Info
Suma podjazdów to 582241 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2025, Maj4 - 0
- 2025, Kwiecień3 - 2
- 2025, Marzec7 - 4
- 2024, Grudzień1 - 0
- 2024, Listopad1 - 0
- 2024, Październik5 - 2
- 2024, Wrzesień9 - 0
- 2024, Sierpień9 - 4
- 2024, Lipiec11 - 2
- 2024, Czerwiec17 - 16
- 2024, Maj16 - 9
- 2024, Kwiecień6 - 4
- 2024, Marzec14 - 14
- 2024, Luty7 - 3
- 2023, Grudzień5 - 0
- 2023, Listopad7 - 0
- 2023, Październik15 - 0
- 2023, Wrzesień23 - 0
- 2023, Sierpień15 - 25
- 2023, Lipiec14 - 4
- 2023, Czerwiec15 - 11
- 2023, Maj16 - 4
- 2023, Kwiecień19 - 0
- 2023, Marzec14 - 0
- 2023, Luty3 - 0
- 2023, Styczeń9 - 8
- 2022, Grudzień2 - 4
- 2022, Listopad14 - 3
- 2022, Październik20 - 2
- 2022, Wrzesień12 - 0
- 2022, Sierpień18 - 4
- 2022, Lipiec17 - 8
- 2022, Czerwiec21 - 0
- 2022, Maj23 - 0
- 2022, Kwiecień19 - 3
- 2022, Marzec16 - 2
- 2022, Luty8 - 0
- 2022, Styczeń7 - 0
- 2021, Grudzień1 - 0
- 2021, Listopad9 - 2
- 2021, Październik14 - 2
- 2021, Wrzesień19 - 25
- 2021, Sierpień14 - 10
- 2021, Lipiec15 - 12
- 2021, Czerwiec19 - 6
- 2021, Maj20 - 2
- 2021, Kwiecień17 - 10
- 2021, Marzec17 - 6
- 2021, Luty5 - 2
- 2021, Styczeń5 - 2
- 2020, Grudzień12 - 6
- 2020, Listopad16 - 8
- 2020, Październik12 - 11
- 2020, Wrzesień19 - 6
- 2020, Sierpień15 - 5
- 2020, Lipiec14 - 18
- 2020, Czerwiec17 - 6
- 2020, Maj18 - 10
- 2020, Kwiecień16 - 18
- 2020, Marzec12 - 33
- 2020, Luty6 - 12
- 2020, Styczeń6 - 5
- 2019, Grudzień4 - 1
- 2019, Listopad5 - 6
- 2019, Październik5 - 7
- 2019, Wrzesień7 - 3
- 2019, Sierpień9 - 2
- 2019, Lipiec11 - 4
- 2019, Czerwiec8 - 4
- 2019, Maj7 - 6
- 2019, Kwiecień3 - 0
- 2019, Marzec4 - 14
- 2019, Styczeń1 - 2
- 2018, Grudzień2 - 6
- 2018, Listopad5 - 16
- 2018, Październik8 - 4
- 2018, Wrzesień13 - 12
- 2018, Sierpień16 - 32
- 2018, Lipiec5 - 12
- 2018, Czerwiec12 - 13
- 2018, Maj13 - 13
- 2018, Kwiecień12 - 28
- 2018, Marzec3 - 7
- 2018, Luty1 - 2
- 2017, Grudzień3 - 2
- 2017, Listopad1 - 0
- 2017, Październik9 - 2
- 2017, Wrzesień12 - 0
- 2017, Sierpień18 - 12
- 2017, Lipiec14 - 5
- 2017, Czerwiec9 - 21
- 2017, Maj16 - 37
- 2017, Kwiecień13 - 18
- 2017, Marzec9 - 19
- 2017, Luty2 - 4
- 2017, Styczeń1 - 4
- 2016, Grudzień1 - 0
- 2016, Listopad1 - 9
- 2016, Październik15 - 8
- 2016, Wrzesień21 - 15
- 2016, Sierpień24 - 26
- 2016, Lipiec15 - 20
- 2016, Czerwiec17 - 17
- 2016, Maj11 - 8
- 2016, Kwiecień15 - 2
- 2016, Marzec5 - 0
- 2016, Luty2 - 2
- 2016, Styczeń3 - 12
- 2015, Grudzień9 - 10
- 2015, Listopad17 - 35
- 2015, Październik6 - 9
- 2015, Wrzesień16 - 18
- 2015, Sierpień23 - 52
- 2015, Lipiec16 - 55
- 2015, Czerwiec17 - 36
- 2015, Maj21 - 50
- 2015, Kwiecień19 - 29
- 2015, Marzec12 - 38
- 2015, Luty4 - 13
- 2015, Styczeń5 - 6
- 2014, Grudzień10 - 29
- 2014, Listopad10 - 33
- 2014, Październik14 - 40
- 2014, Wrzesień19 - 63
- 2014, Sierpień18 - 68
- 2014, Lipiec16 - 51
- 2014, Czerwiec16 - 78
- 2014, Maj21 - 52
- 2014, Kwiecień11 - 24
- 2014, Marzec13 - 43
- 2014, Luty10 - 21
- 2014, Styczeń9 - 31
- 2013, Grudzień15 - 41
- 2013, Listopad14 - 29
- 2013, Październik11 - 28
- 2013, Wrzesień19 - 82
- 2013, Sierpień22 - 55
- 2013, Lipiec15 - 60
- 2013, Czerwiec23 - 81
- 2013, Maj24 - 63
- 2013, Kwiecień24 - 77
- 2013, Marzec5 - 42
- 2013, Luty10 - 41
- 2013, Styczeń7 - 23
- 2012, Grudzień20 - 39
- 2012, Listopad22 - 81
- 2012, Październik21 - 67
- 2012, Wrzesień22 - 37
- 2012, Sierpień24 - 37
- 2012, Lipiec18 - 17
- 2012, Czerwiec19 - 0
- 2012, Maj15 - 11
- 2012, Kwiecień9 - 0
- 2012, Marzec6 - 0
- 2012, Luty1 - 2
- 2012, Styczeń1 - 0
- 2011, Październik1 - 0
- 2011, Wrzesień6 - 2
- 2011, Lipiec2 - 0
- 2011, Czerwiec8 - 9
- 2011, Maj1 - 0
- 2011, Kwiecień1 - 0
- 2010, Sierpień2 - 0
- 2010, Lipiec5 - 0
- 2010, Czerwiec2 - 0
powyżej 100 km
| Dystans całkowity: | 32711.50 km (w terenie 6391.00 km; 19.54%) |
| Czas w ruchu: | 1379:23 |
| Średnia prędkość: | 20.50 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 70.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 168343 m |
| Suma kalorii: | 18852 kcal |
| Liczba aktywności: | 272 |
| Średnio na aktywność: | 120.26 km i 5h 52m |
| Więcej statystyk | |
- DST 107.23km
- Teren 42.00km
- VMAX 36.20km/h
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
Zielony Wierzchołek Śląska
Niedziela, 30 marca 2014 · dodano: 03.04.2014 | Komentarze 9
Ci, co by chcieli jechać nie mogli a ci, co by mogli nie chcieli. I tak tylko 3 osoby wybyły w kierunku północnym. Znaczy Siwuch i my. Właściwie to początkowo na zachód było ale w Starej Gorzelni żeśmy skręcili bardziej na północ. W prawo znaczy się. Potem w lewo kawałeczek główną drogą i zaś w prawo, przez Kalej a potem w teren i do Grodziska.
W Grodzisku znajdziemy... No co znajdziemy? Grodzisko właśnie, o którym pisałam i to nie raz. Aleśmy tam nie jechali tylko pognali na niebieski szlak pieszy, co to do Kłobucka polami prowadzi.
Na niebieskim szlaku © Skowronek
W Kłobucku dziś jarmark, targowisko, czy jak tam to zamieszanie wielkie nazwiemy. Słyszałam, że mnogość rzeczy ciekawych nabyć tam można, mundury na przykład.
Mimo tegoż zamieszania samochodowo-pieszego szczęśliwie miasto pokonalim i wprost do pałacu dotarlim. O pałacu tym niedawno pisałam, to powtarzać nie będę. W każdym razie wreszcie te sosny amerykańskie, o których przewodnik wspomina, znaleźlim. Otóż rosną z drugiej strony zabudowań pałacowych.
Pałac w kłobucku © Skowronek
Sosny amerykańskie © Skowronek
Pozostajemy po tejże drugiej stronie zabudowań pałacowych (bo z uliczki tej można z łatwością do lasu dotrzeć) a potem leśnymi duktami do Mokrej. Miejsca gdzie 1 września 1939 roku Wołyńska Brygada Kawalerii przez cały dzień powstrzymywała marsz 4 Dywizji pancernej. Wyobraźcie to sobie: ułani na konikach przeciw niemieckim czołgom. Mieliśmy wprawdzie trochę wozów pancernych no i pociąg pancerny ale to niewiele.
Stojąc przy pomniku w milczeniu patrzym na pola bitwy i wyobrażamy sobie jak to było. I oby się więcej nie powtórzyło bo od tamtego czasu uzbrojenie wojska naszego zmieniło się niewiele.
Pomnik w Mokrej © Skowronek
Przy miejscu, skąd pociąg pancerny ostrzeliwał pozycje niemieckie © Skowronek
Do izby pamięci podjechaliśmy, a jakże, żeby godziny otwarcia sprawdzić. Jest już letni rozkład: w piątki do 20.00, w I i III sobotę miesiąca 9.00-14.00 a w I i III niedzielę miesiąca 14.00-19.00.
Potem jedziemy przez pola do lasu i kawałek zielonym szlakiem pieszym.
Jeden z duktów © Skowronek
Potem skręcamy na własne ścieżki, którymi docieramy do Rębielic Królewskich. Nasz cel widać z daleka, tylko nie ma jak do niego podjechać. Może od strony wsi jest dojazd ale od pól bezpośredniej dróżki nie ma.
Wiatrak w Rębielicach © Skowronek
Wiatrak © Skowronek
Ten osobliwy wiatrak dziełem jest Józefa Antosa, który budował go przez lat 25. Jest ponoć niezwykle wydajny, konstrukcja genialna, niestety w naszym kraju nie ma szans na powodzenie takiego projektu. Z tego, co widać wiatrak nie działa.
Maszt ma 53 metry wysokości, turbina - 33 metry średnicy, całość waży 200 ton. Może produkować nawet pięć megawatów prądu. Elektrownia wiatrowa wygląda
jak duży wentylator, z łopatkami osłoniętymi specjalną czaszą. Dzięki
temu, że ma 300 łopatek, a nie trzy, jak inne wiatraki energetyczne, już
siła wiatru 2 m/s pozwala produkować prąd, podczas gdy holenderskie
startują przy powiewie dwa razy większym.
Mijamy konstrukcję bokiem i tak jakoś wjeżdżamy wprost na prywatną posesję. Gospodarz jednak okazuje się bardzo miły i pozwala nam przejechać przez swoje podwórko.
Teraz lecimy oglądać wapienniki (czynne do końca XX wieku) i piękny kamieniołom. Dowiedzieliśmy się przy okazji, że wapno wykorzystuje się przy produkcji cukru.
Ruiny wapiennika © Skowronek
Wapiennik (czynny do niedawna) © Skowronek
Wjechalim na sam szczyt Rębielskiej Góry a potem zjechalim na dno kamieniołomu. Kiedyś była tu jaskinia ale zniszczyli. Coś z niej jeszcze na pewno zostało bo jak głowę w szczeliny wsadzić to mocno chłodem wieje.
Kamieniołom jest bardzo ładny, zobaczcie na zdjęciach:
Kamieniołom w Rębielicach Królewskich © Skowronek
Wjazd do kamieniołomu © Skowronek
Ściana kamieniołomu © Skowronek
Eksploracja szczelin © Skowronek
Nacieszywszy się Rębielską Górą podążamy do Dankowa odwiedzić bastionowy zamek kasztelana Warszyckiego z XVII wieku. Fortyfikacje zajmują obszar o wymiarach 250 x 180 m. Do tego zamek położony był w rozlewiskach Liswarty.
Dobrze ufortyfikowany i uzbrojony Danków nie był atakowany przez wojska
szwedzkie w 1655 r. Jedni mówią, że najeźdźcy nie
ważyli się oblegać tak doskonałej twierdzy, zdaniem innych Warszycki
zawarł z nimi ugodę, choć jednocześnie wspierał oblężony klasztor
jasnogórski. Tak czy inaczej w roku 1656 Warszycki dokonuje
zbrojnych wypadów zmuszając Szwedów do wycofania się z zajętych przez
nich wcześniej zamków w Krzepicach i Pilicy.
Zamek niegdyś wyglądał tak:
Obecnie pozostały ruiny Bramy Krzepickiej (którą mieli rekonstruować ale od kilku lat cisza), potężne mury oraz fragment budynku (Dom Kasztelanowej). No i oczywiście kościół, który ma się najlepiej. Jest też ładny ogród i Droga Krzyżowa.
Brama Krzepicka © Skowronek
Dom Kasztelanowej © Skowronek
Zamkowe mury © Skowronek
Z Dankowa podążamy szlakiem niebieskim pieszym wzdłuż ściany lasu. Pod Krzepicami okazuje się, że budowniczowie drogi krajowej 43 nie wzięli pod uwagę turystów i nie można jej pokonać inaczej niż jak na nią wjeżdżając.
Szczęściem ruch niewielki.
W Krzepicach odwiedzamy kościół św. Jakuba, którego początki sięgają XIV wieku, ruiny synagogi z XIX wieku oraz cmentarz żydowski z XVII wieku, którym opiekują się uczniowie miejscowej szkoły. Co ciekawe, prawie wszystkie macewy są żeliwne, co jest unikatem w skali europejskiej.
Ruiny synagogi w Krzepicach © Skowronek
Cmentarz żydowski w Krzepicach © Skowronek
A na koniec udaliśmy się na krzepicki rynek by posilić się nieco. Bo w Dankowie oglądaliśmy tablicę, na której lokalne koło gospodyń zachwalało ziemniaki pieczone z kaszą i grzybami i tak jakoś kiszki same marsza zagrały...
W Krzepicach ziemniaków z kaszą nie mają, zjedliśmy zatem dania zamorskie, kebaby znaczy się.
A potem znów podążyliśmy szlakiem niebieskim pieszym, wprost do rezerwatu Modrzewiowa Góra, który to rezerwat chroni okazy modrzewia w wieku 100-170 lat oraz 200-letnie dęby.
Rezerwat Modrzewiowa Góra © Skowronek
Potem terenem jedziemy do Kłobucka, potem szlakiem zielonym do Pierzchna, potem lasem i do Wydry a potem do Starej Gorzelni. I tak zrobiliśmy pętelkę. Na koniec wyjeżdżamy w dzielnicy Wielki Bór. Ja jadę prosto do mamy a Rafał odprowadza kawałek Siwucha (do znanych mu okolic) i też przyjeżdża na obiad. A po obiedzie jeszcze tylko dowlec się do domu.
I taka to była wycieczka. Cały dzień jechaliśmy sobie spokojnie, bez pośpiechu, oglądając atrakcje Zielonego Wierzchołka Śląska i ciesząc słońcem i wiosenną przyrodą.
- DST 112.02km
- Teren 5.00km
- VMAX 45.50km/h
- Podjazdy 1070m
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
Ziemie pana Krystyna Koziegłowskiego
Niedziela, 23 lutego 2014 · dodano: 25.02.2014 | Komentarze 2
Okolice bliskie ale nie eksplorowane. Celem poprawy znajomości terenu ekipa w składzie: Faki, Piter, Robert, Siwuch no i my udała się w ów teren. Buszowali dzień cały i zwiedzali ile się dało.
Wpis jutro, zdjęcia i filmik z koziołkiem-zuchem w roli głównej prześlę jutro około południa. Wszystkim uczestnikom dziękuję za przybycie:))
Przepraszam za opóźnienie. Filmik jeszcze trochę poczeka a tymczasem zapraszam do lektury:
Koziegłowy nazwę swą wywodzą od
założyciela – Drogosława herbu Zerwikaptur, który „w brudnem
polu miał trzy szare głowy kozie”. Około roku 1106 otrzymał
koziegłowskie włości od Bolesława Krzywoustego. Za panowania
Kazimierza Sprawiedliwego Koziegłowy wziął w posiadanie Mikołaj
herbu Lis (złe języki prawią, że potomkowie Drogosława na drogę
nieprawości zeszli i przez występki swe ziemie utracili), który to
Mikołaj od razu wziął się do roboty (a raczej zagonił do niej
poddanych) i zamczysko wybudowali. Podobno nazwali je Żabi Kruk.
Pewno dlatego, że na bagnach, wśród rozlewisk postawione.
I resztki tegoż zamczyska chcemy dziś
odnaleźć.
Wyruszamy z Cze-wy początkowo w
składzie 4-osobowym. Po drodze dogania nas Faki (który właśnie
pobił rekord przejazdu Parkitka-Aleja Pokoju) a gdy zatrzymaliśmy
się by opowiedzieć o zamczysku, które stało na Błesznie,
dojeżdża Piter. I tak oto ruszamy na Koziegłowy.
Drogą jak najkrótszą, przez Poraj, prosto do Koziegłów.
Początkowo dwie porażki – kapelusz-gigant (którym, zauważ
Czytelniku, Koziegłowy chwalą się na prawo i lewo) już dawno był
znikł a pałac biskupów jest w remoncie. Dostaliśmy się za to do
XVII-wiecznego kościoła szpitalnego św. Barbary (który zwykle
jest zamknięty) aleśmy tuż po mszy szturm przypuścili i ksiądz
nie śmiał rowerzystów wyprosić (choć kluczami pobrzękiwał
znacząco).
Pałac biskupów w Koziegłowach © Skowronek
Wnętrze kościoła św. Barbary © Skowronek
Rynek w Koziegłowach © Skowronek
Potem zasiedliśmy na koziegłowskim
ryneczku (tu opuszcza nas Piter) by po odpoczynku (i uszczupleniu zapasów jadła)
ruszyć na poszukiwania zamku. A zadanie to łatwe nie jest.
Zamczysko bowiem wciąż na terenie podmokłym się kryje. I tu mała
dygresja. Jak to kiedyś budowali! Na bagnach stawiali i kilkaset lat
stało! A teraz jak coś zbudują, drogę na przykład, to nieraz ani
roku nie przetrzyma…
I tu warto przybliżyć postać
Krystyna I herbu Lis, kasztelana sądeckiego i starosty kolskiego,
który z czasem nazwany został Koziegłowskim. Cieszył się
zaufaniem Władysława Jagiełły i ogólnym poważaniem i sławą
wojskową. Pod Grunwald pociągnął z chorągwią wystawioną
własnym kosztem (a raczej kosztem poddanych, jak sądzę tu nic od
średniowiecza się nie zmieniło). Chorągiew liczyła średnio 300
rycerzy, do każdego rycerza doliczyć trzeba ze 4 pachołków i
wyekwipuj to wszystko i w konie zaopatrz (plus zapasowe) i w żarcie
i broń… Tak czy inaczej za czasów panowania Krystyna i jego
potomków ziemia koziegłowska kwitła – i górnictwo się
rozwijało, i hutnictwo, i młyny liczne, i browary, i kuźnia, i
ważne szlaki handlowe tędy przebiegały…
Dopiero w czasach późniejszych wojny
i zabory zmieniły te okolice w biedne. Lecz mieszka tu ludność zaradna, która radę sobie dała. Obecnie miejscowość słynie z produkcji choinek (oczywiście
zgodnych z najnowszymi trendami), sztucznych kwiatów, zabawek,
kapeluszy i wyrobów z łyka osikowego. Warto tu zajrzeć w okresie
Bożego Narodzenia – iluminacja, że ho ho…
No dobrze, wracamy na trasę wycieczki.
Pokonawszy DK1 (światła są) zapuszczamy się na rozległe,
podmokłe łąki. Do ruin Rafał prowadzi jak po sznurku. Z zamku
pozostały jeno dwa wały, fragment fosy (w której mieszkańcy
hodowali ryby) i mały fragment kamiennego muru. Może gdyby zdjąć
warstwę ziemi to odsłoniły by się fundamenty i resztki budynków?
W Sławkowie przecież tak zrobili...
W latach 60’tych XX wieku archeolodzy
badali ten teren ,znaleziono liczne ozdoby i przedmioty codziennego
użytku a także denary. Wszystko wywieziono do muzeum w
Częstochowie.
Gdzieś pośród tych pól kryją się resztki zamku © Skowronek
Niegdyś wyglądał tak:

Jeden z wałów © Skowronek
Niewielki fragment murów © Skowronek
W sercu dawnego zamku © Skowronek
Kolejny etap to cmentarz
starokatolickiego wyznania Mariawitów a następnie przez pola do
miejscowości Mzyki i do Czarnego Lasu, by zobaczyć XIX-wieczny
pałac Zieglerów. Lecz zanim tam dotarliśmy uwagę naszą zwraca
stadko kóz na pastwisku opodal drogi. Są bardzo zadbane, głownie
kozy z młodymi. Upatrzył nas sobie mały, czarny koziołek i
kombinował jakby tu ogrodzenie przeleźć. Najpierw elektryczny
pastuch go odpędził ale potem sprawnie przelazł pod drutami i
dalejże hasać wśród nas! Obgryzał opony i kierownice, trawy ani
wafelka nie chciał. Nic a nic się nie bał. Siwuch złapał go i
przeniósł na pastwisko. Ale mały zuch znów przelazł pod
ogrodzeniem i dalej biegać i hasać. Wreszcie dał mi się chwycić
i przenieść z powrotem do mamusi.
W drodze na Mzyki © Skowronek
Stadko kóz w Czarnym Lesie © Skowronek
Nasz mały zuch © Skowronek
Pałac w Czarnym Lesie mieści obecnie
hotel, jest pięknie odrestaurowany, można też pospacerować po
parku. Pieczątkę również posiadają:)
Przed pałacem w Czarnym Lesie © Skowronek
Pałacowy park © Skowronek
Z Czarnego Lasu podążamy do Woźnik,
gdzie oglądamy kościół św. Katarzyny oraz drewniany kościółek
św. Walentego (na mapach piszą, że XVII-wieczny, lecz najnowsze
badania wskazują, że jest dużo starszy, pochodzi z XV wieku).
Odwiedzamy też grób Józefa Lompy oraz mogiłę żołnierzy
poległych w 1939 roku. Do panów podchodzi też starszy rowerzysta,
który również wybrał się na wycieczkę i gawędzi z nimi nieco.

Kościółek św. Walentego © Skowronek
Kolejny etap to Cynków i drewniany
kościółek św. Wawrzyńca, zbudowany w 1631 roku przez cieślę z
Pyskowic – Walentego Ruraya (bez użycia gwoździ). Jest zamknięty
a nabożeństwa odbywają się raz w roku – 10 sierpnia, w dniu św.
Wawrzyńca.
Kościółek św. Wawrzyńca © Skowronek
Potem zajrzeliśmy jeszcze do
sanktuarium św. Antoniego w Koziegłówkach. Wewnątrz zobaczyć
można przepiękną ambonę w kształcie łodzi. Zdjęć brak, gdyż
akurat ludzi zbierali się przed mszą i głupio byłoby tak łazić
i fotografować.
Dzień ma się już ku końcowi, przeto
podążać trzeba w stronę domu. Prowadzi nas Robert, przez
Koziegłowy, Poraj i Wanaty. Pod koniec dokucza mi już zmęczenie.
Przy trasie żegna nas Siwuch, zaś na skrzyżowaniu z Jesienną
żegnamy Piotra i Roberta bo jedziemy jeszcze do mojej mamy na obiad.
Po obiedzie ciężko się ruszyć
(ciemno, zimno i do domu daleko) aleśmy się jakoś zebrali. I tak
minęła niedziela. Pogoda przecudna, towarzystwo wesołe, widoki
szerokie (te okolice wcale nie są płaskie) i liczne miejsca
ciekawe. By zobaczyć jak najwięcej poruszaliśmy się asfaltami ale
kierowcy grzeczni byli. Jeszcze raz dziękuję wszystkim:)
- DST 105.51km
- Teren 40.00km
- VMAX 38.50km/h
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
Na zachód z Yackiem
Niedziela, 29 grudnia 2013 · dodano: 30.12.2013 | Komentarze 7
Bywają takie dni gdy jedziesz pośród wspaniałych lasów, pośród miejsc ciekawych, z lekkością, bez wysiłku, radośnie podśpiewując sobie pod nosem. Taki to dzień był wczoraj, gdy Yacek zabrał nas na zachód. Nas czyli EdytKę, Kasik, Alka, Gawła, Kamila, Rafała no i mnie. Miejsc ciekawych mnóstwo było a prowadził nas wspaniałymi ścieżkami, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Dziękujemy!
Zdjęcia roześlę w środę, proszę o cierpliwość. Obszerniejszy wpis także w środę.
To było tak: zbiórka 8.15 przy UM w Konopiskach. Docieramy tam asfaltem (wiatr nieco przeszkadza) by spotkać się z Yackiem. Ruszamy i od razu w teren. Na początek oglądamy resztki bunkra.
Resztki bunkra w Konopiskach © Skowronek
Potem Olszyna i stary klon jawor (Yacek opowiadał, że wieszano na nim powstańców w 1863r.) oraz diabelski kamień (który już kiedyś opisywałam.
Pomnikowy klon jawor w Olszynie © Skowronek
Potem między stawami, potem pałacyk w Wierzbiu (właścicielem jest Włoch), potem Rusinowice i Piłka (posiłek w klimatycznym barze).
Pałac w Wierzbiu © Skowronek
Potem było niezwykłe źródełko (o siarkowym zapachu) w pobliżu Bruśka i fragment rezerwatu Jeleniak-Mikuliny.
Źródło w okolicy Bruśka © Skowronek
Ekipa przy źródełku © Skowronek
W pobliżu rezerwatu Jeleniak-Mikuliny © Skowronek
Dęby na grobli w pobliżu rezerwatu © Skowronek
Mała Panew © Skowronek
Potem odwiedziliśmy drewniany kościół św. Trójcy w Koszęcinie i chcieliśmy pałac ale wciąż w remoncie, niestety. Potem była prześliczna ścieżka przyrodnicza.
Szopka w kościele św. Trójcy © Skowronek
Pomnikowy dąb (ścieżka przyrodnicza w Koszęcinie) © Skowronek
W Mzykach Yacek wskazuje, gdzie należy poszukiwać źródeł Liswarty, potem leśnymi ścieżkami (mniej lub bardziej dzikimi) do Okrąglika.
Jadą, jadą borem, lasem © Skowronek
Tym sposobem dotarliśmy do Starczy a potem opłotkami do Cze-wy.
Przy kościele Mariawitów w Starczy © Skowronek
I tak to było. Większość dnia spędziliśmy jadąc przez cudnej urody lasy, Słowem, fantastyczna wycieczka:)
- DST 101.66km
- Teren 43.00km
- VMAX 54.40km/h
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
Rowerowe Andrzejki
Sobota, 30 listopada 2013 · dodano: 01.12.2013 | Komentarze 5
Sobota wolna, warunki doskonałe, mrozu ni ma, na głowę nie pada, zatem hyc na rowerki i w drogę.
Na początek pomykamy sobie drogą przeciwpożarową, potem w Sokole Góry, jedziemy szlakiem czarnym pieszym, co to jest rowerzystom przyjazny.
Na czarnym szlaku w Sokolich
© Skowronek
Potem zielonym do kapliczki św. Idziego, gdzie spotykamy panie z PTTK. W każdą sobotę wędrują sobie one po jurajskich szlakach.
Postalim, pogadalim, padło kilka propozycji przyszłorocznych tras górskich. A gdy ziąb począł każdemu dokuczać tośmy się pożegnali i jedziem dalej.
W Zrębicach przerwa na batoniki i wizytę w kościółku św. Idziego. Bardzo lubię ten kościółek.
Feretrony w kościółku św. Idziego
© Skowronek
A te pisklaki, co to na przystanku gniazdo mają to już chyba dorosły i z rodzicami na Południe poleciały. Też by się na Południe wyruszyło...
A potem jedziemy czerwonym pieszym, który to szlak biegnie po drodze prywatnej - za wiedzą lecz bez zgody właściciela owej drogi i ciągle tam za nami ganiają jego kundle, ganiają nie całkiem w porządku ale całkiem legalnie.
Tak docieramy do przysiółka Brus. Tam też jest jeden uparty szczekacz ale stary już, więc może za jakiś rok weźmie i odpuści pogonie, bo już mu się nie będzie chciało zwyczajnie.
A potem żeśmy się wbili na Aleję Klonową, co to była dawno temu najwygodniejszym traktem do Cze-wy. Obecnie trak to nie najwygodniejszy ale z pewnością najbardziej urokliwy.
Droga Klonowa
© Skowronek
No i wreszcie Potok Złoty, Złoty Potok. Złota tu nie ma ale pstrągi są. Są też źródełka i szlak ku nim. I my na tym szlaku. I to nawet sami zupełnie ku radości naszej.
Opustoszałe ścieżki, cisza, którą przerywa jedynie kapanie kropelek wody z gałęzi, liście mokre więc plaskają pod kołami, błotem jesteśmy schlapani, wokół buki szaro-srebrzyste, wyniosłe, skały wapienne, tajemne...
I mało co gadamy.
Szlak Ku Źródłom
© Skowronek
Diabelskie Mosty
© Skowronek
Tak dotarliśmy do Ostrężnika by wskoczyć na nowy, wyasfaltowany szlak, paskudztwo wyjątkowe, którym dojeżdżamy do Trzebniowa.
Tutaj na kolejny, wyasfaltowany odcinek, wiodący do wrót Pustelni Czatachowa. Zmrok już blisko, więc krótki postój na kanapki i podążamy dalej. Mijamy ruiny XIV-wiecznej Strażnicy Przewodziszowice i wracamy do Ostrężnika.
Strażnica (XIV w.) w Przewodziszowicach
© Skowronek
Potem Szlakiem Ku Źródłom do parkingu i asfaltem do Siedlca. Dalej nadal asfaltem - Zrębice, Przymiłowice, Olsztyn i powrót do Cze-wy drogą przeciwpożarową. Do domu na obiad a po obiedzie jeszcze do mamy Rafała i tym sposobem do setki się dobiło.
I takie to andrzejkowe rowerkowanie. Imprezować nie lubię, lepiej odwiedzić nastrojową, listopadową Jurę. Jechać przez lasy, przez puste pola, wolnym, swobodnym, zapominając o troskach, wsłuchiwać w glosy przyrody i tak dalej...
- DST 107.30km
- Teren 70.00km
- VMAX 47.80km/h
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
Święto Niepodległości świętować
Poniedziałek, 11 listopada 2013 · dodano: 12.11.2013 | Komentarze 7
Zacnych rowerzystów moc wielka przybyła i żwawo na jurajskie wzgórza wyruszyła...
Wpis i opis i zdjęć kilka wkrótce zamieszczonych będzie. A tymczasem TUTAJ ZNAJDĄ PAŃSTWO ZDJĘCIA Z WYCIECZKI.
Wszystkim dziękuję za towarzystwo, dobre humory, dużo pozytywnej energii i udaną wycieczkę:)
- DST 114.65km
- Teren 65.00km
- VMAX 38.50km/h
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
Do dzików Trasą 600
Niedziela, 10 listopada 2013 · dodano: 12.11.2013 | Komentarze 1
Z EdytKą i Alkiem odwiedzić dziki w Poniku i dalej tu i tam, głównie szlakiem "Trasa 600" powstałym w zeszłym roku (znakowany żółto rowerowy) plus wariacje własne. Pośmialim się, pogadalim i w błotku kapkę staplali. Słowem przednia wycieczka była:)
Wpis wkrótce.
- DST 132.90km
- Teren 20.00km
- VMAX 39.70km/h
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
Okolice Lublińca
Poniedziałek, 28 października 2013 · dodano: 28.10.2013 | Komentarze 4
Wiało, że łeb urwać chciało... Zamek, trzy pałace i próba odszukania tajemniczego schronu podziemnego...
Dzień urlopu, pogoda dobra, więc można jechać. Jedynie silny wiatr dokucza. Tak silny, że często spycha z drogi. Wieje z południowego-zachodu a my podążamy na zachód, męcząc się przy tym okrutnie. Przez Boronów i Koszęcin do Lublińca. Tam odwiedziny w zamku.
Zamek wzniesiono w XIII wieku z inicjatywy Władysława Opolczyka, co to darł koty z Jagiełłą. Poszło o antypolską politykę Opolczyka.
W wyniku sporu Opolczyk włości utracił a Lubliniec dostał Spytko z Melsztyna, potem władali nim książęta opolscy.
W XIX wieku mieścił szpital psychiatryczny i było tak do lat 70'tych XX wieku.
Potem opustoszały popadał w ruinę. W 1999 roku powołano do życia fundację Zamek Lubliniecki. Wyremontowany mieści obecnie restaurację i hotel.
Zamek Lubliniecki
© Skowronek
Potem udaliśmy się do pałacu Kitzingów w Ciasnej. W przewodniku napisali, że mieści Dom Dziecka ale po dotarciu na miejsce zastaliśmy obiekt opustoszały a park zdziczały. Przez furtkę na tyłach dostaliśmy się na teren pałacowy. Zdziczały ale na szczęście nie zdewastowany, ktoś dba o ten pałac.
Pałac w Ciasnej
© Skowronek
Potem udaliśmy się do Sierakowa Śląskiego, gdyż na mapie zaznaczono podziemny 3-kondygnacyjny schron. Niestety, nie udaje się go ani znaleźć ani uzyskać bliższych informacji na jego temat.
Gdzieś tu powinien być podziemny schron
© Skowronek
W Sierakowie Śląskim jest też pałac. Również należał do von Kitzingów i zbudowany został w XIX wieku.
Teren wokół pałacu jest nie ogrodzony, można obejrzeć z zewnątrz. Ktoś tu mieszka bo przed wejściem są kwiaty a po niewielkim parku spaceruje kilka kur. Dlatego też nie pchamy się tam, skoro ktoś tu mieszka to nie można zakłócać jego spokoju. Zabytek powoli popada w ruinę.
Pałac w Sierakowie Śląskim
© Skowronek
Potem pojechaliśmy do Patoki. Pałac znajdziemy obok punktu skupu słomy. Obok jest prywatny budynek mieszkalny, lecz pałacowe bramy są otwarte i turystów nikt nie goni.
Pałac zbudowano w XIX wieku. Należał do von Radolina. Zabytek jest opuszczony lecz nie zniszczony. Elewacja w fazie remontu a park zadbany. Jakby ktoś chciał to jest na sprzedaż.
Pałac w Patoce
© Skowronek
Po obejrzeniu pałacu ruszamy dalej. W międzyczasie taka oto przygoda: spod sklepu wyjeżdża nastolatek na skuterze. Bez kasku, rzecz jasna. Myślisz, że spojrzy to-to na drogę zanim ruszy? Nic z tego, łeb pusty.
Przewidując taki obrót sprawy (ma się to doświadczenie, he he...) odbijam zawczasu tak, by mnie nie rozjechał, następnie wracam i jak mu nie ryknę prosto do ucha: "KU...WA!!! OGLĄDAJ SIĘ JAK WYJEŻDŻASZ NA DROGĘ TY... BARANIE JEDEN!!!!". A głos wciąż mam zachrypnięty, więc efekt stosowny był. Młodzieniec nie dyskutował, przeto jedziemy dalej. Uważam, że na skuter powinno być prawo jazdy, tak jak na motocykl. Gówniarze stwarzają tyle zagrożenia na drogach, że powinni im egzamin normalny robić i tyle.
Piękny dąb
© Skowronek
Jedna z leśnych ścieżek
© Skowronek
Przez Ługi-Radły i Wilczą Górę do miejscowości Kuleje. Tutaj podziwiamy przepiękny, wyczarowany przez wiatr zachód słońca.
Kuleje - zachód słońca
© Skowronek
Jeszcze jedno ującie zachodu słońca
© Skowronek
Następnie Bór Zapilski, Węglowice, Puszczew, Cisie, Blachownia i już jest Cze-wa.
Mieliśmy jeszcze skoczyć w parę miejsc ale dzień za krótki.
- DST 115.75km
- Teren 40.00km
- VMAX 43.60km/h
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
Siwuchowymi ścieżkami
Niedziela, 27 października 2013 · dodano: 28.10.2013 | Komentarze 3
"-Hola, hola! Gdzie na asfalt? O nie, tu jedziemy!" - rzecze Siwuch wskazując na zarośniętą ścieżynkę.
I kamieniołom był i ruiny zamku były i starodawna karczma i Pogorie...
Jest wreszcie trochę czasu, można opisać wycieczkę. Dokładnie nie sposób, jako, że przewodnik w większości wiódł nas sobie tylko znanymi dróżkami.
Wraz z Robertem podążamy pkp do Zawiercia gdzie oczekuje nas Siwuch. Wspólnie podążamy do Ogrodzieńca by zobaczyć kamieniołom, należący do cementowni WIEK, będącej jednym z największych zakładów w regionie. Działała w latach 1913-1999, przetrwała wojny ale wykończył ją nowy system. Wszystkie duże zakłady krajowe padły...
W kamieniołomie
© Skowronek
Wapienne ściany
© Skowronek
Robert pokonuje uskok (na zdjęciu tego nie widać ale był spory uskok)
© Skowronek
Kamieniołom jest niezwykle malowniczy, zwiedzamy tylko niewielką część, jako, że przed nami droga daleka.
Widoki w okolicy stadniny
© Skowronek
Podążamy zatem do miejscowości Rokitno Szlacheckie, gdzie mamy nadzieję zobaczyć dwór z XVIII wieku. Ciężko go znaleźć gdyż obecnie w niczym nie przypomina dworu a teren wokół jest zdewastowany. Odradzam.
Potem Łazy, Niegowonice i wreszcie Sławków. A w Sławkowie zabytków mnóstwo. Przy rynku zabytkowa, XVIII-wieczna karczma. Obecnie zwie się Austeria a dawniej Pierwocha. Austeria oznaczało dawniej karczmę o najwyższym standardzie, z doskonałymi trunkami, wyszukanym jadłem, obszerną stajnią i bazą noclegową.
Karczma Austeria
© Skowronek
Na rynku znajdziemy też zabytkową studnię, kapliczkę i XVIII- i XIX-wieczne domy z podcieniami. W jednym z nich mieści się informacja turystyczna. Dziś ostatni niedziela miesiąca więc powinno być otwarte. Ale solidne, drewniane drzwi zamknięte. Skandal... Wyrzekając na takie podłe traktowanie turystów ostatni raz szarpię klamkę by niemal wpaść do środka, jako, że drzwi raptem się otwarły.
Pani w informacji okazała się bardzo miła, dostaliśmy w prezencie mapę, dwa przewodniki, kolejne dwa zakupiłam. I dostaliśmy coś jeszcze. Otóż przyjrzała nam się uważnie i nagle rzekła, że da nam klucze do zamku. Normalnie - powiada - zwiedzanie odbywa się wyłącznie z przewodnikiem w cenie 30 złotych ale nam dobrze z oczu patrzy, więc ufa, iż oddamy klucze. Zamurowało nas nieco, lecz podziękowawszy pięknie pobiegliśmy do oczekujących na zewnątrz Roberta i Siwucha i wspólnie podążyliśmy do Zamku Biskupów Krakowskich.
Do lat 90'tych XX wieku ruiny tego zamku skryte były pod ziemią. O jego istnieniu przypominała jedynie nazwa wzgórza - Zamczysko. Lecz pewnego dnia przybyli archeolodzy i odkryli tajemnicę tego wzgórza - mury jednego z najstarszych zamków w Polsce.
Zamek w Sławkowie
© Skowronek
Ruiny zamku w Sławkowie
© Skowronek
To był budynek bramny
© Skowronek
Ekipa przed zamkiem
© Skowronek
I jeszcze jedno ujęcie zamku
© Skowronek
Zamek wzniesiono w XIII wieku, jak na owe czasy był czymś niezwykłym bo w całości murowany. Wspomnij, że wówczas nawet Wawel miał drewniano-ziemne umocnienia...
Prace rozpoczął biskup Paweł z Przemankowa, co to darł koty z Leszkiem Czarnym. Początkowo plan zakładał, ze zamek będzie ogromny ale skończyło się na zamianie jednej z baszt na wieżę mieszkalną otoczoną murami i fosą (fosa miała 10 m szerokości). To właśnie konflikt z księciem zadecydował o przerwaniu prac. Podobno wówczas obowiązywało prawo, iż siedziby wielmożów nie mogły być większe niż zamki książęce i to również chyba (poza wspomnianym konfliktem) zahamowało budowę zamczyska. W ogóle Sławków był wówczas bogatym miastem dzięki kopalniom ołowiu i srebra, więc było co chronić.
Potem w zamku rezydował biskup Jan Muskata, co to darł koty z Łokietkiem.
Potem zamek zniszczyli husyci, biskupi zaś postanowili zamku nie odbudowywać i przenieśli się do okazałego dworu, który do dziś wznosi się w Sławkowie. A opuszczone, zamkowe mury popadły w ruinę, wreszcie zniknęły pod ziemią. Na wiele wieków zapomniano o sławkowskiej twierdzy, istniała tylko w dokumentach.
Aż do lat 80'tych XX wieku, kiedy to archeolodzy postanowili przekopać wzgórze Zamczysko. Odkryli zamkowe mury i sporo militariów (groty, włócznie itp.).
Dziś i my możemy wspiąć się na mury wieży i zadumać nad burzliwymi dziejami tego miejsca.
Czas płynie i trzeba jechać dalej. Starannie zamknąwszy furtę wracamy do IT by oddać klucze, jeszcze raz dziękujemy i podążamy dalej - do Dąbrowy Górniczej.
Jedna z Siwuchowych Ścieżek
© Skowronek
I kolejna fajna ścieżka
© Skowronek
Po drodze mijamy pomnik przyrody Wywierzyska w Strzemieszycach Wielkich, potem przez dzielnicę Gołonóg wprost do Jeziora Pogoria III. Wszystkie Pogorie to dawne wyrobiska piasku. Nad III przerwa na posiłek, potem jedziemy do II (błoto i tym podobne) a następnie wzdłuż brzegów IV. Ludzi sporo, prawdę mówiąc nie czuję się dobrze w takim tłumie.
Pogoria III
© Skowronek
Pogoria II
© Skowronek
Ścieżka wzdłuż Pogorii II
© Skowronek
Ścieżka wzdłuż Pogorii IV
© Skowronek
Potem Siwuch prowadzi nas różnymi ścieżynami w okolice Siewierza i przez las (to jest chyba czarny szlak) do Poręby, skąd już blisko do Zawiercia.
Siwuch odprowadził nas na dworzec. Pociąg przybył wkrótce i udalim się w drogę powrotną do domu.
Wiele dziś było fantastycznych ścieżek i ciekawych miejsc. Podziękowania dla naszego przewodnika:)
Jeszcze się pochwalę na koniec: stuknęło mi 8000 km w tym roku:)
- DST 101.45km
- Teren 23.00km
- VMAX 44.50km/h
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
Dookoła Jeziora Sulejowskiego
Niedziela, 20 października 2013 · dodano: 21.10.2013 | Komentarze 10
Wpis w środę. Rzeknę tylko, że teren ów arcyciekawy i rozległy i rowerzyści wszystkiego nie zdążyli zobaczyć.
Dziś środa zatem czas na opis. Około południ dodam też kilka zdjęć autorstwa Roberta. Otóż:
Warto czasem zajrzeć do tak zwanej "Taniej książki". Bo i tanie mapy miewają. Razu pewnego trafiła się mapa "Okolice Łodzi". Dodam, że trafiły się też Kaszuby choć teren ten pewno trochę poczeka...
No dobrze, wracamy do Okolic Łodzi. Studiując ową mapę Rafał opracował ciekawą wycieczkę.
Tak więc w niedzielę wyrusza grupa w składzie: Robert, Siwuch i my. Pociągiem docieramy do Piotrkowa Trybunalskiego. Nazwa miasta pochodzi stąd, iż przez dwa stulecia było siedzibą Trybunału Koronnego.
A z historią tą wiąże się zamek. A właściwie wieża, niegdyś otoczona fosą. Nie ma cech obronnych, miała pełnić funkcje reprezentacyjne (w końcu była pałacem króla w miejscu sejmowym) podkreślać pozycję i powagę suwerena.
Ciekawy rower
© Skowronek
Zamek w Piotrkowie Trybunalskim
© Skowronek
Fragment ekspozycji (autor: Robert)
© Skowronek
Wieżę wzniesiono w XVI wieku, zniszczona podczas wojen szwedzkich, w XIX straciła najwyższą kondygnację i zamieniona w cerkiew, już na początku XX wieku przystąpiono do renowacji zamku. Wieża miała szczęście bo przetrwała cało II wojnę światową, odzyskała brakującą kondygnację (widać różnicę) i funkcje reprezentacyjne bo mieści muzeum. Muzeum otwarte i - uwaga - dziś wstęp gratis. No to zwiedzamy!
Parter mieści kolekcję lalek z różnych stron świata i pokój z przepięknie rzeźbionymi, gdańskimi meblami. Wyżej mamy odtworzone wnętrze wiejskiej chaty, mundury, broń (głównie XVIII i XIX-wieczną), monety i pamiątki po Powstaniu Styczniowym, znowu meble, trochę dokumentów.
Najwyżej znajdziemy niewielką salę koncertową, obrazy, meble.
W Piotrkowie zajrzeliśmy jeszcze do cerkwi.
A potem udajem się do miejscowości Borkowice Mokre bo na mapie napisali, że jest tu 25-metrowa skarpa i liczymy na widoki na Jezioro Sulejowskie.
No i odnajdujem ową skarpę, tylko... No to tak: po pierwsze jest na terenie prywatnym i teoretycznie niedostępnym ale właściciel nas nie przegonił. Po drugie - drzewa świetnie się tu mają i nic nie widać. Po trzecie wreszcie, jak już żeśmy dotarli nad brzeg to się okazało, że widać jeno kawałek jeziora.
I pod koniec wycieczki okazało się, że był to pierwszy i ostatni kawałeczek jeziora, bo cały dzień krążyliśmy wokół aleśmy go nic a nic nie widzieli - lasy gęste.
Pomost nad jeziorem
© Skowronek
Jezioro Sulejowskie
© Skowronek
Na szlaku
© Skowronek
Potem szlakami do miejscowości Wolbórz, gdzie niegdyś był zamek a potem, w XVIII wieku (po pożarze) na jego miejscu wzniesiono pałac.
Wolbórz - pałac biskupów kujawskich
© Skowronek
Pałacowy park
© Skowronek
Pałac piękny i bogaty, należał do biskupów kujawskich. Obecnie mieści szkołę.
Przerwa na kanapki i jedziemy dalej, do Miłoszowa, następnie lasem by dotrzeć do Grot Nagórzyckich.
Groty te stworzył człowiek, od XVIII wieku eksploatując tutejszy piasek. I to jaki piasek! Bielusieńki, piękny. I początkowo wykorzystywany w celach dekoracyjnych (posypywano nim podłogi izb, obejścia, chodniki). Kupowali go też (za łupiny ziemniaków) mieszkańcy Tomaszowa. Co ciekawe nie nadawał się do celów budowlanych - za okrągłe ziarenka nie chciały trzymać.
Później (XIX w.) okazało się, ze zawierając 90% kwarcu doskonałym jest dla hut szkła.
Piasek wydobywano i transportowano wozami konnymi do hut szkła w Piotrkowie, Warszawie, Częstochowie, Rudnikach. Ktoś policzył, że wywieziono stąd 21000 wozów piasku.
Groty były atrakcją turystyczną już przed wojną. Lecz niestety opiekuna nie miały, właził doń kto chciał i dewastacji ulegały. Bo piaskowiec je tworzący jest mięciutki. Każdy kto dotknie piaskowcowej kolumny zobaczy, jak mięciutki. Wreszcie się groty ochrony doczekały - w 2010 roku rozpoczęto prace, by 2.II.2012 roku do użytku oddać podziemną trasę turystyczną. Rzecz jasna trasa obejmuje tylko fragment wyrobiska.
Zwiedzamy, a jakże! Warto, miejsce arcyciekawe, o niesamowitej atmosferze. Zacznijmy od tego, że turystów się tu zamyka za wrotami żelaznymi... I od razu przenosim się w inny świat. Ekspozycja skromna ale samo miejsce, wątłe światło, komnaty, piaskowcowe kolumny i pamięć o kruchości tych skał... Nie ma co pisać, to zobaczyć trzeba.
Ciekawostka: "Ongi w Grotach Nagórzyckich był tunel, na przeszło trzy kilometry długi. Można nim było przejechać na drugą stronę wzgórz. Pewnego razu stu kawalerzystów, wszyscy na koniach, w bojowym rynsztunku znalazło się jednocześnie wewnątrz Grot Nagórzyckich. Przejechali oni swobodnie na drugą stronę wzgórza". Tak napisano w gazecie "Republika" 02.09.1934 r.
Wejście do Grot Nagórzyckich (autor: Robert)
© Skowronek
Ekspozycja w grotach
© Skowronek
Groty Nagórzyckie (autor: Robert)
© Skowronek
Wnętrze Grot Nagórzyckich (autor: Robert)
© Skowronek
Groty Nagórzyckie II (autor: Robert)
© Skowronek
Groty zwiedzone, teraz lasami do Niebieskich Źródeł. Ten rezerwat przyrody chroni wywierzyska krasowe, podobno jedne z najciekawszych w Europie. Z wapieni wytryska woda przybierając błękitno-zieloną barwę a dodatkowego uroku dodają mini-gejzery z piasku podrzucanego przez źródlaną wodę.
Miejsce przygotowano dla zwiedzających, są ławeczki, taras i ścieżki. I sporo turystów.
I znowu na szlaku
© Skowronek
Niebieskie Źródła
© Skowronek
Widok z tarasu przy źródłach
© Skowronek
Niebieskie Źródła II
© Skowronek
Tym sposobem znaleźliśmy się po drugiej stronie Jeziora Sulejowskiego i podążamy do Smardzewic. Na zwiedzenie zagrody żubrów brakuje czasu ale zaglądamy do obronnego klasztoru franciszkanów.
Obronny klasztor franciszkanów
© Skowronek
Dalej już asfaltem do klasztoru w Sulejowie. Zbudowany już w XII wieku. Przez wieki rozbudowywany i fortyfikowany. W XVIII wieku pożar zniszczył sporą część klasztoru a kasata zakonu przez władze carskie w XIX wieku zatrzymała prace remontowe.
Tak więc zabudowania niszczały i dopiero od lat 70'tych XX wieku prowadzone są prace remontowe. Powrócili też cystersi.
Najpiękniejszy jest romański kościół, przetrwał dzielnie zawieruchy historii i spora część zachowała się w oryginalnym stanie. Niestety trwa msza i ze zwiedzana nici.
Na terenie klasztoru działa też hotel i muzeum. Lecz czynne dziś tylko do 15.00, więc i tego nie zwiedzimy.
Sulejów - klasztor cystersów
© Skowronek
Wieża Opacka i Arsenał
© Skowronek
Ruiny pałacu opackiego
© Skowronek
Romański kościół (autor: Robert)
© Skowronek
Romański kościół i budynek muzeum
© Skowronek
Czasu do pociągu zostało niewiele, więc trzeba już żwawo podążać do Piotrkowa. Główną drogą ciśniemy do centrum i na dworzec.
I koniec wycieczki. Za mało czasu by wszystko zobaczyć, następnym razem trza jechać pkp o 5 rano.
Zmęczenie też jest, gdyż siły po chorobie wciąż nadwątlone.
Warto tam pojechać, tereny piękne i wcale nie takie znów płaskie. Dziś zobaczyliśmy część, jeszcze sporo zostało. Lecz poczekać musi do przyszłego roku.
- DST 104.12km
- Teren 40.00km
- VMAX 56.70km/h
- Podjazdy 1200m
- Sprzęt Vision
- Aktywność Jazda na rowerze
Jura z Gozdzikiem
Sobota, 5 października 2013 · dodano: 12.10.2013 | Komentarze 2
Dnia piątego października Roku Pańskiego 2013 na Jurę wyrusza Gozdzik we własnej osobie. W czasie gdy podążał na południe z Cze-wy wyjeżdża (z kolei korzystając) komitet powitalny w składzie: Siwuch [dziękuję, że przybyłeś:)] oraz Skowronki. Wysiadamy na stacji Żarki Letnisko i terenem podążamy do Żarek. Następnie na Mirowski Gościniec, który ostatnimi czasy zmienił się w drogę asfaltową. Gmina Żarki zamieniła go ów asfalt tworząc ścieżkę pieszo-rowerową z teoretycznym zakazem wjazdu. Teoretycznym gdyż "nie dotyczy właścicieli gruntów", tak więc samochody swobodnie tędy jeżdżą (ku naszemu oburzeniu). A jest wąsko, bardzo wąsko... Co by było ciekawiej, ostatnio okazało się, że miejscowi wystosowali skargę do Marszałka Województwa, gdyż okazuje się, że Mirowski Gościniec to...DROGA PUBLICZNA. I jakim prawem tę drogę publiczną zamknięto zakazem wjazdu?!! Nieźle, co?
Dopóki była piaszczystą polną dróżką (bardzo zresztą urokliwą) każdy miał ją gdzieś ale utwardzona... O, to już warto o tę drogę powalczyć. A że szlak? Niech se rowerzyści jeżdżą gdzie indziej. I tyle.
I tak podążamy do Niegowej, gdzie czeka już Gozdzik. Powitanie i ruszamy na szlak. Początkowo wygodną szutrówką wprost do zamku Bobolice. Murowaną warownię zbudowano w XIV wieku na miejscu wcześniejszej, drewnianej. Należał do Władysława Opolczyka (tego samego, który ufundował klasztor na Jasnej Górze) lecz ze względu na nielojalność i fatalną opinię liczne dobra (w tym i zamek) zostały mu odebrane przez Władysława Jagiełłę. Potem gospodarzył tu ród Krezów, potem Myszkowskich. Zniszczony podczas potopu szwedzkiego nigdy nie powrócił do dawnej świetności. W XVIII wielu opuszczony powoli popadał w ruinę, niszczony dodatkowo przez poszukiwaczy skarbów. I tak pozostały zeń jeno resztki baszty i części mieszkalnej zamku górnego. I tak na wyniosłym ostańcu trwały ruiny piękne lecz ponure (tak przeze mnie z tego czasu zapamiętane, a było się wówczas dzieciakiem, ledwo wystającym ponad jurajskie jałowce) aż do końca XX wieku, kiedy to zakupiła je rodzina Laseckich. Zamek zrekonstruowano (może nie do końca tak jak niegdyś wyglądał, gdyż brakuje źródeł) i choć nie brak głosów krytyki, to jednak cieszy, że został uratowany przed zniszczeniem.
Legendy? Są i legendy: o Bladej Pani, której zmarły dzieci, o dwóch braciach zakochanych w jednej pannie, wreszcie o skarbach, które ponoć znaleziono tu w XIX wieku.
Przed zamkiem w Bobolicach
© Skowronek
Oglądamy sobie zamek i okoliczne skałki by wyruszyć dalej, w stronę Góry Zborów. A i jeszcze ozdobną pieczątkę trzeba zdobyć w zamkowej kasie. Bardzo ładna.
Podążamy czerwonym szlakiem pieszym. Na skraju lasu mijamy samochód zakopany w piachu po osie. Wypadałoby pomóc ale skoro pchał się autem do lasu, to niech teraz ma za swoje, a co! Może się oduczy. Toteż Rafał i ja mijamy go obojętnie. Za to Gozdzik i Siwuch próbują pomóc, zgodnie z zasadą "miłuj nieprzyjaciół swoich". Lecz nic z tego, zakopany lepiej niż na Dakarze.
Tak więc jedziemy dalej, korzeni i piachu nie brakuje, podjazdów także. Siwuch i Gozdzik jadą na oponach slick ale nic im to nie przeszkadza w pokonywaniu kolejnych przeszkód w terenie.
Na Górze Zborów dłuższy postój na podziwianie widoków oraz kanapki. A widoki dziś były przewspaniałe: błękitne niebo, białe skały i kolory jesieni.
Góra Zborów to rezerwat przyrody i jeden z najwspanialszych punktów widokowych na Jurze.
Przy "patrolce" na Górze Zborów
© Skowronek
Góra Zborów
© Skowronek
Jedziemy do Morska
© Skowronek
Po odpoczynku Siwuch prowadzi wygodnymi, leśnymi drogami wprost do Morska. Stromy podjazd i już jesteśmy przy Ośrodku Rekreacyjnym. Jest tu hotel, stok narciarski, organizują szkolenia, imprezy, są baseny, korty, restauracja, jazda konna i odnowa biologiczna jest. Nas jednak bardziej interesuje Zamek Bąkowiec.
Z dawnych czasów przetrwało niewiele, niskie mury budynków mieszkalnych i baszt. Budynek z oknami i schody zostały dobudowane w latach międzywojennych, kiedy to architekt Witold Czeczott postanowił tu zamieszkać.
Zamek powstał w XIV wieku a opuszczono go w XVIII, od tego czasu popadł w ruinę.
Można go zobaczyć tylko z zewnątrz i w dodatku jedyni z dołu. Można też obejść dookoła.
Zamek Bąkowiec w Morsku
© Skowronek
Obok zamku w Morsku
© Skowronek
Tak więc oglądamy z zewnątrz a potem zjazd stokiem narciarskim z powrotem do naszej poprzedniej ścieżki.
Teraz Siwuch prowadzi nas do znanego sobie źródełka, z krystaliczną wodą i zielonymi roślinami rosnącymi na dnie. Tylko nie pamiętam ich nazwy...
Piekne żródełko obok Kroczyc (naprawdę ma takie barwy)
© Skowronek
Kontemplacja źródełka
© Skowronek
Dłuższa kontemplacja źródełka (chyba każdy lubi patrzeć w wodę) i powrót pod Górę Zborów a następnie w lewo, na zielony szlak pieszy, który prowadzi wprost do Skał Rzędkowickich. Ten skalny mur to mekka wspinaczy, w pogodne dni (takie jak dziś) na każdej skałce tłok. Dziś dodatkowo montują liny do zjazdów a obok kręcą się grupki ludzi, wygląda to na imprezę integracyjną. Sadowimy się opodal, nadzieję mając na widowisko (jak ludziska zaczną śmigać na linie), lecz nikt nie pali się do zjazdów. Wreszcie jeden zjechał, wrzasnął coś do pozostałych na temat ryzyka uszkodzeń narządów istotnych dla mężczyzny, i nikt więcej się nie odważył. Co za niefart...
Za to tuż nad nami, po niemal gładkiej ścianie, wspinał się samotnie pan z autoasekuracją, cichutko, tak myk-myk-myk i już był na wierzchołku. Z niesamowitą lekkością, jak gdyby bez wysiłku.
Skały Rzędkowickie
© Skowronek
Odpoczynek przy skałach
© Skowronek
Nasz samotny wspinacz
© Skowronek
Czas płynie i trzeba zbierać się w dalszą drogę. Wzdłuż skał, obok ołtarza i zjazd do drogi i przez Hucisko do Mirowa. I ten zamek kupili Laseccy, jednak nie będzie on całkiem odbudowany, jedynie częściowo zrekonstruowany i zabezpieczony. I dobrze, bo jego charakterystyczna sylwetka jest jednym z symboli Jury. Dla zwiedzających zostanie udostępniony w 2017 roku.
Gród istniał w tym miejscu już w VI wieku p.n.e. a w XIV wieku powstał murowany zamek. Od 1501 roku był rodową siedzibą Myszkowskich. W 1587 roku został zdobyty przez wojska arcyksięcia Maksymiliana Habsburga i od tego czasu podupadał by w XIX wieku popaść w ruinę.
Jeden z symboli Jury
© Skowronek
Zamek Mirów
© Skowronek
Tak więc podziwiamy zamek czas dłuższy, następnie do sklepu po wodę i kierunek do kolejnego zamku (do odznaki rzecz jasna): strażnicy Łutowiec. Zbudowana na niedostępnym ostańcu w XIV wieku, opuszczona dwa stulecia później. Do dziś nie zachowało się prawie nic. Za to można dom i stodoła obok zostały zbudowane z zamkowych kamieni a ich właściciel często przepędza stąd turystów, mimo, że teren jest nie ogrodzony i biegnie tu szlak turystyczny. Dziś jednak mamy szczęście i możemy spokojnie zwiedzać.
Na wierzchołek ostańca można wejść i wejść warto, bo rozpościera się zeń wspaniały widok.
Widok ze Strażnicy Łutowiec
© Skowronek
Wspaniale jeździć jurajskimi szlakami lecz trzeba już kierować się z powrotem do Niegowej, wszak przed Gozdzikiem daleka droga do domu. Jedziemy lasem, przeciamy główną drogę i przez Moczydła wprost do samochodu. Pogdalim jeszcze, po czym pożegnanie i każdy kieruje się do siebie: Siwuch do Zawiercia, Gozdzik do Głowna a my do Cze-wy.
Jedziemy na Gorzków Nowy, potem szlakiem do Trzebniowa i stąd nowym rowerowym (na szczęście wciąż jeszcze jest szutrowy ale asfalt wyleją lada dzień...) do Ostrężnika. W barze postój bo głód dokucza. A następnie przez Siedlec, Zrębice, Przymiłowice, Olsztyn, Skrajnicę wprost do Cze-wy.
I tak zleciał dzień a był to dzień słoneczny i ciepły, Jura mieniła się tysiącami kolorów radując serca i oczy. I udała się rowerowa wycieczka, teren taki łatwy nie był ale mimo zmęczenia humory dopisywały. Gozdziku, dziękujemy za odwiedziny, przybywaj (może następnym razem uda się byście przybyli oboje) kiedy tylko obowiązki pozwolą!
I Wiesz, Drogi Czytelniku, gdy się ma coś na co dzień to bywa, że tak jakoś to coś pospolite, zwyczajne. Ale wystarczy spojrzeć inaczej i... No, wiem, nihil novi, chodzi o to, że jedna ta nasza Jura to jest ABSOLUTNIE WYJĄTKOWE, PRZEPIĘKNE, PRZEUROCZE miejsce. A, że się czasem człek w piachu zakopie? Ano, za łatwo być nie może...
Wszystkie zdjęcia z wycieczki znajdziesz tutaj, zapraszam do galerii.



