęła ich gra zwana geocaching).
Gdy czas wracać następuje podział. Część ekipy jedzie prosto do domu, pozostałych zaś Yacek prowadzi w ostępy leśne. Zajrzeliśmy nad siarkowe źródło w pobliżu Bruśka, nad brzegi Małej Panwi a także zaliczyliśmy błotną masakrę jadąc (próbując jechać) przez zaorane pole. W Sobuczynie kolejny podział, do Cze-wy wracamy w towarzystwie Adriana, Artura, Jacka i Tomka. Potem pojechaliśmy jeszcze odprowadzić Tomka na Dworzec Główny i na myjkę. Na myjkę nigdy nie jeździmy ale tym razem nastąpił stan wyższej konieczności.
I tak minął ten wyjątkowo ciepły i pogodny dzień. Wszystko dobrze, tylko ten kompletny brak sił. Zero sił w nogach.
Zbiórka w Młynku
Zbiórka w Młynku © Skowronek
Ze Stanisławem Hadyną
Ze Stanisławem Hadyną © Skowronek
Na grobli oddzielającej stawy w rezerwacie
Na grobli oddzielającej stawy w rezerwacie © Skowronek
W Rezerwacie Jeleniak-Mikuliny
W Rezerwacie Jeleniak-Mikuliny © Skowronek
Przy ognisku
Przy ognisku © Skowronek
Przy ognisku II
Przy ognisku II © Skowronek
Leśne jeziorko
Leśne jeziorko © Skowronek
Odpoczynek
Odpoczynek © Skowronek
Źródełko siarkowe
Źródełko siarkowe © Skowronek
Mała Panew
Mała Panew © Skowronek
Ciekawa fontanna przy pałacu w Koszęcinie
Ciekawa fontanna przy pałacu w Koszęcinie © Skowronek




  • DST 122.54km
  • Teren 70.00km
  • Czas 07:05
  • VAVG 17.30km/h
  • VMAX 38.70km/h
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Rowerem po Wierzchołku Śląska

Niedziela, 2 listopada 2014 · dodano: 03.11.2014 | Komentarze 8

Na wycieczkę z cyklu: rowerem po Zielonym Wierzchołku Śląska wybrali się: dwie Edyty, Alek, Andrzej, Michał, dwóch Marcinów, Mirek, dwóch Rafałów, Tomek i ja. Trasa jest właściwie powtórzeniem wycieczki z Tomkiem z 30.03.2014, z pewnymi modyfikacjami (więcej terenu). Większość atrakcji, które dziś odwiedzimy opisywałam dokładnie już wcześniej, zatem dzisiejszy opis będzie krótki.
Prowadzimy my i Mirek.
Przez Starą Gorzelnię do Kalei a stąd do Grodziska. Z Grodziska niebieskim szlakiem rowerowym do Kłobucka, skąd wygodny dukt prowadzi nas do Mokrej. Palimy znicze przy pomniku poświęconym żołnierzom poległym w Bitwie Pod Mokrą.
W Grodzisku
W Grodzisku © Skowronek
Dukt między Kłobuckiem a Mokrą
Dukt między Kłobuckiem a Mokrą © Skowronek
Miejscowi też zapalają znicze przy pomniku w Mokrej
Miejscowi też zapalają znicze przy pomniku w Mokrej © Skowronek
Przed pomnikiem w Mokrej
Przed pomnikiem w Mokrej © Skowronek
Z Mokrej polami i lasami jedziemy do Rębielic Królewskich. Podziwiać tu można genialnej konstrukcji wiatrak, wapienniki oraz kamieniołom, w którym można znaleźć śliczne kryształy kalcytu oraz odsłoniętą ścianę dawnej jaskini.
Wiatrak w Rębielicach Królewskich
Wiatrak w Rębielicach Królewskich © Skowronek
Wapiennik na Rębielskiej Górze
Wapiennik na Rębielskiej Górze © Skowronek
Kamieniołom w Rębielicach Królewskich
Kamieniołom w Rębielicach Królewskich © Skowronek
Widok na kamieniołom w Rębielicach
Widok na kamieniołom w Rębielicach © Skowronek
Kolejny punkt to malownicze zakola Liswarty w Troninach. Docieramy tam lasem a gdy chcemy jechać dalej trafiamy na płot, przez który przełazimy, co poszło całkiem sprawnie.
Ścieżka między Rębielicacm a Troninami
Ścieżka między Rębielicami a Troninami © Skowronek
Zakole Liswart w Troninach
Zakole Liswarty w Troninach © Skowronek
Liswarta
Liswarta © Skowronek
Pokonywanie przeszkody
Pokonywanie przeszkody © Skowronek
Pokonywania przeszkody ciąg dalszy
Pokonywania przeszkody ciąg dalszy © Skowronek
Kolejny etap to fortalicjum w Dankowie i zabytki Krzepic.
Brama Krzepicka
Brama Krzepicka © Skowronek
U stóp murów fortalicjum w Dankowie
U stóp murów fortalicjum w Dankowie © Skowronek
Przy synagodze w Krzepicach
Przy synagodze w Krzepicach © Skowronek
Cmentarz żydowski w Krzepicach
Cmentarz żydowski w Krzepicach © Skowronek
Postój na rynku w Krzepicach
Postój na rynku w Krzepicach © Skowronek
Z Krzepic jak zwykle niebieskim szlakiem pieszym, przez rezerwat Modrzewiowa Góra, do miejscowości Konieczki (słynącej z produkcji hełmów, masek i kamizelek kuloodpornych).
Na niebieskim szlaku do rezerwatu Modrzewiowa Góra
Na niebieskim szlaku do rezerwatu Modrzewiowa Góra © Skowronek
W Konieczkach
W Konieczkach © Skowronek
A potem szlakiem czarnym rowerowym do Kłobucka i przez Kamyk i Białą powrót do Cze-wy. Na koniec małe zamieszanie. Oddzielamy się od reszty ekipy, jako, że spotkałam pod kościołem siostrę, chwilę pogadałyśmy, Rafał i Tomek poczekali, reszta zaś pojechała. Nie było sensu ich gonić, zatem pojechaliśmy odprowadzić Tomka na dworzec najkrótszą drogą. I tyle. Dziękuję za przybycie, może jeszcze kiedyś znów będzie Zielony Wierzchołek Śląska.




  • DST 101.53km
  • VMAX 39.00km/h
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Dzień 4. Zbieramy odznaki

Sobota, 13 września 2014 · dodano: 13.09.2014 | Komentarze 3

Wreszcie mam chwilę na wpis. Z Goździkiem umówiliśmy się na parkingu pod zamkiem w Łęczycy. To znaczy on czeka pod zamkiem i dzielnie "trzyma" dla nas miejsce, tymczasem myśmy się troszkę zamotali i w końcu zostawiamy auto pod cmentarzem. Koniec końców drużyna wreszcie w komplecie, można jechać. 
Prowadzi Mariusz. Na początek jedziemy wzdłuż rzeki Ner, podążamy do Grabowa, gdyż kustosz muzeum w Chełmnie polecił nam tamtejszą, XIX-wieczną, synagogę. Że piękna, że doskonale zachowana i warto.  Ileśmy się namęczyli, żeby ją odnaleźć. Grabów zjeździli dookoła i nic. Nawet mieszkańcy nie bardzo wiedzą, że synagogę mają. Wreszcie rezygnujemy i jedziemy do Besiekier. Później, w domu, sprawdziłam w sieci, jak to też ta synagoga wygląda. Otóż, mijaliśmy ją ale znajduje się na terenie zakładu, meble chyba. No nic, teraz zamek. Ten wyeksponowany jest tak, że przegapić trudno.
Mariusz opowiada, że kilka lat temu był zarośnięty a obecnie elegancko zabezpieczony, fosa odtworzona, porządek, ławeczki, ścieżki, plaża. Wstęp gratis. O dziwo wewnątrz śmieci nie ma ani malunków na ścianach. I oto jest kolejny zamek do odznaki. A także kolejna porcja wiedzy historycznej.
W skrócie: zbudowany w XV wieku, należał do rodu Sokołowskich. Potem był w rękach Batorych i Szczawińskich. Początkowo zamek obronny, w XVIII wieku przebudowany nieco, powstała wieża bramna, dodatkowe budynki, krużganki. Zniszczony podczas "potopu". W XIX wieku popadł w ruinę, stanowiąc źródło budulca dla miejscowych.
Ciekawa nazwa: Besiekiery.
W niedalekim Lutomiersku odkryto grób wojowników skandynawskich. Znacie słowo Berserker? Wśród Wikingów nazywani tak byli wojownicy walczący bez zbroi, w skórach zwierząt, wpadający w szał bitewny. Jakie substancje powodowały ów szał? Tego niestety nie znalazłam. Podczas walki zachowywali się jak wilki czy niedźwiedzie i faktycznie mogli budzić strach. Podobno byli skuteczni. Berserker, Besiekiery.
Pierwsi władcy ziem polskich mieli gwardię złożoną z wojowników skandynawskich, Wikingowie chętnie też osiedlali się na tych ziemiach. Są także teorie, że pierwsi Piastowie sami byli ze Skandynawii ale to już inna opowieść. No dobrze, koniec przynudzania, oto kilka zdjęć zamku:
Ruiny zamku Besiekiery
Ruiny zamku Besiekiery © Skowronek
Besiekiery - resztki wieży bramnej
Besiekiery - resztki wieży bramnej © Skowronek
I jeszcze jedno ujęcie
I jeszcze jedno ujęcie © Skowronek
Besiekiery - fragmenty budynków
Besiekiery - fragmenty budynków © Skowronek
Widok na ruiny zamku w Besiekierach
Widok na ruiny zamku w Besiekierach © Skowronek
Z Besiekier podążamy do miejscowości Byszew. Tamtejszy XIX-wieczny pałac "potrzebny jest" do goździkowej Odznaki Krajoznawczej Ziemi Kutnowskiej. Początkowo są drobne wątpliwości, który budynek jest pałacem właściwym. Jednakowoż trójka młodzieńców (wyglądają na lubiących procenty) owe wątpliwości rozwiewa, pałając Świętym Oburzeniem, jak można ICH pałac pomylić z tą ruiną naprzeciwko. Grunt, że wiedzą i że nawet jego historię znają. Nawiasem mówiąc sam pałac też najlepiej nie wygląda ale przynajmniej jest zamieszkany.
Wybór dalszej drogi
Wybór dalszej drogi © Skowronek
Panowie na trasie
Panowie na trasie © Skowronek
Dwór w Byszewach
Dwór w Byszewach © Skowronek
Teraz podążamy do Kutna. Chcemy odwiedzić Muzeum Bitwy Nad Bzurą. Mieści się ono w budynku XIX-wiecznego mauzoleum, na terenie zespołu pałacowo-parkowego. Była to kaplica grobowa ówczesnych właścicieli Kutna - Mniewskich. Lokatorów "wyrzuciły" stąd władze komunistyczne, lecz obecnie ich prochy znów przeniesiono w należne miejsce, w podziemia mauzoleum.
Ekspozycja ukazuje przebieg walk, jakie toczyły nad Bzurą oddziały polskie dowodzone przez generała Tadeusza Kutrzebę. Zebrane pamiątki, zdjęcia, elementy uzbrojenia, umundurowania dokumentują największą bitwę Kampanii Wrześniowej 1939 r. Warto tu przybyć.
W Kutnie pojechaliśmy jeszcze do ratusza (XIX wiek), który mieści Muzeum Regionalne, niestety w niedzielę zamknięte. Jest także ładny rynek.
Ratusz w Kutnie (autor: Gozdzik)
Ratusz w Kutnie (autor: Goździk)
Przed ratuszem (autor: Gozdzik)
Przed ratuszem (autor: Goździk)
Muzeum Bitwy Nad Bzurą
Muzeum Bitwy Nad Bzurą © Skowronek
Fragment ekspozycji
Fragment ekspozycji © Skowronek
Fragment ekspozycji II
Fragment ekspozycji II © Skowronek
Mauzoleum (mieszczące Muzeum Bitwy Nad Bzurą)
Mauzoleum (mieszczące Muzeum Bitwy Nad Bzurą) © Skowronek
Z Kutna podążamy czarnym szlakiem rowerowym, oglądając po drodze malowniczą dolinę Bzury.
Bzura (autor: Gozdzik)
Bzura (autor: Goździk)
Podążamy do miejscowości Tum, by zobaczyć XII-wieczną kolegiatę. Wspaniała, choć była wielokrotnie niszczona i odbudowywana jakoś przetrwała w kształcie romańskim. Choć kolejne odbudowy przydały nieco cech gotyckich i barokowych. Prace nad przywróceniem jej dawnej świetności wciąż trwają. A pod tym linkiem możecie poczytać o niespokojnych losach kolegiaty. Dziś Tum jawi się jako mała miejscowość, jednak w średniowieczu był to spory ośrodek, było opactwo benedyktynów a tuż obok, do XIII wieku funkcjonował gród. Dziś grodzisko zwane jest Szwedzką Górą i powiewa nad nim flaga biało-czerwona, nie jedziemy tam bo Goździk mówi, że zarośnięte i mnóstwo śmieci. Biało-czerwona flaga a pod nią śmietnik.
Ogromne mury kolegiaty naprawdę robią wrażenie. Patrząc na nie nie można oprzeć się wrażeniu, że niegdyś ludzie potrafili stworzyć piękne budowle. Obecnie jakoś nie bardzo potrafią, spójrzcie na te wszystkie nowoczesne kościoły, na palcach jednej ręki można policzyć te, które można określić jako piękne. Większość to architektoniczne dziwadła. Do środka wejść niestety nie można, zamknięte. W wakacje można zwiedzać cały czas, przy wejściu siedzi opiekun, pieczątkę też można dostać.  Obecnie wejść do środka można jedynie podczas mszy.
Tum - kolegiata
Tum - kolegiata © Skowronek
Wnętrze kolegiaty (fota przez kraty)
Wnętrze kolegiaty (fota przez kraty) © Skowronek
I jeszcze jedno ujęcie
I jeszcze jedno ujęcie © Skowronek
Tum - czyż nie jest wspaniała?
Tum - czyż nie jest wspaniała? © Skowronek
Opodal kolegiaty niedawno powstał skansen. Zaglądamy tam ale koszt zwiedzania jest nieco wysoki. Za trzy chałupki i jeden wiatrak liczą sobie 9 zł. Za to na ścianie jednej z chałup wisi plan rekonstrukcji grodziska. Mariusz poleciał się o niego pytać i wyobraźcie sobie, że tak już wkrótce wyglądać będzie Szwedzka Góra. Jeśli tak zrekonstruują to grodzisko to będzie super. Już sobie ostrzymy na nie zęby.
Tum -
Tum - "nowy" skansen © Skowronek
Tum - a tak będzie wyglądać zrekonstruowane grodzisko
Tum - a tak będzie wyglądać zrekonstruowane grodzisko © Skowronek
Wycieczka ma się już ku końcowi. Wracamy do Łęczycy. Do zamknięcia zamku jest jeszcze pół godziny ale pracownik sugeruje, że mamy spadać. Biorę tylko pieczątkę. Zamek zwiedzę gdy tu wrócimy, jak tylko grodzisko zrekonstruują.
Przed zamkiem w Łęczycy
Przed zamkiem w Łęczycy © Skowronek
Zamek w Łęczycyc
Zamek w Łęczycy © Skowronek
Pożegnania nadszedł czas, wracamy na parking, gawędzimy jeszcze chwilę, potem Mariusz pakuje rower do auta i wraca do Głowna. Jeśli pogoda pozwoli to wkrótce go tam odwiedzimy:)
My zaś jedziemy obejrzeć figury królów u stóp zamku a potem na rynek. XVIII-wieczny ratusz jest odnowiony, miasto chwali się, że przywróciło mu oryginalny XVIII-wieczny wygląd, tylko czy w XVIII wieku mieli wejście zabudowane takimi szybami? Cały efekt psują...
Łęczyca - figury poniżej zamku
Łęczyca - figury poniżej zamku © Skowronek
Łęczyca - ratusz
Łęczyca - ratusz © Skowronek
Jeszcze spakować rowery i wracamy do Uniejowa. Wycieczka była rewelacyjna, zobaczyliśmy mnóstwo ciekawych miejsc. Tylko wiatr dokuczał ale przez większość dnia to Mariusz wziął na siebie ciężar walki z nim. Goździku - dziękujemy za super towarzystwo:)))




  • DST 138.70km
  • VMAX 45.10km/h
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dzień 3. Odwiedzamy zamki

Piątek, 12 września 2014 · dodano: 12.09.2014 | Komentarze 7

Tak w skrócie: na pierwszy ogień poszedł zamek w Wyszynie. A właściwie jego pozostałości w postaci jednej baszty i resztek murów. Stoi nad stawem na prywatnej posesji (właściciele mieszkają we dworku obok) ale bramy są otwarte (od dawna, bo zdążyły drzewka wyrosnąć), nie ma tabliczek zakazujących wstępu, zatem można podejść do baszty. Jest w kiepskim stanie ale fajnie mieć taką na podwórku. Tylko trzeba by ją nieco zabezpieczyć.
Zamek zbudowany został w XVI wieku, najpierw należał do rodziny Grodzieckich, potem do rodu Gurowskich. Kres świetności przyniosły zamkowi lata konfederacji barskiej. Od tego czasu popadał w ruinę a zamkowe mury stanowiły źródło budulca dla miejscowych.
A jadąc do Wyszyny, po drodze mijaliśmy taśmociąg prowadzący urobek z odkrywki w Turku. Hałas straszliwy! Ludzie, mieszkający w pobliżu mają przechlapane. Pamiętajcie: nie budować się w pobliżu taśmociągów.
Hałaśliwy taśmociąg
Hałaśliwy taśmociąg © Skowronek
Wyszyna - jedyna ocalała baszta
Wyszyna - jedyna ocalała baszta © Skowronek
Ruiny zamku w Wyszynie
Ruiny zamku w Wyszynie © Skowronek
Przed basztą. Fajnie mieć taką na podwórku
Przed basztą. Fajnie mieć taką na podwórku © Skowronek
Następny punkt to zespół pałacowo-parkowy w Kościelcu. Miejsce to polecił nam kustosz muzeum w Chełmnie.
Eklektyczny pałac w Kościelcu został wzniesiony na skarpie doliny rzeki Kiełbaski przez rosyjskiego generała jazdy hrabiego Kreutza, któremu (w 1836 roku) car nadał majątek kościelecki. A dostał go za zasługi wojenne - generał wsławił się w walkach przeciwko Polakom w czasie Powstania Listopadowego. On to właśnie dowodził oddziałem, który zdobył redutę Ordona. Po odzyskaniu niepodległości majątek został przejęty przez rząd polski.
Tuż za pałacem znajduje się park krajobrazowy (19,4 ha) z romantycznymi ruinami, meczetem, minaretem i sztuczną grotą wyłożoną tufem wulkanicznym sprowadzonym z Sycylii. Można tam swobodnie jeździć czy spacerować. Jest naprawdę wart odwiedzenia.
Brama wjazdowa
Brama wjazdowa © Skowronek
Pałac w Kościelcu
Pałac w Kościelcu © Skowronek
Pałacowa fontanna
Pałacowa fontanna © Skowronek
Pałacowy staw
Pałacowy staw © Skowronek
Rezyduje tu mnóstwo kaczek
Rezyduje tu mnóstwo kaczek © Skowronek

"Ruiny" zamku © Skowronek
Widok na zamek i grotę
Widok na zamek i grotę © Skowronek
Minaret i meczet
Minaret i meczet © Skowronek
W Kościelu warto też zobaczyć kościół. Datowany na XII wiek. Dziwny to twór. Piękna, romańska rotunda kontrastuje z czymś dziwacznym nie-wiadomo-czym dobudowanym w ostatnich latach. Sami oceńcie ale nie wiem kto i jakim prawem zatwierdził ten projekt. Jak to jest, że w jednym miejscu konserwator zabytków żąda, by każdy szczegół zgodny był z oryginałem a w drugim zezwala na takie coś? Zasłania połowę budowli. Żeby to chociaż z kamienia zrobili to może by się obroniło.
Kościelec - romańska rotunda
Kościelec - romańska rotunda © Skowronek
Kościelec - dziwaczna przybudówka
Kościelec - dziwaczna przybudówka © Skowronek
Teraz zamek w Kole. Położony jest poza miastem i żeby doń trafić trzeba jechać ulicą... No jaką? Właśnie, Zamkową. Zamkową do końca, wzdłuż wałów przeciwpowodziowych i jesteśmy.
Dawno, dawno temu wzniesiono tu drewniany gród a potem murowaną basztę. W XIV wieku powstał zamek, którego resztki możemy dziś oglądać. Miasto powstało później, w oddaleniu od warowni. Zniszczony podczas potopu, stopniowo popadał  ruinę, który to proces przyspieszyła rozbiórka oraz niszczące działanie Warty. Rzeka wydaje się być nisko ale podczas powodzi sięga murów, podmywa je i zabiera. Zdjęcia przedstawiające zamek podczas jednej z powodzi ( w 2010 r.) przysłał nam Gozdzik, zamek wydaje się wtedy otoczony jeziorem. U nas, niedaleko od źródła, Warta zdaje się mała i niepozorna, w Kole jest już potężną rzeką.
Przed zamkiem w Kole
Przed zamkiem w Kole © Skowronek
Zamkowe mury
Zamkowe mury © Skowronek
Ruiny zamku w Kole
Ruiny zamku w Kole © Skowronek
Warta u stóp zamku
Warta u stóp zamku © Skowronek
I ostatni zamek dzisiejszego dnia: Borysławice Zamkowe. Była to prywatna forteca biskupa krakowskiego, Wojciecha Jastrzębca. Wzniesiona w XV wieku. Ciekawostka ze strony www.zamkipolskie.com:
"Ogrom­ne do­cho­dy Ja­strzęb­ca pły­ną­ce z upo­sa­że­nia ar­cy­bi­skup­stwa po­zwo­li­ły mu pod­czas 40-let­niej ka­rie­ry za­wo­do­wej na stwo­rze­nie roz­le­głe­go, jak na oma­wia­ne cza­sy, im­pe­rium finan­so­we­go sza­co­wa­ne­go w sa­mych tyl­ko kosz­tow­no­ściach na po­nad 40,000 grzy­wien, to jest rów­no­war­tość 8 ton sre­bra. Część tego ma­jąt­ku w po­sta­ci pie­nię­dzy, zło­tych ozdób, ka­mie­ni szla­chet­nych, na­czyń li­tur­gicz­nych i kosz­tow­nej zbroi ukrył nasz skrom­ny bi­skup w Bo­ry­sła­wi­cach, skąd wkrót­ce skra­dzio­ne mu one zo­sta­ły przez jego stry­jecz­ne­go wnu­ka Dzier­sła­wa z Ry­twian."
Zniszczony podczas potopu nie powrócił już do dawnej świetności.
Ruiny znajdują się na terenie prywatnym, wstęp wzbroniony. Ale są bardzo malownicze, warto tu przyjechać. Jakoś nie pomyśleliśmy, żeby poprosić gospodarza o pozwolenie, dopiero od Goździka dowiedzieliśmy się, że niekiedy pozwala tam wejść.
Borysławice Zamkowe
Borysławice Zamkowe © Skowronek
I koniec zwiedzania. Do tej pory męczyliśmy się głównie pod wiatr, teraz, z wiatrem prędko wracamy do Uniejowa.




  • DST 107.02km
  • Teren 16.00km
  • VMAX 44.30km/h
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dzień 4. Grodziska

Sobota, 6 września 2014 · dodano: 10.09.2014 | Komentarze 0

Dzień rozpoczynamy od wizyty w Muzeum Przyrodniczym, które znajduje się w XVI-wiecznym spichlerzu nad brzegiem Wisły. Wystawa bardzo ciekawa, można zapoznać się z tutejszymi gatunkami zwierząt i roślin, poznać strukturę ekosystemów, obejrzeć skamieniałości. I Wiecie co? Wstyd, że człek prawie w ogóle nie zna rodzimych gatunków. Nie potrafi ich nazwać, nie zna zwyczajów ani obszaru występowania.
Muzeum Przyrodnicze I
Muzeum Przyrodnicze I © Skowronek
Muzeum Przyrodnicze II
Muzeum Przyrodnicze II © Skowronek
Wydra
Wydra © Skowronek
Gatunki rozmaite
Gatunki rozmaite © Skowronek
Skamieniałości
Skamieniałości © Skowronek
Po obejrzeniu wystawy jedziemy na wycieczkę. Lecz najpierw akcja ratowania zaskrońca. Ciężko było go ewakuować z jezdni, zwłaszcza, że auta jeżdżą, ale wreszcie się udało.
Zaskroniec
Uratowany zaskroniec © Skowronek
Teraz można spokojnie udać się na zwiedzanie. Częściowo szlakami rowerowymi, częściowo bez szlaku dojeżdżamy do miejscowości Karczmiska. Oglądamy tu odrestaurowany dwór z XIX wieku oraz otaczający go park. Dwór mieści obecnie bibliotekę i dom kultury.
Kolejny dzień mocno wieje i ciężko jechać. Bardzo ciężko.
Dwór w Karczmiskach
Dwór w Karczmiskach © Skowronek
Następny etap to grodzisko Chodlik. Grodzisk w dolinie rzeki Chodelki jest kilka, reklamowane są bardzo. Niestety, wały Chodlika ledwo widać. Sporo czasu zajęło dotarcie tutaj ale nie było warto. Natomiast sama rzeka Chodelka jest ładna a woda czysta, pełno ryb.
Grodzisko Chodlik
Grodzisko Chodlik © Skowronek
Następnie jedziemy do Opola Lubelskiego. Jedziemy to za wiele powiedziane. Toczymy się z trudem. Tutejsze szlaki rowerowe prowadzą głównie piachami. A lessowe piachy są wredne wyjątkowo. Wystarczy cienka warstwa by rower zatańczył. Rowerzyście wydaje się, że można spokojnie jechać a tu niespodzianka. Nasze, jurajskie piachy są ciut lepsze do jazdy, jeśli można się tak wyrazić. Tutaj nawet Rafał miewa problemy z przejazdem.
I tak dotoczyliśmy się do Opola Lubelskiego. Oglądamy pałac Lubomirskich, korzystamy ze strefy fitness w miejskim parku i odwiedzamy dawny klasztor pijarów z XVII wieku.
Pałac w Opolu Lubelskim
Pałac w Opolu Lubelskim © Skowronek
Strefa fitness w pałacowym parku
Strefa fitness w pałacowym parku © Skowronek
Dawny klasztor pijarów
Dawny klasztor pijarów © Skowronek
Odtąd postanawiamy jechać wyłącznie asfaltem bo w takim tempie nic nie zobaczymy.
Kolejne ciekawe miejsce to źródełko w miejscowości Wrzelowiec. Bije tuż poniżej kościoła a jego otoczenie jest bardzo ładne. Źródło Potoku Wrzelowieckiego cechuje bardzo wysoka wydajność oraz właściwości uzdrawiające.
Jadąc dalej widzieliśmy, że woda z tego źródła zasila stawy hodowlane.
Wrzelowiec - źródełko
Wrzelowiec - źródełko © Skowronek
Przy źródle
Przy źródle © Skowronek
W sąsiedniej miejscowości – Kluczkowice Osiedle - obejrzeć można XIX-wieczny pałac Kleniewskich. Mieści szkołę oraz Muzeum Regionalne. Niestety jest zamknięte a szkoda bo obejrzeć tu można znaleziska pochodzące z tutejszych grodzisk.
Wokół pałacu rozsiadł się piękny ogród a poniżej malowniczy Młyński Staw.
Kluczkowice Osiedle - pałac Kleniewskich
Kluczkowice Osiedle - pałac Kleniewskich © Skowronek
Niedaleko stąd do miejscowości Piotrawin. Najbardziej interesuje nas kamieniołom i punkt widokowy. Drogowskazów doń nie uświadczysz, toteż namęczylim się tęgo zanim tam dotarlim.
Ale oba warte są wysiłku. Pięknie widać stąd Wisłę, Ożarów oraz Łysogóry.
Kamieniołom, natomiast, obfituje w skamieniałości, podobno pełno tu amonitów i belemnitów . Miałam zaledwie kilka minut a znalazłam sporo okazów. Jedną skamieniałą muszlę wzięłam do kolekcji. A gdyby tak mieć kilka godzin? Ależ byłyby łowy...
Piotrawin - widok na Wisłę ze skarpy nad kamieniołomem
Piotrawin - widok na Wisłę ze skarpy nad kamieniołomem © Skowronek
Piotrawin - kamieniołom
Piotrawin - kamieniołom © Skowronek
W Piotrawinie zobaczyć można również kościół i kaplicę grobową, które zachowały gotycki charakter. Niestety akurat trwa msza ślubna i zwiedzać spokojnie nie sposób. Zwłaszcza, że sporo gości stoi na zewnątrz a rowerzyści stanowią sensację. W ogóle ludzie tutaj często zachowują się jakby internetu w domu nie mieli. Jesteśmy traktowani jak obiekty muzealne albo zwierzątka z zoo. Idiotyczne reakcje miejscowych z każdym dniem zaczynają mnie coraz bardziej irytować.
Niedaleko stąd do drugiego grodziska – Żmijowiska. Reklamowanie jako "żywe muzeum tematyczne, harmonijnie wkomponowane w urokliwy krajobraz Kotliny Chodelskiej".
Przybywamy tu późnym popołudniem, co zapewnia odpowiednią oprawę dla zwiedzania tego miejsca. A jest co oglądać: zrekonstruowane chaty, wały, mosty, rośliny uprawiane przez dawnych mieszkańców, wreszcie figury samych mieszkańców tworzą naprawdę niepowtarzalną atmosferę. A w promieniach zachodzącego słońca zdają się ożywać.
Gród pochodzi z VIII wieku. Często odbywają się tu imprezy archeologiczne, najbliższa za tydzień. Szkoda, że nie dziś... Choć w ciszy można spróbować wyobrazić sobie jak wyglądał słowiański gród obronny. Nizinny bo u nas budowane były na skałach a tutaj ochronę zapewniały rozlewiska i bagniska.
Widok na część grodziska
Widok na część grodziska © Skowronek
Grodzisko Żmijowiska
Grodzisko Żmijowiska © Skowronek
Wnętrze jednej z chat
Wnętrze jednej z chat © Skowronek
Fragment umocnień
Fragment umocnień © Skowronek
Wojownicy
Wojownicy © Skowronek
Ze strażnikiem
Ze strażnikiem © Skowronek
Brama grodu
Brama grodu © Skowronek
Z grodziska bocznymi drogami mkniemy do Kazimierza. Chcieliśmy jeszcze znaleźć górną drogę do Kwaskowego Dołu i zjechać nim w ciemności ale się nie udało. Nocny przejazd wąwozem trzeba będzie odłożyć na jutro.
Atrakcje Wrzelowieckiego Parku Krajobrazowego reklamowane są bardzo ale niestety w terenie brakuje tablic i oznaczeń. Do wielu miejsc trudno trafić. Dodatkowo, przed wizytą tutaj zalecam zabrać spray na komary.




  • DST 122.80km
  • VMAX 47.10km/h
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dzień 3. Wichry niespokojne

Piątek, 5 września 2014 · dodano: 10.09.2014 | Komentarze 3

Na dzień dzisiejszy uradzono do Lublina się udać. Po drodze kilka ciekawych miejsc odwiedzić. By w owe miejsca dotrzeć podążać będziemy rzadko uczęszczanymi drogami, takimi "wioskowymi".
Jak uradzili, tak pojechali.
I od początku męczarnia. Jedziem pod wiatr. A wieje mocno. Z trudem podążamy w stronę Lublina.
Jako pierwszą odwiedzamy Wąwolnicę a w niej sanktuarium z cudowną figurą Matki Bożej Kębelskiej z 1440 roku.
Wnętrze sanktuarium w Wąwolnicy
Wnętrze sanktuarium w Wąwolnicy © Skowronek
Sanktuarium w Wąwolnicy
Sanktuarium w Wąwolnicy © Skowronek
Drugim odwiedzonym miejscem jest Nałęczów, którego prozdrowotny mikroklimat doceniono już w XVIII wieku.
Oglądamy Dom Zdrojowy, Park Zdrojowy (założony w XVIII wieku) oraz Pałac Małachowskich (XVIII w.), mieszczący Muzeum Bolesława Prusa. Zajrzałam też do informacji turystycznej, lecz pani nie jest zainteresowana turystami.
Przed pałacem znajduje się ławeczka, na której siedzi sobie pan Bolesław Prus. Przysiedliśmy sobie obok niego na chwilę, wzbudzając entuzjazm wśród dostojnych kuracjuszek.
Nałęczów - Stare Łazienki
Nałęczów - Stare Łazienki © Skowronek
Nałęczów - Książę Józef
Nałęczów - Książę Józef © Skowronek
Z Bolesławem Prusem
Z Bolesławem Prusem © Skowronek
Z Nałęczowa wleczemy się do Wojciechowa. Naszym celem jest Wieża Ariańska (XV w.), gotycko-renesansowa wieża obronno-mieszkalna, stanowiąca niegdyś część większego założenia. Zwana Ariańską, jako, że w XVI wieku mieściła zbór ariański. Obecnie mieści informację turystyczną i dwa muzea: regionalne oraz kowalstwa. Ekipa informacji turystycznej pełna jest energii, sporo można się od nich dowiedzieć. Jeden z nich oprowadził mnie po muzeach i nie nawet poległ na żadnym pytaniu. Można też zobaczyć makietę, przedstawiającą pierwotne założenie obronne.
Wstęp niedrogi a konkursowe dzieła kowali warte obejrzenia.
Wieża Ariańska w Wojciechowie
Wieża Ariańska w Wojciechowie © Skowronek
Wieża w Wojciechowie
Wieża w Wojciechowie © Skowronek
Opodal wieży są ławeczki, można coś zjeść. Pogoniłam też śmiecące dzieciaki. A pod sklepem pogawędka z jednym staruszkiem. Chciałam wyciągnąć nieco wojennych opowieści. I nawet się udało, dowiedzieliśmy się gdzie był posterunek niemiecki, jak to się tam okupant potężnie okopał ze strachu przed partyzantami, ale tamci i tak ich dopadli i wybili, a pewien sprytny podwójny agent zrzucił winę na Sowietów, żeby uchronić mieszkańców przed represjami. No i jak dziadek wspomniał Niemców i Ruskich to się zdenerwował i tyle było opowieści. Powiedział, że powinniśmy się i od jednych bandytów i od drugich trzymać z daleka a nie im pokłony bić. I tu ma chyba sporo racji...
No dobrze, toczymy się dalej. A rzec należy, że taka ciężka jazda pod wiatr, po sporych pagórach, po zdemolowanym asfalcie, wywołać może co najwyżej migrenę. Lub histerię. Ewentualnie jedno i drugie. Amortyzator nie radzi sobie z nadmiarem drogowych dziur i łat i po pewnym czasie ręce bolą jak nie wiem co. Nogi też bolą od walki z wiatrem i na przedmieściach Lublina, jadąc pośród samochodów mam już serdecznie dość. Zresztą oboje mamy dość ale nie wypada na koniec się poddawać. Zjeżdżamy na chodnik, lecz ogrom pieszych powoduje, że po chwili spylamy z powrotem do aut. "Miasto wojewódzkie a ścieżki rowerowej oczywiście nie uświadczysz. Phi! Takie to właśnie miasto wojewódzkie" – myślę sobie. I tak dowlekliśmy się do szacownej starówki. Akurat trwa Festiwal Smaku i można spróbować potraw rozmaitych. Są też kramy z chlebusiem, wędlinami i innymi takimi. My jednak podążamy na zamek.
Lublin - Stare Miasto
Lublin - Stare Miasto © Skowronek
Jego początki sięgają XII wieku. Początkowo gród był drewniano – ziemny, potem by poprawić obronność w jego sercu wzniesiono potężną wieżę (25m wysoka, grubość murów 4 m). W XIV wieku zaczęto zmieniać obwarowania drewniane na murowane. Zamek oparł się Tatarom w 1341 roku. Zatem, sądzić można, iż istotnie był mocny.
Kolejne wieki to kolejne rozbudowy oraz kolejne wojny i zniszczenia. Podczas wojny hitlerowcy urządzili tu więzienie, po wojnie wciąż był więzieniem, tyle, że UB. W baszcie można o tym poczytać, aż się słabo robi.
W Kaplicy Trójcy Świętej obejrzeć można bezcenne malowidła bizantyńsko-ruskie. Aż dziwne, że przetrwały.
Obecnie mieści muzeum. Można je zwiedzać po cenach wygórowanych. Późno już i pani w kasie sugeruje, że nie zdążę zwiedzić muzeum. W końcu wykupiłam tylko donżon i taras widokowy.
Przed zamkiem w Lublinie
Przed zamkiem w Lublinie © Skowronek
Baszta Gotycka
Baszta Gotycka © Skowronek
Zamkowa studnia
Zamkowa studnia © Skowronek

Widok na Lublin z zamkowej baszty
Widok na Lublin z zamkowej baszty © Skowronek
Lublin - widok na Stare Miasto
Lublin - widok na Stare Miasto © Skowronek
Z tarasu widać ładnie kawał miasta a rowerzysta myśli: "I jak tu się teraz stąd wydostać?"
Rzecz okazała się łatwiejsza niż można było sądzić patrząc z góry. Bo Lublin ma coś w zanadrzu dla marudnych rowerzystek. Drogę rowerową. I to jaką! Prowadzi z centrum, przez pół miasta i to bez jednego skrzyżowania z ulicami – przechodzi pod nimi. Wije się wzdłuż rzeki Bystrzycy, elegancko prowadząc do Zalewu Zemborzyckiego. A gdy napotyka drogę po prostu przechodzi pod nią. Ścieżką podążają tłumy rowerzystów lecz wszyscy jeżdżą doskonale, każdy po swoim pasie, nikt drogi nie zajeżdża. Wzdłuż ścieżki prowadzi część dla pieszych. I tych jest sporo lecz korzystają ze swojego pasa, żaden nawet stopy na części rowerowej nie postawi. Aż trudno w to uwierzyć, taka kultura?
Wyobraźcie sobie, że nawet szosowcy licznie tu występują. A oni przecież zwykle z takowej infrastruktury nie korzystają.
I nawet szkła tu nie ma, nawet śmieci brak. Dziwne.
Zalew Zemborzycki miejscem jest spokojnym, malowniczym, dla wygody odwiedzających zaopatrzonym w liczne ławeczki oraz WC.
Zalew Zemborzycki
Zalew Zemborzycki © Skowronek
Opuszczamy ścieżkę rowerową (która biegnie dalej wzdłuż brzegów zalewu) i zjeżdżamy na drogi asfaltowe. Wreszcie podążamy z wiatrem.
Asfalty wciąż tragiczne lecz mając szczęśliwie wiatr w plecy jedzie się znacznie lżej.
W Bełżycach poszukujemy zamku. Ciężko to idzie. Wreszcie zagadujemy miejscowe damy. Obeznane z historią mówią nam, że zamku już nie ma a na jego miejscu prywatny inwestor wznosi rekonstrukcję dworu. Kierują nas do Zdroju Władysława Jagiełły, źródła, przy którym ponoć odpoczywał w 1417 roku oraz wspominają o dawnej wieży mieszkalnej, którą trudno obecnie odróżnić od zwykłych budynków ale piwnice zachowały dawny charakter. To właśnie budynek mleczarni jest tym poszukiwanym zamkiem. A raczej stoi na poszukiwanym zamku.
Bełżyce - dwór w odbudowie
Bełżyce - dwór w odbudowie (fota przez bramę)© Skowronek
Zdrój Władysława Jagiełły
Zdrój Władysława Jagiełły © Skowronek
Musimy się spieszyć, późno już. Z powodu wolnej jazdy na początku straciliśmy mnóstwo czasu. Przez Szczuczki, Niezabitów, Zaborze wracamy do Kazimierza Dolnego.