Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Skowronek z miasteczka Jura K-Cz. Mam przejechane 114424.38 kilometrów w tym 31109.04 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 19.54 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 582241 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Skowronek.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 59.40km
  • Czas 02:29
  • VAVG 23.92km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Podjazdy 357m
  • Sprzęt Bastet
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Źródło Stoki

Piątek, 30 marca 2018 · dodano: 31.03.2018 | Komentarze 2

Popołudniowy, szosowy wypad z Cioranem i Parkerem. Pojechalim do Mstowa (przez Kusięta, Brzyszów i Gąszczyk) a na miejscu skręt w stronę Krasic. Nad rzeką Parker zwraca nam uwagę na źródło. W zeszłym roku zakątek ten uporządkowano i zabezpieczono w ramach projektu „Ochrona wartości przyrodniczych źródła Stoki”.  Obok są też ławeczki. Woda z tego źródła jest podobno wysoko oceniana przez fachowców, można pić. Źródło ma też drugą nazwę; "Spod Góry Wał".
Z ciekawostek: prawdopodobnie na Górze Wał istniało w średniowieczu grodzisko. Na wierzchołku znajduje się osadzony w wapiennej skale metalowy krzyż. W jego podstawę wmurowano pocisk z okresu I wojny światowej. Także i to miejsce odnowiono w zeszłym roku. Tam nas jeszcze nie było - oto temat na kolejną wycieczkę.
Do Cze-wy wracamy przez Małusy. A w Kusiętach zaczęło padać i pokropiło nas nieco.
Zdjęcia autorstwa Parkera.

Widok na źródło Stoki:


Warta:





Kategoria Jura, 50 - 100 km


  • DST 98.60km
  • Czas 04:33
  • VAVG 21.67km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Podjazdy 697m
  • Sprzęt Bastet
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Szosing do Mirowa

Niedziela, 25 marca 2018 · dodano: 26.03.2018 | Komentarze 2

Miał być babski szosing w 3-osobowym składzie, lecz ochrona się przyda, prawda? Zatem pojechało osób 11. Rankiem chłód jeszcze kąsa, potem słoneczko przygrzewa i panuje całkiem miła aura. Wyjazd miał być spacerowy lecz (jak zwykle) nie był, rozbrykali się uczestnicy, możliwe iż to wpływ owego słoneczka. Były też pogaduchy po drodze oraz kawa i papu w Mirowie. Wycieczka udana, humory dopisały, na drogach bez nerwów (nie ma to jak jazda w większej grupie) a co do sił... To akurat lepiej przemilczeć. Dojechałam:)

Pierwsze cztery zdjęcia podkradzione Parkerowi:








Kategoria Jura, 50 - 100 km


  • DST 58.50km
  • Teren 40.00km
  • Czas 03:50
  • VAVG 15.26km/h
  • VMAX 36.70km/h
  • Podjazdy 438m
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Błotko

Niedziela, 11 marca 2018 · dodano: 12.03.2018 | Komentarze 3

Świtem bladym... No, trochę później, termometr pokazuje pięć stopni na plusie. W ciągu dnia zapowiadają piętnaście. Wobec takiego obrotu sprawy nie ma wymówek, idziemy na rower...
Na dzisiejszą wycieczkę wybrała się nas szóstka w osobach Rafika, Dreja, Fikoła, Przemka no i naszych, rzecz jasna. Trasa ma być powtórką tej z października (gdy wybralim się z Rafikiem do Rezerwatu Stawki) z drobnymi modyfikacjami.
Na początek po piachach wzdłuż torów (mocno już rozjeżdżone...) i lasem do Kusiąt. Na wygodnym zwykle dukcie błota od groma i trochę, co daje pewne wyobrażenie o tym, co nas dziś czeka... A błota nie lubię wyjątkowo, nie lubię i kropka. Jakoś tam ślamazarnie przez nie przejadę lecz nie lubię i nie polubię.
Wróćmy na trasę. Dwa plus dwa to cztery rachujemy sobie zatem, że spora dawka błota na dukcie równa się bardzo spora na naszej ścieżce, którą zwykle jeździmy... W sumie nic się przecież nie stanie, jeśli do Turowa dojedziemy asfaltem, prawda?...
W Turowie ponownie w teren, podążamy do Małus, kawałeczek asfaltem w stronę Zagórza i ponownie w teren (czytaj: w błoto) na czarny szlak rowerowy, którym dojeżdżamy do Żurawia. W tak zwanym międzyczasie zaczyna kropić deszcz. Najpierw nam się zdało, że to z kół, lecz po chwili okazuje się, iż to jednak z nieba. Gdzie to obiecane słoneczko? Prognozy znów nas oszukały...
Zdrowy rozsądek podpowiada by nie pchać się na Stawki bo tam w normalnych warunkach jest mokro, a co dopiero teraz... Wobec tego jedziemy asfaltem do Piasku i tam ponownie wjeżdżamy na czarny szlak rowerowy, którym dojeżdżamy do Zrębic. Przerwa na pomoście i w Sokole Góry. A do Cze-wy wracamy żółtym szlakiem pieszym.
Jakoś się dowlokłam do domu lecz rzec muszę szczerze, że w nogach słabość okrutna. Na każdej górce panowie musieli na mnie czekać. Nie miałam sił podjechać na najprostsze wzniesienia. Normalnie bym się wściekała, lecz dziś chciało mi się z tego śmiać. Co tam, grunt to w ogóle z domu wyleźć.


Kategoria Jura, 50 - 100 km


  • DST 45.10km
  • Teren 35.00km
  • Czas 02:47
  • VAVG 16.20km/h
  • VMAX 47.00km/h
  • Podjazdy 205m
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Sokole Góry

Sobota, 17 lutego 2018 · dodano: 19.02.2018 | Komentarze 2

Na wycieczkę zaprosiła Asia. A zapraszała już tyle razy, że głupio po raz kolejny odmawiać. Rankiem wyglądam przez okno. Ani chybi ślisko... Oj oj oj czy dam radę? A jak się wywalę? Rafał prawi, co by spróbować, jeśli będzie mi się źle jechało to zawrócimy. No dobrze, spróbuję. Bo lodu to się boję panicznie. W związku z tym na buty do turystyki mam kolce mniejsze, większe, do wyboru, do koloru ale na rower to nie...
No dobrze, ubieramy ciepłe ciuchy i jedziemy. Przez miasto przejeżdżamy bezboleśnie. Na rondzie przy hucie (dawnej) czeka już 5 osób. No to ruszamy. Na początek pożarówką. Jest ok. Potem objazd Sokolich Gór: czarny pieszy, żółty pieszy, niebieski rowerowy. Śnieg zmrożony, wyjeżdżony lecz o dziwo bez problemu przejeżdżam i to nawet bez ataków paniki. Aż się sama sobie dziwuję.
Po opuszczeniu Sokolich Gór kierujemy się na herbatę i ciasto do Leśnego (gdzie jest jakaś nieznana mi pani, miła, to też dziwne jakieś) a do Cze-wy wracamy szlakiem żółtym pieszym, tak umiłowanym przez częstochowskich rowerzystów.
Gdyby jeszcze nie te wstrętne, grube, ciasne gacie i parę warstw na grzbiecie to by było cud-miód. Na pocieszenie Zbychu cierpi w jednakowych spodniach, też utyskując na ich ciasnotę. Wprawdzie znajomi prawią, iż ściśnięta w nich figura lepiej wygląda, jednak nie warte to takowej męczarni.
Zmachałam się też okrutnie, bo po miesiącu chorowania forma poleciała na łeb, na szyję i cóż rzec: jest ciężko. W dodatku na starym rowerze, wyposażonym jednak w błotniki, co zabezpiecza plecy i poniżej przed błotem, którego także dziś nie brak. Mimo tych drobnych niedogodności wycieczka udana.


Kategoria 0-50 km, Jura


  • DST 48.46km
  • Teren 35.00km
  • Czas 02:41
  • VAVG 18.06km/h
  • VMAX 42.00km/h
  • Podjazdy 293m
  • Sprzęt Cube
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Świątecznie

Wtorek, 26 grudnia 2017 · dodano: 28.12.2017 | Komentarze 0

Na forum i fb napisałam, że jedziemy świątecznie 9.00 spod Skansenu. Sądziłam, że zjawi się tylko kilka osób a tymczasem przybyło aż 14 i to sami terenowi wymiatacze. No nic, mam nadzieję, że trasa im się spodoba...
Startujemy. Za chwilę ktoś krzyczy, że awaria. Zatrzymujemy się i czekamy. Potem ktoś dojeżdża i mówi, że mamy jechać bo Maciek rozciął oponę i mówi, że nie ma co czekać bo chyba wróci do domu Endurowcy z nim zostali.
Jedziemy dalej w 9 osób. Na początek leśnymi ścieżkami do Skrajnicy. Kawałeczek asfaltem i ponownie skręcamy do lasu. Wyjeżdżamy na czarnym szlaku pieszym i tym sposobem lądujemy w Olsztynie.
Teraz w Sokole Góry, podążamy niebieskim rowerowym, potem zielonym pieszym i wyjeżdżamy na drodze Biskupice - Zrębice. Przecinamy ją i ulubionymi ostatnio ścieżkami (i podjazd jest, i zjazd fajny) do Krasawy.
Chwila przerwy przy studni i dawnym zielonym, skrajem lasu wracamy w Sokole Góry. Na jednym ze zjazdów gubimy Krzysztofa, telefon, jedzie do parkingu. Zatem reszta też tam jedzie, żółtym szlakiem pieszym, na którym jest uskok i w ten uskok wpadł Bartek. Szczęściem nic groźnego się nie stało.
Do Cze-wy wracamy żółtym szlakiem pieszym.

LINK DO ZDJĘĆ: 
ŚWIĄTECZNE ŚCIEŻKI 


Kategoria 0-50 km, Jura


  • DST 38.10km
  • Teren 30.00km
  • Czas 02:13
  • VAVG 17.19km/h
  • VMAX 32.00km/h
  • Podjazdy 225m
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kamienne Górki

Poniedziałek, 25 grudnia 2017 · dodano: 28.12.2017 | Komentarze 0

Po dwóch Wigiliach jesteśmy nieco ociężali, toteż wypada się ruszyć. Wyjeżdżamy około 10.00, dziś sami. Na początek wzdłuż rzeki na płyty, potem pożarówką. Baaaardzo ciężko kręcić, w ogóle sił nie ma... Po dowleczeniu się do asfaltu proponuję jechać na taką ścieżkę, z dawna wypatrzoną lecz nadal nieznaną. Na asfalcie w prawo i zaraz w lewo, jest zamknięta szlabanem. Wiedzie przez obszar Sokolich Gór na mapie oznaczony jako Kamienne Górki. 
Jest bardzo, bardzo fajna, malownicza i z przyjemnym podjazdem. Wyjeżdżamy obok starej gajówki, na niebieskim szlaku rowerowym. Jedziemy nim kawałek i skręcamy na tę nową szutrówkę, którą wybudowano w samym sercu lasu.
Prowadzi do czarnego szlaku pieszego, którym można dojechać na parking. 
Do domu ponownie wracamy "pożarówką".
Fajna pogoda i spokój na szlakach, tylko sił brak. Obiecuję sobie, że jutro jadę nowym rowerem, choćby go potem przyszło myć resztę dnia.

LINK DO ZDJĘĆ: 
KAMIENNE GÓRKI


Kategoria 0-50 km, Jura


  • DST 34.30km
  • Teren 10.00km
  • Czas 02:18
  • VAVG 14.91km/h
  • VMAX 40.00km/h
  • Podjazdy 168m
  • Sprzęt Vision
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Rowerowa Wigilia

Niedziela, 24 grudnia 2017 · dodano: 28.12.2017 | Komentarze 2

Wigilijna wycieczka w licznym gronie. Na miejsce zbiórki przybyło aż 15 osób. Rafał poszedł do pracy i pewno bym się nie ruszyła ale słowo się rzekło, gdy człek umówiony to z gawry, chcąc nie chcąc, wylezie.
Od niemal dwóch miesięcy nie jeździłam i na początku jest "dziko", prawie zapomniałam jak się jeździ...
Do Olsztyna jedziemy przez Skrajnicę (asfaltem), na miejscu poszukiwania miejsca na konferencję, jednak wszystko zamknięte. Nie należy się temu dziwić. Już mam zaproponować by zwalić się na głowę koledze, siedzącemu w aptece, gdy wychodzi właściciel "Leśnego" i zaprasza do środka.
Posiedzielim, pogadalim i trzeba wracać. Większość główną drogą i rowerostradą, lecz ja wolę wracać lasem. Razem ze mną opcję terenową wybierają Rafik i Bartek. W międzyczasie zaczyna padać, pędzimy leśną drogą między kroplami dżdżu i tak wracamy do Cze-wy. Pożegnać się, pożyczyć zdrowia, kasy, w przyszłym sezonie mocy okrutnej i każdy leci do rodziny:)

LINK DO ZDJĘĆ: 
ROWEROWA WIGILIA


Kategoria 0-50 km, Jura


  • DST 49.50km
  • Teren 30.00km
  • Czas 02:25
  • VAVG 20.48km/h
  • VMAX 40.30km/h
  • Podjazdy 342m
  • Sprzęt Cube
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Przydomowe wertepy

Niedziela, 5 listopada 2017 · dodano: 06.11.2017 | Komentarze 0

Pogoda w weekend dopisała, lecz niestety sobota cała w pracy. Za to w niedzielę udało się nam wybrać z Rafikiem, Łukaszem i Przemkiem na krótką wycieczkę do południa. Obok Zielonej Góry, Rachowiec,  Zrębice, Sokole Góry, do Olsztyna na kawę i powrót przez Skrajnicę.
Link do zdjęć: 
PO OKOLICY


Kategoria 0-50 km, Jura


  • DST 26.50km
  • Czas 01:34
  • VAVG 16.91km/h
  • VMAX 32.00km/h
  • Podjazdy 117m
  • Sprzęt Cube
  • Aktywność Jazda na rowerze

Miasto

Wtorek, 31 października 2017 · dodano: 01.11.2017 | Komentarze 0




  • DST 103.40km
  • Czas 04:15
  • VAVG 24.33km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Podjazdy 636m
  • Sprzęt Bastet
  • Aktywność Jazda na rowerze

Święta Anna

Czwartek, 19 października 2017 · dodano: 19.10.2017 | Komentarze 1

Pogoda wciąż piękna i znów wolny dzień. Tym razem wymyśliłam trasę w rzadziej odwiedzane przez nas regiony. 
Na początek przez Kusięta, potem Joachimów i Małusy. A stamtąd na słynną górkę (Passo Małusso Pico) i zjazd do Mstowa. Wszystko boczne, spokojniutkie drogi. Z Mstowa ultraspokojną drogą przez Skrzydlów, Rzeki Wielkie, Garnek do Świętej Anny. Mijamy sanktuarium, dawno tam nie byłam, zajrzymy następnym razem.
Teraz trzeba pojechać kawałek drogą wojewódzką, kilka km, do Przyrowa. Ale jest spokojnie. W Przyrowie skręcamy na Staropole. To bardzo przyjemna droga, wśród pól i lasów. Mijamy Sieraków i Sygontkę.
Po dojeździe do wojewódzkiej skręcamy w prawo, kawałeczek i w lewo na Lipnik i Żuraw.
Po drodze widziałam senatora Laseckiego. Rowerzystów ominął jak trzeba, znaczy z daleka. Bardzo ładnie. Rafał zdziwił się czemu jeździ tak skromnym samochodem. Niech każdy gada, co chce ale uważam, że gdyby nie on to z zamku Bobolice nic by już nie zostało. Nie wnikam co i jak, za czyje pieniądze i co z tego ma. Ważne, że zamek stoi.
No dobrze, wróćmy na trasę. Podążamy przez Kobyłczyce, potem Zagórze, Bukowno, Turów, Olsztyn i przez Kusięta wracamy do domu. Na szczęście dziś na drogach było spokojnie i kulturalnie.
Kilka zdjęć:
Święta Anna